Granatnik ze starej beczki po oleju? Tak to się robi w Libii

Potrzeba matką wynalazku. Nie można staremu porzekadłu odmówić trafności. Jeśli jednak wbici w narodową dumę uważaliśmy, że zbiornik paliwa do dużego Fiata sklecony ze starego worka po ziemniakach to szczyt pomysłowości i zaradności trzeba oddać honory libijskim rebeliantom.

Telewizja Al-Jazeera zaprezentowała niedawno materiał filmowy poświęcony dosyć egzotycznemu uzbrojeniu przeciwników reżimu Kaddafiego. Jak się okazuje, rebelianci demontują ciężki sprzęt z uszkodzonych samolotów, helikopterów i opancerzonych pojazdów, po czym montują je na zupełnie nieprzystosowanych w tym celu platformach, jak na przykład samochody osobowe, zdalnie sterowane dziecięce zabawki itp.

Abdulsalam Elshein z Brygad Męczenników Wolnej Libii mówi:

To efektywna broń o wysokiej celności (...) i chwała Allahowi, działa na wrogów

W menu polowego warsztatu rebeliantów znaleźć można samochody z przypominającymi silniki odrzutowe radzieckimi wyrzutniami rakiet S-5, standardowo podwieszanymi pod samolotami Su oraz MiGami, ciężkie karabiny wydobyte z burt śmigłowców, zasilane akumulatorem samochodowym, czy granatniki spawane ze starych beczek, dopinane do dachów i uruchamiane za pomocą dzwonków do drzwi, a także tysiące sztuk zabytkowej broni, która w Europie uznana by została za eksponaty muzealne.

Co bardziej pomysłowe warsztaty rusznikarskie produkują jednorazowe wyrzutnie rakietowe z rur wodociągowych oraz instalują w opancerzonych samochodach systemy zdalnego sterowania wieżyczkami strzelniczymi tak, aby nie narażać życia i zdrowia osoby obsługującej gniazdo.

W tym oryginalnym połączeniu rebelianci wyglądają jak wyjęci z planu zdjęciowego do nowej części Mad Maxa. W tym przypadku określenie "broń improwizowana nabiera nowego wyrazu.