Occupy Wall Street: rewolucja zinternetyzowana

W Stanach właśnie trwa nowa rewolucja. Na dolnym Manhattanie, na Placu Wolności tuż obok Wall Street od 17 września tysiące protestujących zebrało się pod wspólnym hasłem Occupy Wall Street, aby sprzeciwiać się planom ratunkowym dla wielkich instytucji finansowych, które pozwalają im zwiększyć zyski nawet w czasie kryzysu, podczas gdy przeciętny Amerykanin pogrąża się w długach i zamartwia perspektywą bezrobocia.
Rewolucja zinternetyzowana Ruch protestujący pod hasłem "Occupy Wall Street" rozwija swoje struktury w internecie Na nowojorskim Placu Wolności tysiące ludzi protestuje pod hasłem "Occupy Wall Street", aby sprzeciwić się planom ratunkowym dla wielkich instytucji finansowych, które pozwolą im zwiększyć zyski w czasie kryzysu, podczas gdy przeciętny Amerykanin pogrąża się w długach i zamartwia perspektywą bezrobocia. ThinkProgress, jeden z najlepszych blogów w Stanach Zjednoczonych, pokazuje kilka przykładów tej niesprawiedliwości: - 1 proc, Amerykanów jest właścicielem 40 proc. majątku narodowego - 1 proc. Amerykanów zabiera do domu ponad 24 proc. przychodu narodowego - 1 proc, Amerykanów posiada ponad połowę krajowych akcji, obligacji i funduszy powierniczych - 1 proc, Amerykanów odpowiada jedynie za 5 proc. krajowego długu Szokujące, prawda? Zanim ruch protestujący pod hasłem "OWS" dotarł do świadomości masowych mediów, zdążył stworzyć ogromną platformę komunikacji internetowej dla ludzi ze Stanów Zjednoczonych, ale też z zagranicy. Główną tubą ruchu jest Tumblr, midiblog gdzie działa strona We are the 99 proc., dokumentująca tragiczne historie Amerykanów w czasach kryzysu. Pojawił się również blog Occupy Wall Street zbierający informacje o działaniach w ramach protestu, nie tylko w Nowym Yorku. Protestanci prowadzą też googlowy kalendarz wydarzeń (można go dodać do swoich kalendarzy i zapisywać się na poszczególne wydarzenia), używają też google docsów do komunikacji. Mają również własną telewizję internetową, którą założyli, zanim ktokolwiek zaczął się nimi interesować. O profilach na Twitterze i Facebooku nawet nie ma co wspominać - to już standard. Kalev Leetaru, asystent dyrektora działu analizy mediów cyfrowych na Uniwersytecie w Illinois, twierdzi, że korzystanie z mediów społecznościowych zdecydowanie wpływa na rozgłos działań rewolucyjnych, ale ma też dla nich minusy. Rewolucje, które szybko się wznoszą, mogą szybko upaść, a ponieważ media społecznościowe nie nadają się do archiwizowania materiałów, idee i działania rewolucjonistów mogą być równie szybko zapomniane. Mimo to arabska wiosna, która również masowo korzystała z internetowych technologii doprowadziła do ogromnych zmian politycznych. Ruch przeciwko światowej finansjerze dopiero nabiera rozmachu. A co będzie dalej? Będziemy śledzić z bliska, poprzez ekrany naszych domowych komputerów.

Według samych uczestników OWS to ruch bez przywódcy, skupiający ludzi różnych płci, kolorów, wieku i przekonań politycznych. Łączy ich fakt, że stanowią 99% społeczeństwa, które nie jest w stanie dłużej tolerować bezkarnej chciwości i korupcji super-bogatego 1%.

 

ThinkProgress, jeden z najlepszych liberalnych blogów w Stanach, pokazuje kilka przykładów tej nierówności:

  • 1% Amerykanów jest właścicielem 40% majątku narodowego
  • 1% Amerykanów zabiera do domu ponad 24% przychodu narodowego, najwięcej od lat 20. ubiegłego wieku
  • 1% Amerykanów posiada ponad połowę krajowych akcji, obligacji i funduszy powierniczych
  • 1% Amerykanów odpowiada jedynie za 5% krajowego długu

Szokujące, prawda?

OWS opiera się na ideałach demonstracyjnych Arabskiej Wiosny Ludów w dążeniu do przywrócenia w Stanach prawdziwej demokracji. Ruch unika przemocy, trzyma się litery prawa (np. postawienie namiotów byłoby nielegalne, więc ludzie śpią pod gołym niebem; bardzo uważnie pilnuje się ciszy nocnej etc.), ma własną bibliotekę, zaprasza na wykłady znanych lewicowych intelektualistów jak Naomi Klein czy Slavoj Žižek. Ostatnio zaprosili także naszego własnego wąsatego rewolucjonistę - Lecha Wałęsę.

Wielkim fanem jest Michael Moore, który już ponad dwa tygodnie temu pojawił się na placu Wolności, żeby złożyć swój prywatny hołd ideałom i determinacji protestujących, a potem wielokrotnie pojawiał się w masowych mediach, żeby tłumaczyć powody swego poparcia dla ruchu, który przez dłuższy czas był przez te media ignorowany.



I tu pojawia się kolejny punkt styczny z arabskimi protestami - zanim OWS dotarł do świadomości masowych mediów, zdążył stworzyć ogromną platformę komunikacji internetowej i zaangażować do współtworzenia rewolucji ludzi z obszaru całych Stanów Zjednoczonych, ale także z zagranicy.

Główną tubą Occupy jest tumblr, taka hybryda twittera i wordpressa (czyli taki midiblog), gdzie działa strona We are the 99%, zbierająca prawdziwe historie 99% społeczeństwa amerykańskiego (od razu mówię, że jeśli jesteście emocjonalni, nie polecam przeglądania więcej niż 2 stron dziennie). Po kilku tygodniach działania blog liczy sobie już ponad 80 stron wypełnionych zdjęciami takimi, jak to otwierające mój wpis. Amerykańscy dziennikarze porównują go do publicznego konfesjonału albo ubikacji, na której ścianach możemy opisać ale i przeczytać bardzo prywatne wyznania i może odnaleźć w nich odrobinę pociechy. Rebecca Rosen z the Atlantic pisze:

To samoobsługowa historia, bez kuratorów, przewodników i narratorów. Wiele opowieści wzbudza pytania, ale nie ma ich kto zadać. Efekt jest bardzo surowy, ale pokazuje ogromną siłę osobistej narracji (bez znaczenia, z jakiego medium korzysta) w przełamywaniu szumu informacyjnego i cynizmu ekspertów politycznych, aby dotrzeć do naszej świadomości.

Pojawił się również blog Occupy Wall Street, zbierający informacje o działaniach w ramach protestu, nie tylko w nowym Yorku. Duże rzeczy będą się działy teraz w sobotę, na którą zaplanowano m.in. marsz na CHASE, który w ramach planów ratunkowych otrzymał ponad 97 bilionów dolarów.

Oczywiście w miejscu, gdzie co trzeci protestujący wie, jak zrobić własne wifi, tumblr to dopiero początek. Protestujący prowadzą googlowy kaledarz wydarzeń (można go dodać do swoich kalendarzy i zapisywać się na poszczególne wydarzenia), używają też google docsów do komunikacji. Mają także własną telewizję internetową, którą założyli zanim ktokolwiek zaczął się nimi interesować. O profilach na Twitterze i Facebooku nawet nie ma co wspominać - to już standard.


Kalev Leetaru
, asystent dyrektora działu analizy mediów cyfrowych na uniwersytecie w Illinois, UrbanaChampaign, człowiek który śledził i analizował medialne wydarzenia związane z arabskimi protestami, twierdzi, że korzystanie z mediów społecznościowych jak twitter czy tumblr może zdecydowanie wpłynąć na przyspieszenie rozgłosu działań rewolucyjnych  ale że tu kryje się zagrożenie. Rewolucje, które szybko się wznoszą, mogą szybko upaść, a ponieważ media społecznościowe nie nadają się do archiwizowania materiałów, mogą być równie szybko zapomniane. Mimo to arabska wiosna doprowadziła do ogromnych zmian politycznych i społecznościowych. Occupy Wall Street dopiero nabiera rozmachu. W sobotę odbył się pierwszy masowy test, który oczywiście mogliśmy oglądać na ich własnym live streamie. A co będzie dalej? Będziemy śledzić z bliska, poprzez ekrany naszych domowych komputerów.

Ola i Bartek są ekspertami od komunikacji w internecie. Razem prowadzą serwis umarketing.pl, w którym udowadniają, że organizacje mogą i powinny rozmawiać bezpośrednio z każdym zainteresowanym. I pokazują, jak to robić.

Więcej o: