1 marca - dzień, w którym powstał Twój najdokładniejszy profil behawioralny w internecie

Jeśli masz konto w jakiejkolwiek usłudze Google, to właśnie od dziś koncern wie o tobie wszystko. W jej ramach zapisy dotyczące dotychczas poszczególnych usług koncernu, takich jak wyszukiwarka, poczta Gmail, YouTube, dokumenty czy Google+ podlegać będą jednej, nadrzędnej polityce. A raczej Polityce. To największa zmiana jaką do tej pory wprowadził Google w swoich regulaminach.
Czego dowie się o nas Google? Wchodzi nowa polityka prywatności Internetowy gigant dzięki swoim darmowym usługom wie o nas wiele. Od dziś chce wiedzieć tak dużo, że zaniepokoiło to urzędy ochrony danych osobowych. Z pozoru niewiele się zmienia. Informacje na nasz temat Google zbierał także przed 1 marca. W zależności od tego, co wpisywaliśmy w wyszukiwarce czy w treści e-maila w Gmailu, serwis wyświetlał nam odpowiednie reklamy. Teraz dane ze wszystkich serwisów Google'a posłużą do stworzenia profilu użytkownika. Google, wiedząc, co piszesz w e-mailach lub na czacie Gmail, zaproponuje ci odpowiedni filmik, wideo na YouTubie lub restaurację za pomocą Google Maps. Po co to wszystko? - Po pierwsze, żeby uprościć dotychczasową politykę prywatności. Po drugie, by dostarczyć internautom usług lepszej jakości - wyjaśnia Piotr Zalewski z Google Polska. Co to oznacza? Google od dawna powtarza, że dąży do tego, by wyszukiwarka sama rozpoznawała, czy wpisując "pink", użytkownik miał na myśli kolor różowy, czy wokalistkę pop Nowy regulamin wychodzi jednak daleko poza wyszukiwarkę. Masz ważne spotkanie? Google ma wgląd w twój kalendarz, wie, gdzie jesteś (dzięki GPS w smartfonie) i zna informacje o korkach - więc odpowiednio wcześniej przypomni ci o tym wydarzeniu, abyś się nie spóźnił. Przydatne? Owszem. Ale co, jeśli z komputera korzysta więcej niż jedna osoba, a Google zdradzi komuś informacje, których nie chcemy ujawniać Wspólne stanowisko wszystkich instytucji europejskich zajmujących się ochroną danych osobowych (tzw. Grupa Robocza Art. 29) przedstawił we wtorek francuski CNIL, odpowiednik naszego GIODO. - Nie wiemy, kto dokładnie, w jakim miejscu przetwarza nasze dane, w jaki sposób będą one łączone i jaki jest cel ich wykorzystywania - mówi Wojciech Wiewiórowski, generalny inspektor ochrony danych osobowych. O opóźnienie wprowadzenia zmian apelowała też unijna komisarz ds. sprawiedliwości Viviane Reding. Google odpiera zarzuty. - Prosiliśmy o spotkanie z CNIL, by odpowiedzieć na pytania, i ta propozycja pozostaje otwarta. Jesteśmy przekonani, że w polityce prywatności udało nam się znaleźć rozsądną równowagę - wyjaśniał w specjalnym liście Peter Fleischer, główny doradca Google'a ds. prywatności.

Jeśli myśleliście, że Google już wie o was wszystko, byliście w błędzie. Do tej pory koncern dysponował tylko wyjątkami o naszej aktywności w Sieci. Wiedział tylko, czego szukasz, nie wiedział, o czym korespondujesz ze znajomymi. Wiedział, co oglądasz na YouTube, nie wiedział, w jakiej pracujesz branży. Wiedział, jak wygląda twój kalendarz, nie wiedział, jakimi trasami poruszasz się po mieście. Wraz z połączeniem polityk prywatności większości (bo 60 z 70) usług Google, powstanie prawdopodobnie największy i najbardziej dokładny profil behawioralny użytkowników Sieci. Ale - co ważne - tylko tych zalogowanych do konta Google.

Przeczytaj nowąpolitykę prywatnościGoogle, nowe warunki korzystania z usługkoncernu i jak zmiany będą wyglądały w praktyce

Co to jest profil behawioralny?

Samo pojęcie pochodzi z psychologii, a kryje się za nim sylwetka osoby wydedukowana na podstawie jej zachowania. W internecie podczas tworzenia profilu behawioralnego pod uwagę brane są między innymi takie czynniki jak:

- wyszukiwane frazy

- odwiedzane serwisy

- częstotliwość i sposób ich oglądania (na przykład często, ale bardzo krótko).

