Na złodzieju czapka gore, także w Sieci

Wydawałoby się, że bawiący się torrentami i ściągający nielegalnie pliki z Internetu są w miarę bezpieczni i anonimowi, gdyż strony i trackery pośredniczące w tym procederze, choć posiadają ich dane, to nie udostępnią ich nikomu. Chyba, że ktoś sobie sam je weźmie - tak jak trzech hackerów z Argentyny.

Włamali się oni do baz SQL niesławnej Zatoki Piratów, szwedzkiego portalu The Pirate Bay i wyciągnęli stamtąd dokładne dane 4 milionów domorosłych korsarzy, włącznie z historią pobrań, adresami IP i nawet e-mailami.

Argentyńczycy rozważali przekazanie swojego łupu organizacjom antypirackim, ale poprzestali na publicznym zademonstrowaniu sposobu, w jakim dokonali włamania - choć wkrótce strona z filmem poglądowym została zlikwidowana, albo przez nich, albo przez innych hackerów. The Pirate Bay zaś załatało już dziury, które zostały wykorzystane do kradzieży.

Czy to nie ironia, że złodzieje danych okradają złodziei filmów, muzyki i oprogramowania oraz gier? I czy w takim razie ci pierwsi nie popełniają przestępstwa przypadkiem? Jeśli tak, to zdobyte w ten sposób dane są psu na budę - żaden sąd ich nie powinien uznać za dowody.

Sławek Serafin

Więcej o: