Zegar, który przeżyje ludzką cywilizację

W USA powstaje niezwykły zegar - jego kurant codziennie będzie grał inną melodię, jednak rzadko ktoś usłyszy jej brzmienie - bo dookoła zazwyczaj nikogo nie będzie. I choć będzie chodził przez tysiąclecia, to jego wskazówka drgnie tylko raz na sto lat.

Wszystko dlatego, że zegar umieszczony zostanie we wnętrzu góry, a odmierzać będzie nie minuty i godziny, a lata i wieki.

Od idei...

Ojcem pomysłu jest Danny Hillis, wynalazca, inżynier komputerowy i projektant, który wpadł na niego w 1989 roku. Dokładniej swoją ideę wyjaśnił w eseju opublikowanym 7 lat później na łamach magazynu Wired. Celem konstruktora jest próba sięgnięcia ku tej przyszłości, która zawsze wydaje nam się odległa. Choć nie jest w stanie sobie jej wyobrazić, to obchodzi go ona - chce, by coś z życia jego i innych osób wpisało się w długoletnią historię, która zaczęła się długo przed ich narodzinami i zakończy długo po ich śmierci. Jego zdaniem ludzie zbyt skupiają się na "tu i teraz".


Fragment artykułu opublikowanego w Wired, swoisty manifest Hllisa

Ignorując delikatne sugestie przyjaciół na temat domniemanego kryzysu wieku średniego, którego objawem miałby być ten pomysł, Hillis zdecydował się na jego realizację. Nie przekonało go także, że łatwiej byłoby napisać program komputerowy - chciał czegoś co przetrwa tysiąclecia. Jedyny problem widział w ludziach - jeśli uznają zegar za nieistotny, zostanie zapomniany i popadnie w ruinę. Jeśli stanie się bardzo ważnym symbolem, ktoś w końcu zechce go zniszczyć. Dlatego musi być stworzony z wielkich i nieistotnych materiałów, jak Stonehenge i piramidy. Wtedy nie będzie obiektem pożądania. Powinien też być ukryty - tu inspiracją był los schowanych w grotach Rękopisów z Qumran, których historia sięga początków naszej ery, a znaleziono je dopiero w połowie XX wieku. Zaś profesjonalny magik poradził Hillisowi, by dobrze udokumentował proces budowy i ukrywania zegara - nawet jeśli urządzenie zostanie zniszczone, przetrwa mit o nim. Wszak informacja żyje najdłużej.

Projekt spodobał się różnym osobom - w wymyśleniu nazwy pomógł muzyk, Brian Eno. Tak powstał The Clock of Long Now i opiekująca się zegarem The Long Now Foundation. Long Now to określenie na "długie teraz" - ponieważ zegar mierzy czas w skali większej niż minuty i godziny, czy nawet dni. Finansowaniem projektu zajmuje się Jeff Bezos, założyciel i szef sklepu Amazon.com.

...do realizacji

Założona przez Danny'ego Hillisa wespół z biologiem, Stewartem Brandem, Fundacja The Long Now zakupiła czubek góry Waszyngton (Mount Washington) niedaleko Ely i na północ od Las Veagas w Nevadzie, w miejscu otoczonym przez mające pięć tysięcy lat sosny.

Drugi identyczny zegar powstaje w zachodnim Teksasie. Plan Fundacji zakłada, że będą to pierwsze z sieci milenijnych chronometrów umieszczonych na całym świecie. Każdy zegar ma działać przez co najmniej 10 tysięcy lat, przy minimalnym wkładzie ludzkim w konserwację całego urządzenia. Czas działania nie został wybrany przypadkowo, mieści się bowiem w granicach prawdopodobieństwa - znajdowane są fragmenty garnków i koszyków z roku 10000 p.n.e. Jest więc możliwe, by produkty rąk ludzkich przetrwały tak długi okres.

Magia trybów


Mechanizm do odgrywania kurantów

Zegar będzie tykał raz na rok, a co sto lat będzie przesuwała się odmierzająca wieki wskazówka. Co milenium z zegara wyskoczy kukułka. Dodatkowo, codziennie kurant będzie grać melodię. Specjalny mechanizm ułoży ją z dziesięciu dźwięków, a jest zaprojektowany tak, by przez 10 tysięcy lat codziennie zabrzmiała inna i niepowtarzalna. Skomponowaniem dźwięków także zajął się Brian Eno, a Hillis wymyślił odpowiedni algorytm, który będzie je dobierał.

Tak powstawał generator dźwięków dla zegara -za The Long Now Foundation na Vimeo.

Wiele czasu zajęło stworzenie odpowiedniej konstrukcji zegara. W założeniach miał to być model mechaniczny, który spełni szereg warunków:

  • Długowieczność - zegar ma być dokładny nawet po 10 tysiącach lat i nie może zawierać części z cennych metali, które mogłyby skusić złodziei;
  • Łatwość konserwacji - następne pokolenia powinny móc bez trudu naprawiać zegar, nie używając do tego narzędzi bardziej skomplikowanych, niż wykorzystywane w epoce brązu. Taką przezorność łatwo wyjaśnić przytaczając słowa przypisywane Albertowi Einsteinowi: Nie wiem jaka broń będzie użyta w trzeciej wojnie światowej, ale czwarta będzie na kije i kamienie;
  • Przejrzystość - zasada działania zegara powinna być zrozumiała bez konieczności zatrzymywania lub rozbierania mechanizmu;
  • Możliwość poprawiania konstrukcji - mechanizm zegarowy powinien dać się ulepszać i rozbudowywać w miarę upływu czasu;
  • Skalowalność - musi być możliwe zbudowanie mniejszych prototypów, które pozwolą upewnić się, że zegar będzie działał, a potem powiększenie tego mechanizmu;

Ze względu na małą skalowalność zrezygnowano z zasilania zegara za pomocą źródeł energii opartych o chemię czy energię geotermalną oraz ruchy sejsmiczne, a trudność w konserwacji i mała przejrzystość reguł działania skreśliła energię atomową. Hillis zdecydował się na oparcie mechanizmu zegara o nakręcanie go przez ludzi. Zmusza to następne pokolenia do wzięcia odpowiedzialności za urządzenie i wpisuje się w ideę myślenia o przyszłości i planowania działań. Rozważał także wykorzystanie zmian temperatury i częściowo się na nie zdecydował. Drugim problemem był kwestia mechanizmu, który będzie regulował zegar. Tu nie było dobrego rozwiązania - Hillis określił, że jeden sposób nie wystarczy, bowiem z czasem każdy zegar staje się mnie dokładny. Konieczne jest kilka, które będą się wzajemnie korygować - w tym wypadku energia słoneczna będzie regulować powolny mechaniczny oscylator.

Pierwszy prototyp zaczął działać 31 grudnia 1999 roku, akurat by odmierzyć zmianę wieku - kurant uderzył wtedy dwa razy, a licznik przestawił się z 01999 na 02000. Ten model, mający zaledwie nieco ponad 2 metry wysokości można teraz oglądać w Muzeum Nauki w Londynie:


Pierwszy prototyp

Kilka lat później uruchomiono dwa kolejne prototypy

Aktualnie trwa już produkcja części do właściwego zegara - na razie tego w Teksasie - w rozmiarze pozwalającym na umieszczenie ich we wnętrzu góry. Zegar The Long Now ma mieć ponad 60 metrów (200 stóp).

Symbioza maszyny i natury

Do miejsca powstawania konstrukcji nie jest wcale łatwo się dostać. Najbliższe lotnisko oddalone jest o kilka godzin jazdy samochodem, a do tego trzeba odbyć jeszcze całodzienną pieszą wędrówkę do tunelu wejściowego położonego 450 metrów ponad dnem doliny. Dostępu do środka bronić będą drzwi z jadeitu w oprawie ze stali nierdzewnej oraz drugie, stalowe. Dalej idzie się kilkusetmetrowym tunelem, na końcu którego na podłodze widać plamkę światła. Gdy spojrzy się do góry widać 150-metrowy szyb, gdzie zawieszona jest cała konstrukcja. Rozpoczyna się wspinaczka po spiralnych schodach, które w litej skale wyciął specjalny robot.

Robot do cięcia skał - testy i symulacja za The Long Now Foundation na Vimeo.

Wspinając się wzwyż najpierw spotkamy zawieszoną ok. 20 metrów nad poziomem tunelu przeciwwagę mechanizmu napędowego zegara. Wyżej trafimy na olbrzymie koło, które służy do nakręcania chronometru - przypomina nieco kabestan na okrętach albo bramkę w sklepie czy metrze. Potrzebne są dwie lub trzy osoby, by w pełni obrócić całość, co sprawi, że uniosą się kamienne obciążniki ważące ponad 4,5 tony. Ponad 20 metrów wyżej, po minięciu 20 trybów, trafiamy na mechanizm kuranta, który zagra dla nas unikalną melodię.


Mechanizm kuranta i tryby z przeciwwagą

Napędza go energia powstała po nakręceniu zegara - służy ona też do poruszania mechanizmu mierzącego czas. System przekładni, bolców i kółek służący do generowania melodii jest tak skomplikowany, że można go nazwać najwolniejszym komputerem świata. Jest w stanie stworzyć 3,5 miliona różnych melodyjek. Wspinając się jeszcze wyżej staniemy wreszcie przed wielką tarczą o średnicy 2,5 metra. Jednak widniał będzie na niej nieaktualny czas, czas ostatniej wizyty człowieka w środku zegara. By poznać poprawny musimy "spytać" - nakręcić mechanizm odpowiedzialny za poruszanie elementami tarczy. Żeby oszczędzać energię tarcza nie poruszy się, dopóki do środa konstrukcji nie przyjdzie ktoś, kto ją uruchomi. Dlatego też większość wnętrza konstrukcji skąpana będzie w ciemności, dopiero posługując się własnym źródłem światła zobaczymy olbrzymie tryby czy wahadło z tytanowym obciążnikiem wielkości piłki nożnej.

A jak zegar będzie działał, gdy przez długi czas nikt go nie odwiedzi? Wykorzysta energię ze zmian temperatury na szczycie góry. W Nevadzie pomiędzy nocą i dniem są bardzo duże różnice. Chronometr będzie chodził, jednak poprawny czas wskaże, gdy ktoś wejdzie i nakręci mechanizm tarczy. Po pewnym czasie bez wizyt przestanie jednak dzwonić. Zostaną na to przeznaczone nadwyżki energii, powstałe gdy będzie na przemian wyjątkowo ciepło i bardzo zimno - priorytet ma mechanizm mierzenia czasu.

Dokładność urządzenia w dużej mierze zapewni środowisko i dobre warunki klimatyczne - suchy klimat Nevady i Teksasu oraz względnie stała temperatura przez cały rok - ok. 12 stopni Celsjusza. Zegar regulować będzie także słońce wpadające przez specjalne, umieszczone na szczycie góry, okno - w ten sposób mechanizm dopasuje się do południa słonecznego. By zapobiec zużyciu mechaniki, co mogłoby spowodować niedokładności w mierzeniu czasu, elementy zegara zostaną wykonane głównie z kwasoodpornej stali 316, a niektóre nawet ze skały lub nowoczesnej ceramiki. Pozwoli to zapobiec korozji tych części, które będą poruszać się bardzo powoli. Jak pokazuje przykład znajdowanych na wykopaliskach garnków, ceramika jest w stanie przetrwać bardzo długo.

W górze, w której umieszczony będzie zegar, drążone jest pięć jaskiń rozmiarów pokoju, symbolizujących różne okresy: rok, dziesięciolecie, stulecie, tysiąclecie oraz dziesięć tysięcy lat. W rocznicowej jaskini znajdą się wizerunki planet Układu Słonecznego oraz Księżyc, a także wszystkie sondy jakie w XX wieku ludzkość wystrzeliła w poszukiwaniu innych cywilizacji w kosmosie. Jeśli macie jakiś pomysł, co mogłoby się znaleźć w komnacie dziesięciolecia, możecie wysłać go na adres 10-year-chamber@10000yearclock.net, a zostanie dodany do zbioru idei.

Jak mówi Jeff Bezos, zegar ma być symbolem myślenia z wyprzedzeniem i patrzenia w przyszłość. Czas, by ludzkość wykorzystała swoje możliwości technologiczne, by zmierzyć się z konstrukcjami pomyślanymi na skalę cywilizacyjną.

Być może za kilka tysięcy lat ktoś spojrzy na niego tak, jak my dziś patrzymy na piramidy.

Zainteresowani rozwojem projektu mogą otrzymywać e-maile z informacjami - także z tą najważniejszą o ukończeniu budowy - po wysłaniu pustej wiadomości na adres clockinterest@10000yearclock.net.

[fot. The Long Now Foundation, 10000yearclock]

Więcej o: