Apokalipsa zombie - zbyt groźna, by była niebezpieczna

Jeśli kiedyś miałaby nastąpić wielka epidemia wirusa zmieniającego ludzi w zombie, to mam jedno życzenie - niech zarazek działa tak, jak w filmie "World War Z". Będziemy bezpieczni!

Moda na zombie trwa już od kilku lat. Na szczęście uchroniły się one od paskudnego, wilgotnego rozmydlenia jakiemu uległy (chyba za sprawą ?Sagi Zmierzch?) wampiry. Zombie są wciąż groźne, brzydkie i potężne.

Niedawno na ekranach kin nasz świat umierał tocząc ?World War Z? - to jeden z nielicznych filmów, które starają się nadać zombie jakiś naukowy rys, wytłumaczyć skąd się wzięły i co się z nimi dzieje.

Mamy tu więc wirusa. Jego działanie nie jest zbyt dokładnie wyjaśnione, natomiast widzimy efekty zakażenia. W swoich najlepszych momentach wirus zombie opanowuje organizm w ciągu 12 sekund od ugryzienia. Wiemy, jednak, że wyewoluował, bo w domniemanym miejscu rozpoczęcia epidemii zakażenie rozwija się przez kilka minut.

Filmowa wizja jest faktycznie straszna - ugryziony człowiek upada, by po bardzo krótkim czasie poderwać się i w pozornie chaotycznym szale rzucić się na innych, jeszcze zdrowych. Jedno ugryzienie wystarczy, by kolejna ofiara przekształciła się w zombie, nic więc dziwnego, że plaga błyskawicznie opanowuje miasta. Tym szybciej, że zakażeni poruszają się niezwykle sprawnie (wbrew klasycznemu obrazowi zombie), szybko biegają, wysoko i daleko skaczą, sprawnie się wspinają.

 

Bardzo sprawne zombiefot. Paramount Pictures

 

Ostatnie 12 sekund życia

No to teraz pobawmy się w naukę. Tak, wiem, że zombie to taka bajka, realizmu w filmach próżno szukać i w ogóle to się czepiam. Ale jednak.

Zacznijmy od tempa postępowania zakażenia. Od momentu ugryzienia mija kilkanaście sekund do kilku minut. Takie tempo, w granicach jednej minuty, charakterystyczne jest dla trucizn. Tubokuraryna, główna toksyna kurary, podana do dużego naczynia krwionośnego działa już po około minucie. Jednak w przypadku zombie mamy do czynienia z wirusem. Nie przypadkiem wszystkie choroby wirusowe mają czas inkubacji rzędu kilku dni lub tygodni. Wirusy muszą trafić do odpowiednich komórek i umieścić w nich swój materiał genetyczny. Potem trwa oczekiwanie na podział komórki i namnożenie się wirusa, który znowu musi zakazić kolejne komórki i w ten sposób się namnożyć. To trwa, podział komórki wymaga czasu rzędu godzin, rzadziej minut. Więc mimo najlepszych chęci 12 sekund ani nawet 12 minut na przemianę w zombie nie wystarczy.

Tu jednak trzeba oddać sprawiedliwość książce, na podstawie której powstał film. Tam od ugryzienia do wystąpienia objawów mijają tygodnie. Ale w filmie liczy się tempo...

Zerwać ścięgna

No właśnie - tempo. To, jak poruszają się zombie z ?World War Z? to bardzo ciekawa sprawa. Na pierwszy rzut oka zbyt szybko i sprawnie. Ale to tylko pozory. Nasze ciała mają zwykle duży zapas ?mocy? - technicznie rzecz biorąc możemy skoczyć dalej i wyżej czy biec szybciej, jednak taki wysiłek okupiony byłby bardzo wysoką ceną. Ekstremalnie długi skok (jak ten filmowy w stronę helikoptera) prawdopodobnie kosztowałby nas zerwane ścięgno Achillesa. Bardzo szybki bieg to uszkodzenia mięśni. Tego, że nasze możliwości są większe niż byśmy się spodziewali dowodzą przypadki ludzi działających pod wpływem szoku czy potężnych porcji adrenaliny. A przecież zombie mają tylko jeden cel - przekazać dalej wirusa. Co tam ścięgna czy mięśnie...

 

Kadr z fot. Paramount Pictures

 

I ty możesz być zombie

A jak to jest z celowością działań takich potworów? Filmowe zombie nie wyglądają na zbyt inteligentne - można wręcz zaryzykować twierdzenie, że są kompletnymi głupkami reagującymi tylko na najprostsze bodźce. Czy mogą więc działać celowo?

Tu z naukowego punktu widzenia sprawa wygląda bardzo ciekawie. Znanych jest szereg chorób, które tak modyfikują zachowanie zakażonego, by zwiększyć szanse szerzenia się. Najprostszy przykład - katar. Nie przypadkiem kaszlemy i kichamy na potęgę - to doskonały sposób rozprzestrzeniania wirusa. Ale idźmy dalej. Motyliczka wątrobowa na jednym z etapów swojego rozwoju trafia do ciała mrówki. Tam osadza się w okolicy mózgu i tak steruje zachowaniem owada, że ten w ciągu dnia włazi na wysokie źdźbła traw i czeka na pożarcie przez krowę, w której pasożyt przystępuje do dalszego rozwoju. To tylko mrówka, ale są i bliższe nam przykłady.

Stosunkowo częsta choroba, toksoplazmoza wywoływana jest przez pierwotniaka, który również potrafi modyfikować zachowania swoich żywicieli. Zakażone przez niego myszy czy szczury stają się nienormalnie odważne - przestają bać się kotów i innych drapieżników. Pierwotniakowi chodzi bowiem o to, by zostać zjedzonym wraz z żywicielem i rozwijać się dalej. Co jednak szczególnie ciekawe (straszne?) ludzi chorzy na toksoplazmozę również zmieniają swoje zachowanie. Stają się mniej ostrożni, istnieją badania pokazujące, że częściej powodują oni wypadki samochodowe. Ostatnio znaleziono też powiązanie między toksoplazmozą a schizofrenią oraz zaburzeniami obsesyjno-kompulsyjnymi. Jeśli dodamy do tego informację, że w niektórych rejonach (wcale nie trzeciego świata) nawet 80% mieszkańców jest nosicielami toksoplazmozy, to wizja ludzi-zombie staje się jakby bliższa.

 

Sprawdzałeś już, czy nie jesteś zombie?fot. Gianluca Ramalho Misiti/Flickr (CC)

 

Zbyt groźne, by było niebezpieczne

Ale jest i jasna(?) strona tego wszystkiego. Zombie z filmu są szybkie i agresywne tylko wtedy, gdy widzą ofiarę lub słyszą hałas. Gdy nic się nie dzieje snują się tępo lub stoją w miejscu i kiwają. Ta właściwość, w połączeniu z bardzo szybkim tempem pojawiania się objawów, byłaby zbawieniem dla ludzkości.

Wyobraźmy sobie miasto, w którym pojawia się jeden zakażony, wściekły, agresywny zombie. Rzuca się i w ciągu kilkudziesięciu sekund zaraża 3-5 osób. Każda z nich przekazuje wirusa kilku kolejnym. Takie tempo sprawia, że kilkusettysięczne miasto zostaje opanowane przez zombie w ciągu kilku godzin. I... dalej nic się nie dzieje. Zaraza wcale nie rozprzestrzenia się po całym kraju i świecie, bo i jak. Zombie nie wykazują celowego działania takiego jak wsiadanie do pociągów czy samochodów. Z kolei gdy tylko tracą z oczu ofiary stają się otępiałe i bezwolne. Efekt - całe miasto snujących się bez sensu potworów, które zakaziły wszystkich dookoła i nie mają co robić.

W tym wypadku ogromna łatwość zakażenia i tempo inkubacji choroby działa przeciwko niej. Podobnie zresztą jest w rzeczywistości - znacznie łagodniejsza, choć należąca do najgwałtowniejszych chorób gorączka krwotoczna Ebola jest właśnie zbyt agresywna, by mogła stanowić powszechne zagrożenie.

Pokazane w filmie rozprzestrzenianie choroby przez ludzi latających samolotami nie ma sensu - mało który przedstawiciel linii lotniczej wpuści na pokład toczącego pianę upiora, a jeszcze mniej prawdopodobny wydaje się start z takim pasażerem na pokładzie. Z kolei ukrycie się zombie gdzieś w samolocie zdecydowanie przekracza możliwości intelektualne chorego.

Podsumowując - World War Z to bardzo uspokajający film. Pokazana w nim wizja apokalipsy zombie jest tak skonstruowana, że z pewnością nie mogłaby mieć miejsca. Jeśli natomiast chcecie się naprawdę przestraszyć, to polecam ?Contagion - Epidemia strachu? - bodaj najlepiej naukowo (i społecznie) zrobiony film o zarazie. Brr...