Nauka za darmo za pośrednictwem komórki lub tabletu? To możliwe. Szkoda tylko, że nie po polsku

Materiały edukacyjne za darmo, w tym te przygotowane przez najlepsze uniwersytety świata, na twoim mobilnym urządzeniu - czy to nie brzmi wspaniale? Jak się okazuje, nie jest to wcale mrzonka.

Apple'owi w ramach starań przekonania ludzkości, że ich urządzenia mogą być przydatne, udało się popełnić parę ciekawych rzeczy. Jedną z nich iTunes U, bodaj jedyna tak spójna platforma do e-nauki na urządzenia mobilne. iTunes U jest darmowy dla wszystkich posiadaczy telefonów i tabletów Apple'a. Aplikacja niewiele wspólnego ma z muzyką, sporo natomiast z iBooks, księgarnią, biblioteczką i czytnikiem książek w jednym. Tak jak w iBooks, po jej włączeniu naszym oczom ukazują się półeczki wykonane z pięknego, wirtualnego drewna. Czekają, aż zapełnimy je kursami naukowymi. Te znajdziemy w katalogu.

Wszystkie kursy są otwarte, darmowe. Ich tematyka jest przeróżna - możemy poznać podstawy chemii, dowiedzieć się czegoś o przekazywaniu władzy w Korei Północnej, prześledzić rewolucję języka czy nauczyć się ciekawostek o średniowieczu. Ich autorami jest wiele uniwersytetów i organizacji ze świata, więc i ich poziom jest przeróżny.

Zazwyczaj jednak kurs jest zbudowany na modłę akademicką - mamy materiał podzielony na "lekcje? i szacowany czas ukończenia całości. Sam pobrałem wprowadzenie do księżyców naszego układu słonecznego (no co, lubię astronomię...) przygotowane przez Open University. Składa się z 10 lekcji. Każda z nich może zawierać materiał tekstowy, wideo czy plik dźwiękowy. Jest miejsce na notatki. Ukończyć powinienem go w tydzień.

A tymczasem w Polsce...

iTunes U

Przyznam, że byłem mile zaskoczony ilością i multimedialnością kursów. Nie zastąpią one na pewno zwykłego nauczania, a i daleko im do poważnej e-nauki, ale są ciekawym uzupełnieniem edukacyjnej oferty. Dlatego po przejrzeniu oferty Yale czy Harvardu postanowiłem sprawdzić, czy swoje kursy przygotowały polskie uniwersytety. Jak się okazuje, w katalogu iTunes U znajdziemy materiały przygotowane przez francuskie czy niemieckie uniwerki, polskich jednak brak. Czy możemy liczyć, że to się zmieni? W najbliższej przyszłości - raczej nie.

W chwili obecnej nie planujemy adaptacji naszych multimedialnych materiałów dydaktycznych dla potrzeb urządzeń mobilnych ani umieszczania ich na iTunes U. Z pewnością jedną z barier są koszty. Ale istnieją również inne przyczyny. Wciąż urządzenia mobilne mają ograniczania, gdy chodzi o wiele ważnych aktywności wykorzystywanych w nauczaniu zdalnym.

- dpowiedział na nasze zapytanie Jacek Urbaniec z Uniwersytetu Jagiellońskiego. Podkreślił, że UJ na swojej stronie Centrum Zdalnego Nauczania oferuje już kilka kursów za darmo.

Uniwersytet Warszawski słowami Anny Korzekwi poinformował nas natomiast, że platforma COME UW być może przygotuje ofertę kursów otwartych, ale jeśli już, to w pierwszej kolejności z myślą o urządzeniach działających w oparciu o Androida. Brzmi to rozsądnie - w Polsce sprzedano jużponad 10 milionów smartfonów. Przeważająca część z nich działa jednak pod kontrolą Androida lub Symbiana; Apple w naszym kraju wciąż nie jest popularny (według danych z 2010 r. zaledwie 1% ankietowanych posiadał iPhone'a). Dla popularyzacji oferty warto ją przygotować z uwzględnieniem specyfiki rynku.

Niemniej zapowiedzi przyjmuję dość chłodno i wątpię, żeby nadchodziła inwazja polskojęzycznych materiałów edukacyjnych. Mamy bowiem braki w znacznie bardziej palących kwestiach. W dzisiejszej Gazecie Wyborczej możemy przeczytać, że wydawcy podręczników będą starać się powstrzymać rząd od udostępniania e-podręczników na tzw. wolnych licencjach, które zakładałyby m.in. darmowy dostęp do nich. Widok starań, żeby nowoczesna edukacja była droga a nie tania, nie jest zbyt budujący.

Paweł Płaza


Mamo, ściągnij mi matematykę

E-podręczniki zapowiadano już rok temu

iBooks 2

Edukacja według Apple - interaktywne podręczniki na iPadzie

Oprócz iTunes U Apple promuje iBooks 2, interaktywne książki


Prawa rządowe zastrzeżone

E-podręczniki powinny być udostępniane na zasadach tzw. wolnych licencji