Do tej pory w Google (jako wyszukiwarce) także funkcjonowały profile behawioralne. Na podstawie moich wyszukań Google uznał, że jestem mężczyzną w wieku 25-34 lat i że interesują mnie komputery, elektronika, urządzenia mobilne, kwestie biznesowe i zagadnienia dotyczące operatorów. Wszystko to prawda (no, z jednym wyjątkiem).

Gdy Google połączy ze sobą wszystkie elementy układanki będzie już wiedział, że nie jestem mężczyzną, zdobędzie także całe mnóstwo innych informacji o mnie. (Własny profil stworzony przez wyszukiwarkę możeciesprawdzić tutaj).

Jakie informacje Google będzie mógł ze sobą połączyć?

Wszystkie, które udostępniamy koncernowi korzystając z jego usług i będąc jednocześnie zalogowanym na konto Google. Jakie to dokładnie informacje można sprawdzić w specjalnym Panelu.

We wpisie na blogu, w którym informowano o zmianach w polityce prywatności Google zapowiadał, że nowa wiedza wykorzystywana będzie do tworzenia "nowych, świetnych usług".

Bazując na Twojej lokalizacji, kalendarzu i danych o ruchu drogowym, możemy wysłać powiadomienie, że pewnie spóźnisz się na spotkanie. Lub upewnić się, że korekty tego co wpisujesz są właściwe, nawet gdy są to imiona Twoich znajomych.

Wszystko to prawda. Dzięki temu, że Google będzie wiedział o tobie więcej, będzie mógł dopasowywać swoje usługi dokładnie do twoich potrzeb. Lub do tego, co uzna za potrzebę.

Najważniejszą przyczyną wprowadzenia zmian są jednak reklamy. Rok temu Google zarabiał średnio 24 dolary za każdą osobę, która korzystała z jego usług. Teraz, po dodaniu do siebie wszystkich brakujących elementów, zarabiać będzie zapewne dużo więcej, bo będzie wiedział dokładnie, co mnie interesuje i czego szukam.

Problem w tym, że - jak słusznie zauważa Wyborcza.pl - Google bez uprzedzenia podniósł cenę większości swoich usług. Choć w dalszym ciągu nie musimy wydawać na nie pieniędzy, to płacić będziemy oddając część swojej prywatności.

Google

Świat ma wątpliwości

Jeśli chcecie, by Google wiedział o was mniej, możecie wyłączyć historię wyszukiwania czy historię na YouTube. Albo korzystać z usług koncernu bez logowania się na konto Google.

Obrońcy prywatności w Unii Europejskiej zwrócili się z prośbą do Google'a, by ten wstrzymał się z wprowadzaniem nowej polityki, dopóki nowe zapisy i ich konsekwencje nie zostaną dokładnie przeanalizowane.

Wątpliwości zgłaszano także w Stanach Zjednoczonych. Edward Markey, prawnik, zauważył, że

Wszyscy użytkownicy powinni móc odmówić udostępniania swoich prywatnych informacji, jest to tym ważniejsze, gdy chodzi o ludzi młodych. Nowa polityka Google powinna uwzględniać taką opcję, szczególnie jeśli użytkownicy nie chcą, by YouTube przekształcił się w YouTrack (gra słów; track - ang. śledzić, przyp.red).

Google odpowiedział wszystkim tak samo: oczywiście jest gotów wyjaśnić dokładnie wszystkie wątpliwości, ale nowe zapisy wejdą w życie 1 marca, ponieważ koncern nie będzie zbierał o użytkownikach więcej informacji, niż do tej pory.

Jedna z większych baz danych o użytkownikach na świecie

"Google". Firma, której z własnej woli powierzamy o sobie coraz więcej informacji. Rzeczownik, który stał się czasownikiem. Firma, która stała się wręcz synonimem dostępu do informacji, teraz będzie ich miała jeszcze więcej.

Konsekwencją nowej polityki prywatności zalogowanych użytkowników Google będą nowe, prawdopodobnie użyteczne usługi. Ponieważ jednak w internecie, jak w życiu, nie ma nic za darmo, to w zamian za to Google będzie miał dostęp do wszystkich informacji, jakie kiedykolwiek mu przekazaliśmy.

Google po raz kolejny okazuje się mistrzem spieniężania darmowych usług.