CC: Zanik

Dlaczego uciekamy w retro?

Pamiętam doskonale swoją pierwszą klawiaturę. Ciężkie, nieco toporne przyciski domowego komputera Spectravideo 738 MSX odpowiadały głośnym stukiem, co dawało wrażenie stukania na archaicznej maszynie do pisania. Ale to właśnie ona przetrwała lata młodzieńczej furii, które kosztowały życie dwa joysticki i działa do dziś.

Klawiatura następnego komputera - Amigi 600 - była znacznie delikatniejsza, podobnie jak klawiatury kolejnych pecetów. Ale nadal były to twarde maszyny, w które można było walić z pasją palcami niczym w fortepian. Czułem, jakby do każdego napisanego na nich tekstu wlewała się ta fizyczna moc, z jaką został wybębniony. Zupełnie jak wielopalczasty cyborg z Ghost in the Shell:


Ale potem nadszedł czas laptopów i odkryłem radość z płaskich klawiszy komputerów przenośnych. Zwłaszcza niewielkiej klawiatury dziewięciocalowego Eee PC, którą wystarczyło delikatnie muskać, nie odrywając prawie palców. Skończył się czas epickiego łomotu, nadszedł czas finezji.

Finałem tego postępujące zaniku klawisza jest wirtualna klawiatura iPada, wyświetlana na dotykowym ekranie tabletu gdy zachodzi potrzeba wpisania jakiego tekstu. Klawiatura, której nie czuć, reagująca na dotyk opuszków palców. I mimo tego braku fizyczności wciąż ma narysowane służące do orientacji przy pisaniu bezwzrokowym wypustki na klawisz "f" i "j". Artefakt reala w wirtualnym świecie.

Tymczasem obserwuję również odwrotny trend - technohipsteryzm miłośników mechanicznych klawiatur; zarówno nowoczesnych modeli stworzonych z myślą dla zawodowych graczy, jak i kultowych klasycznych modeli.

Para reala

Znajduję tę fascynację mechanicznymi  klawiaturami czymś podobnym do ruchu steampunkowego.  Steampunk to (początkowo) ironiczne, nawiązujące do cyberpunka określenie podzbioru literatury s-f  - współczesnych fantazjach naukowych osadzone w czasach wiktoriańskich, w wieku pary, które biorą rozwód z historią i przedstawiają rewolucję technologiczną w wersji turbo. Gatunek zyskał sławę po publikacji powieści Maszyna różnicowa Williama Gibsona i Bruce'a Sterlinga.

Zasilane parą komputery, cyborgi, przecudne maszyny latające. Za książkami, komiksami i filmami poszła moda i  subkultura pasjonatów. Z jednej strony jest to wybór estetyczny - bogate "wiktoriańskie" zdobienia zamieniają zwykłego laptopa w piękny przedmiot. Ale samo naklejenie zębatek na komputer jest raczej degradacją steampunkowej idei, u źródeł której leży fascynacja działającą maszyną.

Steampunkowi wynalazcy, jak Jake von Slatt, zakładają cylindry i gogle, a potem budują prawdziwe maszyny parowe i urządzenia, które nie tylko cieszą oko, ale i działają. U źródeł tej nostalgii za wiekiem pary leży namacalność mechanizmu, jego twardy realizm przeciwstawiony zamkniętym pudełkom współczesnych urządzeń. Hermetyczna puszka iPoda przeciwstawiona zostaje pornograficznie obnażonym mechanizmom zegarowym. Technologia, która przez tą jawność staje przyjaźniejsza, nie tak magiczna czy niepojęta. Choć zwykle to tylko ułuda: naklejanie zębatek na komputer.

Moda na retro zdaje mi się próbą zatrzymania nieodwracalnego. No i czym tak naprawdę różni dźwięk mechanizmu klawiatury i nagrany klik jej wirtualnego odpowiednika?

Cyber Czwartek to cykl cotygodniowych felietonów poświęconych dawnym wizjom przyszłości i temu, jak (i czy!) spełniły się w naszym nowoczesnym świecie. Autor, Michał R. Wiśniewski, jest publicystą i blogerem specjalizującym się w fantastyce oraz japońskiej popkulturze.