"Szczepienie" przeciwko malarii przy pomocy antybiotyków

Myszy, które przez trzy dni otrzymywały antybiotyk i jednocześnie zostały zarażone malarią nie odczuwają groźnych skutków zarażenia pasożytami i wytwarzają długoterminową odporność na następne infekcje.

Żadne jadowite owady nie mogą się równać w niesieniu śmierci z komarami. Malaria zabija na świecie każdego roku około miliona ludzi, według ocen WHO. Pierwotniaki powodujące chorobę są przenoszone na ludzi przez ukąszenie zainfekowanego komara z rodzaju Anopheles. Jedno ukąszenie komara powoduje, że do wątroby dostaje się zaledwie 10 do 100 pasożytów, gdzie następnie rozmnażają się one i w około tygodnia po infekcji dziesiątki tysięcy kolejnych form pasożyta wydostaje się do krwioobiegu, atakując czerwone krwinki i powodując dreszcze, wysoką gorączkę, bóle głowy, nudności, wymioty i potencjalnie śmiertelne powikłania.

Zespół pod kierownictwem dr Steffena Borrmanna z wydziału chorób zakaźnych szpitala Uniwersytetu w Heidelbergu we współpracy z dr Kai Matuschewskim z instytutu biologii infekcjii w Instytucie Maxa Plancka w Berlinie opracował nową metodę profilaktyki antymalarycznej wykorzystującą znane od dawna antybiotyki do naturalnego "szczepienia" przeciwko malarii - przynajmniej na myszach.

Badanie polegało na podaniu przez trzy dni myszom azytromycyny lub klindamycyny (antybiotyków stosowanych już wcześniej do leczenia malarii w połączeniu z lekami antymalarycznymi) i jednoczesnym wstrzyknięciu im do krwi sporozoitów malarii. Antybiotyki nie zapobiegły zainfekowaniu wątroby i rozwinięciu się w niej formy powodującej objawy chorobowe, merozoitów, ale zapobiegły infekcji czerwonych krwinek i powstaniu typowych dla malarii objawów (wprowadzają defekt . Natomiast pasożyty rozwijające się w wątrobie pozwoliły systemowi odpornościowemu na utworzenie reakcji odpornościowej. Badacze przeprowadzili ponowne próby zainfekowania myszy sporozoitami po 40 dniach, po 4 miesiącach i po 6 miesiącach, tym razem bez stosowania antybiotyków, i wszystkie zwierzęta miały wtedy całkowitą ochronę przed malarią.

Oczywiście, pozostaje kwestia przeniesienia tego modelu na ludzi. W obszarach zagrożenia malarycznego ludzie są wystawiani na częste, ale małe dawki pasożytów. Przy przeprowadzeniu testów na myszach naśladujących ten model infekcji ochronę uzyskało 30% muszy, natomiast w 85% z pozostałych, zainfekowanych myszy malaria nie wpłynęła na mózg, mając lżejszy przebieg. Wygląda więc na to, że zastosowanie w miarę tanich i mających znane, ograniczone skutki uboczne antybiotyków może zostać cennym narzędziem w walce z malarią.

[via Science Daily]

Leszek Karlik