Magiczne słowo "Przepraszam?. Koniec dochodzenia w sprawie Google Street View

Amerykańska organizacja przyjrzała się dokładnie Google Street View po tym, jak okazało się, że samochody Google przechwytywały prywatne dane mieszkańców różnych miast. Komisja oznajmiła, że zadowalają ją środki jakie zostały przedsięwzięte, aby zapobiec takim sytuacjom w przyszłości.

Dochodzenie w sprawie Google Street View prowadziła amerykańska Federalna Komisja Handlu (FTC). Jak czytamy w liście jednego z dyrektorów organizacji, Komisja jest zadowolona z przedsięwziętych przez koncern z Mountain View środków zapobiegawczych. Google zatrudnił między innymi dyrektora ds. prywatności, ma zamiar przeszkolić pod tym względem swoich pracowników, oraz czym prędzej usunąć prywatne dane użytkowników.

Jakie to dane i jak znalazły się w posiadaniu Google? Pisaliśmy już o tym trochę w innych tekstach, ale przypomnijmy.

Nieodłącznym składnikiem tworzenia usługi Google Street View są samochody z zamontowanym szerokokątnym aparatem fotograficznym, za pośrednictwem których robione są zdjęcia ulic danego miasta. W samochodach Google'a znalazła się jednak także aparatura która miała zbierać adresy IP mijanych punktów Wi-Fi. Oprócz tego zbierała jeszcze hasła, fragmenty wiadomości e-mail czy historię przeglądanych stron  (miało to miejsce wyłącznie w przypadku niezabezpieczonych sieci Wi-Fi). Koncern jeszcze w maju przyznał, że doszło do poważnej "wpadki"; samochody przez chwilę przestały pojawiać się na ulicach, by powrócić latem, ale już bez aparatury.

FTC uznała, że zapewnienia, obietnice i mocne postanowienie poprawy wyrażone przez Google jest wystarczającą gwarancją na to, że sytuacja nie powtórzy się już w przyszłości. Sceptyczne co do tego są natomiast organizacje praw obywatelskich. Consumer Watchdog obawia się, że Google traktowany jest w wyjątkowy sposób przez polityków.

Poczynania Google powinny zostać dokładnie zbadane

zauważa organizacja.

Więcej o: