Wychowanie w dobie Facebooka - wersja dla zaawansowanych

Pisaliśmy już wcześniej o tym, jak uświadamiać dzieci o niebezpieczeństwach, które wiążą się ze śmiganiem po internecie. Dziś chcemy dorzucić jeszcze jedną historię ku przestrodze, ciut bardziej przewrotną.

Kilka tygodni temu na YouTubie pojawiło się poniższe wideo (w tym momencie obejrzano go ponad 30 milionów razy, także robi naprawdę zawrotną karierę), w którym ojciec nastolatki wylewającej rodzinne żale na swoim facebookowym profilu odpowiada na nie w dość ekscentryczny sposób. Wideo trwa ponad 8 minut, jest oczywiście w całości po angielsku (zaraz postaramy się je odrobinę streścić dla językowo średniozaawansowanych), ale jego puenta jest zrozumiała dla każdego. Zdenerwowany tatuś wyładowuje pełny magazynek nabojów na laptopie córusi (przy okazji informując latorośl, że wisi mu za dolara każdą kulę).

Facebookowe rodzicielstwo?

A o co poszło? Córka szybkostrzelnego bohatera filmu opublikowała na Facebooku wpis, w którym między innymi skarży się na ilość domowych obowiązków, jakie przypadają jej w udziale (proponując rodzicom, że jeśli następnym razem będą mieli ochotę na kawę, mają ruszyć swoje leniwe tyłki i sami ją sobie przygotować), informuje, że od tego jest pani sprzątająca, którą zatrudniają (widać brak szacunku do tej pracy nie jest jedynie domeną polskich dziennikarzy), żąda zapłaty za swój wysiłek oraz straszy, że na nie ma zamiaru opiekować się swoimi rodzicami na starość.

Post miał być zablokowany do wglądu jedynie dla znajomych córki i nie miał prawa dostać się w ręce rodziców lub innych dorosłych. Jak widać - nie udało się (przy okazji warto zwrócić uwagę, że ewidentnie nie wystarczy odpowiednio wyregulować ustawienia prywatności na Facebooku, żeby takie historie nie wyszły na jaw). Ojciec nie mówi, w jaki sposób udało mu się znaleźć feralny wpis, za to bardzo dokładnie odnosi się do poszczególnych jego części. Skupia się przede wszystkim na niewdzięczności okazanej przez córkę i jej totalnym lenistwie. Wyśmiewa bezwzględnie pomysł płacenia za prace domowe, informuje o narzuconym na najbliższe lata szlabanie, wylicza koszty utrzymania dziecka (przede wszystkim dość szczegółowo wylicza koszt serwisu jej komputera), po czym wyciąga pistolet i ładuje jakieś osiem kul do leżącego na ziemi laptopa.

Ot, domowa awantura. Co stawia ją w nowym świetle to przede wszystkim forum, na jakim się rozgrywa: dwie z najbardziej popularnych platform społecznościowych na świecie, prosto na naszych oczach. Córka zaczęła na Facebooku, tatuś odpowiedział w pełną mocą na YouTubie (przy okazji wrzucając poniższy film na profil córki tak, żeby zobaczyli go wszyscy jej znajomi, a może także ich rodzice, których namawia do zastanowienia się nad swoimi pociechami i ich poczynaniami w sieci). Oko za oko, ząb za ząb.

Kilka dni temu pojawiło się nowe wideo ostrego tatki, tym razem w odpowiedzi na rodzicielskie porady dr Phila, prowadzącego parapsychologiczny program telewizyjny, który twierdzi, że nie należy publicznie upokarzać swoich dzieci. Film nie jest już tak ekscytujący, jak poprzedni, natomiast wzbudził wiele pytań - między innymi czy nie jest to przypadkiem początek kampanii promocyjnej zupełnie nowego show dla rodziców. W końcu seria filmików Tommy'ego nazywa się 'Facebook parenting', czyli facebookowe rodzicielstwo.

Tatko vs dr Phil

Przy okazji powstał już też blog tatki pod tytułem 8 minut sławy. Jeśli jesteście zainteresowani innymi jego poglądami na nowoczesne wychowanie w sieci, zajrzyjcie na własną odpowiedzialność.

Cała historia nas bardzo poruszyła: z jednej strony nie mogłam się nie uśmiać z pomysłowości tatusia (i jednocześnie przyznać, że jego zdenerwowanie na niewdzięczną pociechę, choć nie sposób ekspresji, jest częściowo uzasadnione), z drugiej jednak uważam, że przekroczył granicę. Strzelanie do laptopa mnie nie ruszyło, ale publiczne upokarzanie dziecka jest moim zdaniem nie do przyjęcia. Nie takiej reakcji spodziewałabym się po dojrzałym rodzicielu próbującym wychować swoje dziecko na porządnego człowieka. Wiele komentarzy, jakie widziałam, namawia do odebrania ojcu praw rodzicielskich i apeluje do pomocy społecznej, by ratowali córkę z rąk 'potwora' - ale to znowu też wydaje mi się przesadą.

A jakie wy macie zdanie? Ewidentnie problemy wychowawcze robią się coraz bardziej zawiłe, a metody coraz bardziej odjechane.