CES 2011: Tabletowa biegunka, czyli 80 sposobów na ajPada

To, co dziś na CES dzieje się z tabletami, pokazuje, w jakiej trudnej sytuacji są producenci, jeśli chodzi o kreowanie popytu na nowe urządzenia. Za rok nie trzeba będzie jechać do Vegas. Po co - skoro za trzy tygodnie (impreza Apple) będzie wiadomo, co w 2012 r. będą od Jobsa zgapiali inni.

W styczniu 2010 r., Steve Ballmer, szef Microsoftu, podczas swojej przemowy pokazał prototyp tabletu HP. W październiku tablet - HP Slate 500 - rzeczywiście zadebiutował. Ale jako gadżet dla biznesu.


Ballmer mówił w zeszłym roku o tabletach. Ale w kulisach i tak każdy mówił o Apple (nawet pogłoska niosła nazwę iSlate). Ballmer opowiadał, a Jobs, który targi w Vegas olewa regularnie, iPada wprowadził do sklepów. I  rozkręcił karuzelę.


Dziś każdy chce być iPadem. Organizatorzy targów w Las Vegas podliczyli, że w tym roku producenci pokażą w sumie... 80 różnych modeli. Osiemdziesiąt. Od PlayBooka od Research In Motion, tabletu Motoroli na nowym Androidzie, przez nowe modele Samsunga, Acera, Asusa, hybrydę LePad Lenovo po HANNspady. To jest biegunka, szaleństwo. Jakieś 70-75 proc., a niech tam - 90 proc. i tak skazana jest na medialny niebyt.

Efekt będzie taki, jak w piosence T.Love - Pele i Pan Proper też chcieli grać w T.Love, ale jakoś nie wyszło. Tablety, choć to gorący teraz towar, nie wykarmią takiego grona producentów. Do Apple i Samsunga dołączy naprawdę niewielu. A historia netbooków pokazuje, że długo boom na tablety może się nie utrzymać.

B.A.

Dowiedz się więcej o targach CES 2011

Więcej o: