4 rzeczy, których dowiedziałem się podczas pierwszego dnia korzystania ze Spotify

Najprawdopodobniej dotarła już do Was wieść o tym, że Spotify (wreszcie) wystartowało w Polsce. Piszą i gadają o tym wszyscy. Tylko czy aby na pewno jest, o czym pisać i gadać?

Prawdę mówiąc: i tak, i nie. Mam wrażenie, że część emocji związanych z tym serwisem bierze się jeszcze z czasów, gdy była to jedyna tego typu rzecz na rynku. Zerkaliśmy wtedy z tęsknotą "na zachód", gdzie można było legalnie i bez problemu streamować muzykę z sieci. U nas tego nie ma i dlaczego, znowu sto lat za Europą, ten okropny ZAIKS, to pewnie wina Tuska i tak dalej - znacie tego typu dyskusje, czegokolwiek by nie dotyczyły, zawsze są podobne.

Faktem jest jednak, że w ostatnim czasie także u nas pojawiło się naprawdę sporo naprawdę sensownych rozwiązań pozwalających na streamowanie muzyki z sieci. I nie mówię o tym, że przy odrobinie komputerowej ekwilibrystyki można było się do tego mitycznego Spotify podłączyć, ale o jak najbardziej legalnych, dostępnych szaremu internaucie możliwościach. Deezer i WIMP to chyba dwa najlepsze obecnie przykłady, dwa najpopularniejsze serwisy tego typu w Polsce. Tymczasem Spotify wchodzi do Polski, a my i tak szalejmy, jakby nagle przypłynął statek z pomarańczami na święta.

W Polsce działa już Spotifyfot. Spotify

Czy faktycznie jest czym się zachwycać? Spędziłem ze Spotify prawie cały dzisiejszy dzień i do głowy przyszło mi co najmniej kilka wniosków...

1. Ale to jest dobrze zrobione!

Co by o tym nie mówić, Spotify to naprawdę świetny program. Niektórym nie spodoba się, że korzysta przy logowaniu z facebookowego konta, ale z kolei ci, którym nie będzie to przeszkadzać, odkryją, jak wiele to daje możliwości (a inni założą sobie po prostu osobne konto, bo tak też - ma się rozumieć - można). Od razu dostaje się całą bazę znajomych, a to, przy sprzyjających wiatrach, oznacza mnóstwo nowych rekomendacji muzycznych.

Poza tym sam program jest bajecznie intuicyjny i działa ultraszybko (zaskakująco dobrze radził sobie nawet w miejscu, gdzie zasięg wifi był słaby i komputerowi zdarzyło się stracić połączenie z siecią). Stacje radiowe na podstawie wykonawców, albumów czy gatunków to standard, miłym dodatkiem są natomiast wbudowane aplikacje (choćby znanych mediów jak Pitchfork, Metal Hammer czy NME) - to jeszcze więcej muzyki do odkrycia.

2. Mityczne miliony utworów

Najczęstszym argumentem za Spotify podnoszonym w dyskusjach jest z pewnością baza utworów tego serwisu - największa na świecie. Oczywiście, łatwo to obalić stwierdzeniem "mam tak niszowe upodobania, że to i tak mi nic nie daje", ale to chyba nie ma sensu... Z drugiej strony nie ma też sensu przytaczanie "twardych liczb", bo statystycznemu użytkownikowi nie robi różnicy czy w bazie jest 15 czy 20 milionów kawałków. Najlepiej więc chyba samemu odpalić Spotify (czy inny serwis, w sumie) - w końcu jest darmowy, tak? - wpisać 5/10/50/100 ulubionych wykonawców i przekonać się samemu. Można się mile zaskoczyć, akurat ten serwis wyjątkowo dba o muzykę mniej znaną - o czym napisał choćby znany bloger Łukasz Warna-Wiesławski.

Program Spotify na Windowsfot. Gazeta.pl

Ale tu uwaga - wbrew pozorom łatwiej może być z artystami mniej znanymi niż z wielkimi tuzami. Nie spodziewajcie się, na przykład, płyt The Beatles, poza rozmaitymi kompilacjami. Miłośników starszej muzyki zaboli też być może fakt, że niektóre płyty dostępne są tylko w wersjach zremasterowanych - tak miałem choćby z Talking Heads, The Smiths czy XTC. Ale już "Loveless" My Bloody Valentine dostępne było w obu wariantach, więc może to kwestia konkretnych przypadków.

No i nie da się nie zauważyć, że w kwestii polskiej muzyki Spotify ma ogromne braki, ale pewnie wynika to z tego, że dopiero wystartował na naszym rynku. W czasie swoich poszukiwań ograniczyłem się do znanych raperów, ale i tak większości nie było - Kalibra 44, Łony czy Fisza. No, ale był na przykład Kult. Liczę jednak, że baza będzie stale rozwijana.

3. Jakość, nie ilość

Zamiast nad ilością muzyki, warto pochylić się natomiast nad jej jakością. Dostęp do plików MP3 w 320 kbit/s w Spotify jest płatny, ale w opcji darmowej i tak jest znakomicie. Natrafiłem co prawda na kilka kawałków brzmiących bardzo, bardzo... źle, ale w przeważającej większości było lepiej niż dobrze. Choć pewnie, jeśli przeniosę się do Spotify na stałe, to i tak wykupię ten abonament - zwłaszcza, że jego cenę naprawdę dobrze dostosowano do polskiego rynku, jest niezwykle atrakcyjna. Za to ogromny plus.

Wersje Spotifyfot. Spotify

4. Czemu właściwie lubimy się o to kłócić?

Nie od dziś wiadomo, że uwielbiamy kłócić się o muzykę (żeby nie powiedzieć, że o wszystko lubimy się kłocić, ale to inna innszość). Dziś na Facebooku zauważyłem natomiast nowy trend: kłótnie na temat serwisu do streamowania muzyki. Ten jest gorącym zwolennikiem Spotify, tamten mu zarzuca, że to owczy pęd, a Deezer ma wszystko od dawna, a jeszcze inny woli WIMP-a. Potem przychodzi ktoś, kto i tak słucha wszystkiego na YouTube, a na koniec pojawia się audiofil słuchający jedynie winyli.

Po co? Nie lepiej po prostu posłuchać tej muzyki?

Do czego serdecznie zachęcam, niezależnie od serwisu.