Roje mikrosatelitów USA mają być odporne na ataki

DARPA (Agencja Zaawansowanych Obronnych Projektów Badawczych Departamentu Obrony Stanów Zjednoczonych) planuje stworzenie nowej odmiany satelitów.

System F6, czyli Future, Fast, Flexible, Fractionated, Free-Flying Spacecraft (DARPA kocha różne błyskotliwe akronimy, w tym przypadku jest to "Przyszłościowy, szybki, elastyczny, dzielony na części, latający swobodnie pojazd kosmiczny") zakłada zastąpienie stosowanych współcześnie dużych satelitów przez grupy małych modułów łączących się ze sobą bezprzewodowo. Podane przez DARPA wymagania dla zainteresowanych wykonawców drugiej fazy programu obejmują:

Zdolność do obronnego manewru rozproszenia grupy a następnie zebrania jej z pworotem. Zademonstrowanie zdolności każdego z modułów w grupie do wyjścia poza "sferę zagrożenia" o średnicy 20 km w czasie do 5 minut. Po obronnym rozproszeniu moduły muszą następnie zebrać się z powrotem w konfigurację grupy.

Najwyraźniej Stany Zjednoczone wolą być gotowe na wypadek konfliktu z przeciwnikiem dysponującym bronią przeciwsatelitarną, taką jak na przykład testowana w zeszłym roku przez Chiny. Biorąc pod uwagę to, w jakim stopniu armia USA polega na wsparciu ze strony infrastruktury orbitalnej posunięcie wydaje się to dość rozsądne. Zastosowana metoda jest dość mało konfliktowa - stworzenie roju mikrosatelitów z odpowiednim poziomem redundancji nie łamie prawa kosmicznego zakazującego militaryzacji kosmosu, w odróżnieniu od, na przykład, umieszczeniu na orbicie laserów chroniących własne zasoby orbitalne przed pociskami przechwytującymi.

Wygląda na to, że właśnie powoli zaczyna się wyścig w kierunku rojów synsektów rodem z "Pokoju na Ziemi" czy "Niezwyciężonego". Czyli jak zwykle, Lem wszystko przewidział.

[via The Register]

Leszek Karlik