Toshiba ZL2 - czy 3D bez okularów jest warte 30 000 zł?

30 000 zł to dużo pieniędzy. Można za nie kupić samochód, zapomnieć o kredycie mieszkaniowym na kilkanaście miesięcy, wyjechać w bardzo długą podróż. Ale można też kupić telewizor. Tylko czy warto?

O co chodzi?

Dokładnie 27 499 zł to najniższa cena, za jaką w momencie pisania tego tekstu można kupić telewizor Toshiba ZL2 w polskich sklepach internetowych. Odbiornik ma przekątną zaledwie 55-cali, nie oferuje zbyt rozbudowanych funkcji internetowych (tylko kilka podstawowych widgetów) i nie zastępuje kilku innych urządzeń z kina domowego. Za co więc japoński producent każe sobie płacić aż tak dużo? Za nową technologię. Przede wszystkim autostereoskopię, czyli 3D bez okularów.

Ta technologia nie powinna być wielkim szokiem dla czytelników serwisu. I nie mówię wcale o konsolce Nintendo 3DS wyposażonej w ekran trójwymiarowy nie wymagający okularów.

 

 

W marcu 2011 roku opisałem dla Was 20-calowy "telewizorek" Toshiba 20GL1.

Toshiba 20GL1 Fot. Toshiba

Był to sprzęt potwornie drogi (wtedy o wartości około 9000 zł), ciężki (36,5 kg) i zaskakująco duży. Cała konstrukcja miała 170 cm wysokości, a ekran telewizora był grubszy niż cokolwiek innego, z czym mieliśmy w tamtym czasie do czynienia.

Toshiba 20GL1 - grubość telewizora Fot. Szymon Adamus

Był to jednak prototyp trójwymiarowej technologii przyszłości. Takiej, w której nie musimy zakładać na nos okularów czy stać w jednym punkcie, by obejrzeć film 3D w znakomitej jakości. Matryca 20-calowego malca Toshiby miała rozdzielczość 3840 x 2160 pikseli co pozwalało na stworzenie symulacji 3D widocznej z kilku punktów jednocześnie. Innymi słowy, na telewizor można było patrzeć z różnych miejsc w pokoju lub cieszyć się nim jednocześnie w kilka osób. Takiej autostereoskopii wcześniej nie widzieliśmy.

Toshiba 20GL1 - wysoka rozdzielczość i kilka punktów 3D

Efekt robił wrażenie. Obraz był jaśniejszy niż na telewizorach okularowych z tamtego okresu, trójwymiar widziany gołym okiem nie męczył tak bardzo jak podczas seansów z okularami migawkowymi na nosie, a głębia obrazu była odwzorowana znakomicie.

Niestety między 20GL1, a Toshibą ZL2 musi być sporo różnić konstrukcyjnych, bo w nowym wydaniu nie prezentuje się to już tak dobrze.

 

Duże aspiracje

55-calowy telewizor ZL2 ma również matrycę w super wysokiej rozdzielczości. 3840 x 2160 pikseli robi wrażenie, szczególnie gdy włączymy na nich statyczne zdjęcie w tak wysokiej jakości. W przypadku filmów może być lepiej, ale nie ma to większego znaczenia, bo i tak brakuje treści w natywnej rozdzielczości tej wielkości (wspominałem o tym niedawno w tekście o sprzęcie 4K).

Toshiba ZL2 - Quad Full HD Fot. Szymon Adamus

Wyższa rozdzielczość nie została jednak dodana do ZL2 w celu poprawy jakości treści 2D. Podobnie jak w małym 20GL1 jest ona niezbędna, do stworzenia obrazu autostereoskopowego widocznego z kilku punktów. Obraz końcowy jaki oglądamy ma tylko 1280 x 720 pikseli, ale można go oglądać z kilku miejsc.

Toshiba ZL2 - puzzle Fot. Szymon Adamus

Cały proces wymaga kalibracji, którą można przeprowadzić automatycznie za pomocą przycisku "Tracking" na pilocie lub ręcznie. System jest wspierany przez wbudowaną w odbiornik kamerę, która śledzi do 9 widzów jednocześnie. Teoretycznie ma dostosowywać obraz 3D do położenia oczu. W praktyce najbardziej skuteczne jest i tak dostrojenie ręczne.

Toshiba ZL2 - Tracking Fot. Szymon Adamus

Jak widać producent tego modelu ma naprawdę duże aspiracje. To pierwszy telewizor autostereoskopowy o tak zaawansowanych funkcjach. To również pierwszy model takich rozmiarów, o takiej specyfikacji, który trafia do sprzedaży masowej. Za to producentowi należą się gratulacje. Przeciera on nowe szlaki i buduje drogę ku przyszłości obrazu 3D widocznego bez okularów. Problemy są jednak dwa.

Po pierwsze telewizor jest potwornie drogi, a więc nie ma najmniejszych szans stać się nowym standardem. Toshiba ZL2 będzie ciekawostką taką jak zbliżające się panele OLED. Interesującą, ale zbyt oderwaną od rzeczywistości większości widzów, by mogła zagrozić popularnym, tanim modelom.

Druga kwestia jest jeszcze bardziej bolesna. Chodzi mianowicie o jakość obrazu 3D na tym telewizorze, który niestety nie zachwyca.

 

Falstart?

Jeśli czytaliście test telewizora Toshiba ZL2 na moim blogu, to wiecie już jakie mam o nim zdanie. Jeśli nie, to nie będę już was dłużej trzymał w niepewności. Wielkiego zaskoczenia raczej tu nie będzie. Telewizor nie jest wart 30 000 zł.

Brzmi to trochę zabawnie, bo na dobrą sprawę na żaden 55-calowy telewizor nie warto wydać takich pieniędzy. Sęk w tym, że Toshiba ZL2 nie jest ich warta nie dlatego, że pod względem specyfikacji nie oferuje w zasadzie niczego więcej niż zeszłoroczny model ZL1 (który też dla Was kiedyś testowałem). Problem polega na tym, że ten odbiornik powinien promować znakomite 3D bez okularów, a robi to średnio.

Toshiba ZL2 - Alicja w krainie czarów Fot. Szymon Adamus

Funkcje autostereoskopowe testowałem w nim na kilku filmach z Blu-ray 3D, tradycyjnych materiałach 2D, kopiach cyfrowych itp. Nie zapomniałem o "Alicji w Krainie Czarów 3D", która rok temu, podczas testów małego modelu 20GL1, zrobiła na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Niestety w wydaniu 55-calowym technologia Toshiby sprawdziła się dużo gorzej.

Trudno powiedzieć z czego to wynika, ale tym razem obraz 3D jest niezadowalający. Proces kalibracji ekranu jest szybki i wygodny, ale nigdy nie tworzy doskonałej jakości. Zawsze któryś fragment ekranu jest nieostry lub widać na nim wyraźny crosstalk (nieprzyjemny efekt w obrazie 3D, w którym widać rozchodzenie się dwóch składowych obrazu - dla lewego i prawego oka). System można przełączyć między trybem dla jednego lub kilku użytkowników i skalibrować ponownie. Robiłem to wielokrotnie, na różnych materiałach, ale niestety nigdy nie udało mi się wyeliminować całkowicie niedoskonałości obrazu. Odbiornik testowałem zgodnie z zaleceniami producenta, które każdy może poznać wertując instrukcję obsługi.

Toshiba ZL2 - kalibracja Fot. Szymon Adamus

Czy zatem Toshiba ZL2 jest telewizorem, który zaliczył falstart? I tak, i nie.

Panel jest potwornie drogi i ma w sobie dużo nowej, wielu odbiorcom jeszcze nieznanej technologii. Nie sądzę więc, by Toshiba łudziła się, że ZL2 podbije światowy rynek. Przypuszczam raczej, że jest to tylko kolejny mały krok, na bardzo długiej drodze ku zadowalającej autostereoskopii. Oraz swoisty dowód na to, że japońska myśl techniczna ma się nadal dobrze i na wiele ją jeszcze stać. Jeśli traktować ZL2 w taki sposób, to jest to "eksperyment" udany. W smukłej obudowie udało się zamknąć matrycę o wysokiej rozdzielczości i trochę nowej technologii. Jeszcze rok temu taki sam telewizor byłby kilkukrotnie grubszy i cięższy.

Niestety ten odbiornik nie jest tylko prototypem, ale zwykłym telewizorem, który trafia na półki sklepowe. I jeśli patrzeć na niego jako na normalny produkt, to jest nietrafiony. Cierpi na wiele bolączek poprzedniego modelu (np. szwankujący odtwarzacz multimediów, niewygodny pilot) i dodaje kilka nowych (np. głośne wiatraczki). Nie spełnia też niestety marzenia o 3D bez okularów w doskonałej jakości.

Mówiąc bardzo krótko i dosadnie - Toshiba ZL2 nie jest warta 30 000 zł. Szkoda, bo sama wizja pozbycia się okularów 3D na dobre jest nęcąca. Trzymam kciuki za kolejne modele i mam nadzieję, że Toshiba się nie podda. Takie nowości są nam potrzebne. Tylko muszą po prostu działać lepiej i kosztować mniej. Proste, prawda?

 

Szymon Adamus

Więcej o: