CC: Pamiątka

Coś, czego nie ma nikt, chociaż może mieć każdy.

W zeszłą sobotę wsiadłem w pociąg i odwiedziłem konwent Polcon, który odbywał się akurat po sąsiedzku w Poznaniu. To prawdziwe święto polskich fanów fantastyki - spotykają się co roku w różnych miastach, by wziąć udział w pokazach i prelekcjach z uczestnictwem polskich (i nie tylko) pisarzy s-f. A także by przyznać nagrodę im. Janusza A. Zajdla dla najlepszej powieści i opowiadania.

Spotkania z autorami, więc można pogadać, zapytać o plany, albo "skąd biorą pomysły", albo "dlaczego młodzi ludzie uciekają w fantastykę" itp. A potem wyciągnąć z plecaka książkę i poprosić o autograf. Niektórzy fani wyglądają przez to jak pierwszoklasiści - niosą na plecach kilka kilo książek.

To tak rozkosznie XX-wieczne.

Uwielbiam autografy. Trzy lata temu użyłem ich jako argumentu w dyskusji o zaletach e-booków i tradycyjnych książek. Napisałem wtedy na blogu:

Mam Czarne oceany Dukaja, których nie czytam, jest to bowiem wydanie SuperNowej, które rozleciało się w czasie pierwszego czytania: kupiłem je na autorskim panelu na Polconie, pierwsza partia. Z autografem. Jest tu i historia, i anegdota. Rzecz jest żywa. Namacalna. Co można wziąć na e-booku? Podpis cyfrowy?

I oto znów siedzę na autorskim panelu Jacka Dukaja, ale w chlebaku nie mam ani jednej książki. Nie, to nie do końca prawda. Nie mam ani jednej papierowej cegły, bo kilkanaście tytułów stoi sobie grzecznie na wirtualnej półeczce aplikacji iBooks. Koniec panelu, do pisarza ustawia się kolejka fanów. Staję i ja.

Trzy lata temu nie miałem iPada.

Na wieki wieków w elektrycznych snach

Jacek Dukaj jest nieco skonfundowany, ale przeczuwał, że kiedyś nadejdzie ten dzień. Dzień, w którym przyjdzie mu podpisać e-booka. Odpalam aplikację Bamboo Paper i proszę o autograf na ekranie. Jeszcze tylko kwestia szoku przyszłości ("ojej, jak to podpisać, ma ktoś ołówek?"; "nie, wystarczy palcem") i już: mam autograf Jacka Dukaja. Znajomi z blipa już wiedzą ("15:41 czy dukaj smyrnie autograf na ipadzie" "16:03 yay, smyrnal"), a po chwili - wy-ślij! - również mają autograf Dukaja. Proszę, starczy dla każdego.

Jacek Dukaj

Więc ile wart jest ten plik graficzny? Podpis w papierowej książce był jedyny, nieklonowalny, a tu dwoma klikami wysłałem w świat kopie niezliczone. Wszyscy go mają. Ale nie mają wspomnienia. Ono jest tylko moje. To wciąż moja historia i moja anegdota. Ten głupi pliczek jest więc wart dużo więcej, niż autografy, które można kupić razem z książką, hurtowo podpisane na prośbę księgarza.

Żyjemy w czasach cyfrowego zapisu wspomnień. Na koncertach zapalniczki zostały zastąpione przez komórki z aparatami fotograficznymi i kamerami. Nie lubię tego, bo przeszkadza przeżywać tu i teraz; choć zawsze nagrywam sobie jedną piosenkę na pamiątkę. Żeby można było zakotwiczyć wspomnienie. Tak samo działa wpis na blogu czy blipie - odnośnik do treści ukrytej w głowie.  CAM. Komputerowo wspomagane wspomnienia. Cyfrowe duchy.

Wspomagane, nie zastępujące. Nie będę nagrywać sobie filmu z całego życia, jak w filmie s-f Wersja ostateczna. Nikt też nie kupi ode mnie moich wspomnień, jak w teledysku I Will Remember grupy Toto.

Ale mogę się nimi podzielić.

Cyber Czwartek to cykl cotygodniowych felietonów poświęconych dawnym wizjom przyszłości i temu, jak (i czy!) spełniły się w naszym nowoczesnym świecie. Autor, Michał R. Wiśniewski, jest publicystą i blogerem specjalizującym się w fantastyce oraz japońskiej popkulturze.