Fire Scout US Navy naruszył przestrzeń powietrzną Waszyngtonu

Operatorzy z bazy Patuxent w Maryland stracili kontakt z bezzałogowym aparatem latającym (UAV) MQ-8B Fire Scout wykonującym lot ćwiczebny. Urządzenie wleciało w zamkniętą przestrzeń powietrzną nad amerykańską stolicą.

Komunikację udało się przywrócić po upływie pół godziny i zawrócić bezpiecznie UAVa do bazy. Nikt chętnie nie mówi o własnych wpadkach i US Navy nie jest wyjątkiem - oficjalnie ogłoszono tylko, że powodem był problem z software (co może oznaczać wszystko, od błędów w oprogramowaniu komunikacyjnym aż po spiskową teorię wirusa).

Wszystkie sześć Fire Scoutów dosłownie uziemiono, rozpoczęło się szukanie błędów oraz, oczywiście, szukanie winnych. Problemem nie jest tylko sama utrata kontroli nad urządzeniem (szczęśliwie odzyskana), ale także fakt, że nie zadziałała procedura bezpieczeństwa - w przypadku utraty kontaktu UAV powinien niezwłocznie obrać kurs na macierzyste lotnisko, dolecieć do niego i bezpiecznie wylądować. Zaś Kapitol z pewnością nie był wyznaczony jako baza.

Fire Scout to przydatne maszyny. W kwietniu pisaliśmy o udaremnieniu przez jedną z nich przemytu 60 kg kokainy. Ale z pewnością nikt nie chce, by nad głową latały mu bezpańskie, niekontrolowane roboty.

[via NYT]

Tomasz Andruszkiewicz