Facebook lubi Palikota. I co z tego?

Ruch Poparcia Palikota to najpopularniejsza partia. No, przynajmniej na Facebooku. Czy może to zmienić wynik wyborów?

Czy jest jakaś partia, która gdzieś płycej lub głębiej w swoim programie nie umieściłaby informacji o tym, jak ważna jest dla niej młodzież, że to przyszłość narodu i takie tam inne? A czy jest jakaś partia, która faktycznie umiałaby dotrzeć do młodych, mówić ich językiem i zaistnieć w ich świecie?

Otóż jedna jest - to Ruch Poparcia Palikota (RPP). Dowodów nie trzeba daleko szukać - wystarczy wpisać w przeglądarkę www.facebook.com/NowoczesnaPolska i spojrzeć na lewą stronę ekranu. 57 tysiącami fanów nie może pochwalić się żadna inna partia. Ba, żadna nie ma nawet połowy tej liczby. Najbardziej zbliżyła się Platforma Obywatelska z niespełna 23 tysiącami wielbicieli, kolejny jest Kongres Nowej Prawicy mający niecałe 19 tysięcy fanów. Co więcej RPP notuje gwałtowny wzrost popularności w ciągu ostatniego tygodnia - dziennie przybywa po 2-3 tysiące osób.

Liczba fanów partii na Facebooku

Nic dziwnego, można powiedzieć, w końcu im więcej zamieszania w mediach wokół jakiejś partii, tym więcej ludzi się nią interesuje. A RPP ze swoim programem wyborczym doskonale trafia do świadomości młodych, nic więc dziwnego, że wyszukują partię w swoim środowisku naturalnym, na Facebooku, i klikają przycisk "Lubię to!".

Wzrost liczby fanów partii

Jednak dane, które dostaliśmy z Fanpage Trendera wskazują na coś znacznie ciekawszego. Otóż wzrost poparcia partii na Facebooku wyprzedza o kilka dni wzrost jej popularności odnotowywany w sondażach. I tak na przykład sondaże przeprowadzone przez Homo Homini oraz SMG pokazywały, że 18 września RPP miał jeszcze słabe wyniki, a wyraźny wzrost stał się zauważalny dopiero 25 września. Tymczasem na Facebooku w sierpniu przybywało zaledwie kilkudziesięciu fanów dziennie, na przełomie miesięcy - już około 100, a od 19 września - ponad 500 dziennie. Widać więc wyraźnie, że reakcja ludzi na Facebooku wyprzedziła wyniki sondażowe o 6 dni. Wnioski mogą być dwa - albo Facebook pomógł partii, albo przynajmniej tendencja wzrostowa stała się widoczna w sieci znacznie wcześniej, niż w sondażach. Tak czy inaczej - warto docenić znaczenie sieci społecznościowych.

Pozostaje jednak pytanie, czy poparcie Poparcia na Facebooku może się jakkolwiek przełożyć na wynik wyborczy? Młodzi ludzie to wyjątkowo trudna grupa - wielu z nich mieszka daleko od miejsca zameldowania i udział w głosowaniu jest kłopotliwy. Tymczasem na Facebooku łatwo klika się w niebieski przycisk - w końcu większość osób popiera Wolny Tybet, Schronisko dla Psów i Kotów czy Stop Przemocy w Rodzinie. Tyle, ze to poparcie wirtualne, nie przenoszące się na faktyczną aktywność.

Jednak dr Jan Zając, psycholog Internetu z Uniwersytetu Warszawskiego, współtwórca serwisu Fanpagetrender.com zwraca uwagę na ważne zjawisko - społeczny dowód słuszności.

- Ludzie potrzebują wiedzy o tym, że inni też popierają ich wybory - wyjaśnia Jan Zając - Chętniej głosujemy więc na tych, którzy mają już duże poparcie. W tej sytuacji świadomość, że dana partia ma już wielu fanów sprawia, że możemy wybrać właśnie ją.

Fanpagetrender.com w swojej analizie zjawiska zwraca też uwagę, że przekonani przekonują innych - znajomych, członków rodziny. To zjawisko może być szczególnie ważne w sieciach społecznościowych, gdzie rekomendacje mają szczególną siłę. I choć w przypadku kandydatów z dużych okręgów różnica pewnie nie będzie odczuwalna, to podczas wyborów w mniejszych miejscowościach poparcie dodatkowych kilkuset osób może zmienić końcowy wynik kandydata.

Czy faktycznie Facebook pomoże Palikotowi? A może cała para pójdzie w gwizdek i okaże się, że w Polsce nie warto bawić się w kampanię w Internecie. Już za dwa dni wszystko będzie jasne.