Wywiad z człowiekiem, którego miesiąc nie było w Internecie

Użytkownik znany pod pseudonimem Inżynier Mruwnica przez miesiąc nie korzystał z serwisów społecznościowych. W ekskluzywnym wywiadzie dla portalu Technologie opowiada o swoich wrażeniach.

Panie Inżynierze, nie było pana przez miesiąc w Internecie. Co było przyczyną tak drastycznej decyzji?

Banalny lajf [życie - przyp. mrw]. I uroczo niefrasobliwie-optymistyczne podejście do czasu. Wziąłem tyle zadań na "szefie, luz, zrobi się", że się okazało, że się nie zrobi; chyba, że cały czas poza pracą przeznaczę wyłącznie na jedzenie i spanie. Dodatkowo sprawę komplikuje internet w komórce. Mogłem oczywiście wycofać się cichcem, ale po pierwsze wierzę w teorię performatywów (chociaż nic o niej nie czytałem, ale zwykle mi to nie przeszkadza) -- że jak powiem na głos, to tak właśnie będzie; a po drugie uznałem to za element intertubsowego [internetowego] bątoniku [etykiety], żeby nie wychodzić tak po angielsku (fun fact [ciekawostka]: w Anglii mówi się "po francusku").

Pojawiły się symptomy odstawienia?

Spodziewałem się, ale nie. Ręka czasem biegła ku linkom i zakładkom, kiedy używałem intertubsów [internetu] w celach zawodowych, ale przezornie je usunąłem. Wieczorem wpadała myśl, żeby sprawdzić na komórce co tam na Blipie, ale szybko mi przechodziło. W sumie sam byłem ciekaw "jak to będzie" i to mnie też utrzymywało w postanowieniu. Miałem ze dwa okolicznościowe sny, ale co ciekawe nie o internecie, że siedzę i klepię na fejsie [serwis Facebook]; tylko o ludziach których znam z internetu, ale spotkałem IRL [w rzeczywistości]. Po tygodniu czułem się już zupełnie jak w XX wieku.

Internet jest ważnym narzędziem służącym zabijaniu chęci do pracy (tzw. prokrastynacja). Czy po odstawieniu pojawiły się jakieś zamienniki, jak gra w sapera czy układanie pasjansa?

Tak! Zacząłem grać w te takie kuleczki na komórce. Bez przesady, raczej w przerwach w pracy, a nie zamiast. No i w samym internecie też znalazłem coś do zmarnowania czasu, choć nie związane z soszialnetłorkingiem [aktywnością w serwisach społecznościowych]. Sprawy wprawdzie zawodowe, ale znacznie bardziej interesujące niż konieczne.

Czyli pańska produktywność zdecydowanie wzrosła?

Wzrosła, ale z pewnością nie proporcjonalnie do wzrostu czasu spędzanego na pracy. Łatwiej było (np. z rana) zabrać się do roboty, ale w końcu zaczynałem kwiczeć. Jeśli rozumie pan o czym mówię. Rozwiązywałem te kryzysy wspomnianymi kulkami, przeczytaniem fragmentu zwykłej papierowej książki, albo klasyczną metodą na watercoolera [towarzyskie spotkanie w pracy przy dystrybutorze wody]. Ale to raczej niechętnie, bo jak się w biurze wyjdzie na pogaduchy to się zaraz wieczór robi.

Czy zatem rezygnacja z kontaktów ze znajomymi z sieci jest opłacalna? Czy poleca pan swój sposób innym użytkownikom sieci społecznościowych, którzy mają natłok pracy?

Tak, to dobra metoda. Na potwierdzenie tej tezy mam to, że dziś jest już trzynasta, a ja jeszcze nic nie zrobiłem.

Dziękuję bardzo za rozmowę.

 

Z internautą inżynierem Edwardem Mruwnicą rozmawiał Michał R. Wiśniewski (mrw.blox.pl)

Więcej o: