Nowoczesne technologie w służbie czystości, czyli jak warszawski ZDM wydał wojnę odchodom

400 tysięcy złotych wydał już warszawski ZDM w 2011 roku na naprawy miejskich wind zniszczonych przez wandali. To kwota przeznaczona na cały rok.

W ubiegłym roku, jak oznajmia Rzeczpospolita, eksploatacja wind w Warszawie pochłonęła ponad 640 tysięcy złotych, a ich naprawy aż 600 kolejnych. Ciągłe doprowadzanie miejskich dźwigów do ruiny sprawiło, że ZDM zadecydował o nie podejmowaniu się dalszych napraw w najczęściej niszczonych lokalizacjach.

Punktem zapalnym na warszawskiej mapie zdewastowanych wind okazały się natomiast dźwigi z okolic Ronda Daszyńskiego (Rotunda), a więc dość często użytkowane. Wandale dopuścili się tam od stycznia tego roku aż 102 "aktów wandalizmu". Co to za akty? Jak możemy przeczytać w Rzeczpospolitej - przechodnie nader często zatrzymują podnośniki między poziomami i "korzystają z nich jak z toalet".

Decyzja o zaniechaniu napraw okazała się jednak nie do pomyślenia, dlatego po fali krytyki ZDM postanowił przeznaczyć na restaurację aż 200 tysięcy złotych. Nowe windy mają być wyposażone w... czujniki wilgoci. Kiedy tylko sensor wykryje "zwiększający się poziom "wilgoci" powiadomiona zostanie ochrona. Opiekunowie projektu zamierzają także zlecić zainstalowanie wewnątrz kabin głośników, za pośrednictwem których pasażer zostanie automatycznie wezwany do zaprzestania czynności i pozostawienia windy w czystości.

Póki co nie ustalono jeszcze jak konkretnie będą działały windy, ale ZDM rozpisał przetarg na wymianę aż ośmiu dźwigów. Otwarcie ma nastąpić 18 lipca. Ciekawe, czy z odpowiednią prezentacją możliwości nowego urządzenia. Miejmy także nadzieję, że winda nie będzie "nawoływała do zaprzestania czynności" i wzywała ochronę za każdym razem, kiedy nad Warszawę nadciągną deszczowe chmury.

 

[za Rzeczpospolita]