Pokój marzeń komputerowego maniaka, czy może coś więcej?

Instalacja przestrzenna składa się z kilkunastu tysięcy elementów, wchodzących niegdyś w skład działających komputerów. Pokój o wymiarach 6 metrów szerokości x 4 metrów głębokości x 4,5 metra wysokości to jednak nie imponująca budowla z części komputerowych, a autoportret Marka Tomasika - autora instalacji.

Układ przedmiotów wydaje się przypadkowy, autor twierdzi jednak że taki nie jest - użyte elementy bowiem same ułożyły się w konkretnym porządku.

Materia wymusiła pewne określone układy i spotkania elementów

W tym wypadku artysta służył jako osoba przenosząca i układająca przedmioty na ich miejscach. Pokój jest więc olbrzymią metalowo-drewnianą rzeźbą-instalacją, do której wnętrza można wejść, usiąść na krześle i - jak twierdzi Tomasik - wyciszyć się. Instalacja nosi tytuł - czasem trzeba się otworzyć.

Trójwymiarową wizualizację przestrzenną instalacji można zobaczyć tu.

Instalacja pochłonęła w sumie około 300 komputerów, kilka palet przemysłowych i innych używanych już drewnianych elementów konstrukcyjnych. Początkowo budowana w warsztacie artysty stanęła ostatecznie w zamku w Świeciu. Miejscu nie kojarzącym się tradycyjnie ze sztuką nowoczesną. W skład rzeźby wchodzi także kilka elementów ruchomych, które wprowadzają do misternej konstrukcji odrobinę płynności i nieuporządkowania. Jak w większości tego typu dzieł, każdy odbiorca z pewnością dostrzeże w autoportrecie Tomasika zupełnie co innego, bazując na własnych emocjach i własnym, unikalnym życiorysie.

Otwarcie dzieła Tomasika nastąpiło 28 maja w zamku w Świeciu. Więcej zdjęć w galerii, do której serdecznie zapraszamy.