Spiders Web: Jak czytać liczby iPada

Sprzedaż iPada osiągnęła wartość 1 mln egzemplarzy zaledwie 28 dni po debiucie rynkowym. To spektakularne osiągnięcie znacznie przebijające wynik iPhone'a w 2007 r., który osiągnął 1 mln sprzedanych egzemplarzy 2,5 raza wolniej. Czy to oznacza, że Apple powtórzy spektakularny wynik iPhone'a i w trzy lata sprzeda 50 milionów iPadów? Dziś nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Są natomiast liczne znaki zapytania.

 

 

Od pewnego czasu swoistym benchmarkiem powodzenia debiutów hitów technologii użytkowej jest okres 74 dni. To czas, w którym sprzedał się pierwszy milion iPhone'ów pierwszej generacji. Kontekst debiutu był podobny, ponieważ tak jak w przypadku iPada, tak i iPhone debiutował tylko na rynku amerykańskim. Później wiele urządzeń innych producentów porównywano do owych 74 dni. Droid od Motoroli sprzedał się w 1,05 mln egzemplarzach w pierwsze 74 dni dostępności na rynku. Nexus One - pierwszy smartfon sygnowany marką Google'a - sprzedał się zaledwie 135 tys. w ciągu 74 dni. iPhone 3G oraz iPhone 3GS sprzedały po 1 mln egzemplarzy w ciągu pierwszego weekendu dostępności, ale ich debiut był równoczesny w wielu państwach na całym świecie. Tak patrząc iPad plasuje się znacznie przed konkurencją, lecz także znacznie za hitowymi pozycjami Apple'a.

 

Świetne liczby iPada nie są jednak odpowiedzią na liczne pytania na jego temat, które pojawiają się miesiąc po jego debiucie, bowiem to, co przed debiutem wydawało się być najważniejszymi elementami przewagi konkurencyjnej tabletu Apple'a, dziś niekoniecznie nimi są.

 

Pierwszy znak zapytania: liczba oraz jakość aplikacji na iPada

 

Każdy kto miał w ręce iPada musiał zderzyć się z tym, że za bardzo nie ma na nim co instalować. 5 tysięcy aplikacji, które wg słów Steve'a Jobsa z ostatniej informacji prasowej już jest dostępnych w AppStore na iPada, to w większości przypadków aplikacje przeniesione z iPhone'a. Można oczywiście instalować na iPadzie większość ze 150 tys. dostępnych w AppStore aplikacji, ale mija się to z celem, gdyż na dużym ekranie iPada wyglądają one po prostu fatalnie.

 

Brakuje na razie iPadowi wartości dodanej w postaci kapitalnych unikalnych aplikacji; takich, których nie byłoby na iPhone oraz takich, które uwiarygadniałyby pozycjonowanie użyteczne tabletu Apple'a, czyli czytnika e-prasy i e-książek. Aplikacje zewnętrznych firm z ekosystemu Apple'a miały być tym, co zadecyduje o jego długoterminowym sukcesie. Tak patrząc, w miesiąc po debiucie iPada, jego sukces wcale nie jest pewny.

 

Drugi znak zapytania: ceny aplikacji na iPada

 

Bardzo ważnym aspektem mogącym determinować sukces (bądź jego brak) iPada są ceny aplikacji na iPada. Przed debiutem wiadomo było, że iPad będzie drogim urządzeniem do codziennego użytkowania. O ile ceny e-prasy można jeszcze jakoś zrozumieć (chociaż cena subskrypcji na przykład "Wall Street Journal" jest horrendalnie wysoka - 18 dol./mies.), gdyż to medium daje komfort konsumowania prasy w sposób dalece bardziej wygodny niż na iPhone'ie, to ceny aplikacji użytkowych mogą mimo wszystko porażać.

 

Na przykład znany i ceniony program do zarządzania projektami Things kosztuje na iPadzie aż 19,99 dol. To cena o ponad 100% wyższa niż na iPhone, a poza wygodniejszym interfejsem aplikacja nie oferuje nic więcej. Ceny nieco lepszych niż przeciętne gier zaczynają się od 4,99 dol., czyli również o 100% więcej niż na iPhone. W końcu e-książki, dla których wielu klientów decyduje się kupić iPada kosztują od 8,99 dol. wzwyż, a w większości przypadków brakuje im na razie elementów interaktywności na potrzeby społecznościowej części internetu, na co liczono przed debiutem iPada.

 

To wszystko sprawia, że cena samego zakupu iPada wydaje się być jedynie bramą do dalszych poważnych wydatków i może stanowić poważny czynnik hamulcowy przed zakupem samego urządzenia. Oczywiście wcale nie trzeba kupować drogich aplikacji z AppStore, gdyż iPad to przecież bardzo przyjemne medium do przeglądania internetu. Warto jednak pamiętać o tym, że buszując po internecie w celu znalezienia ciekawych materiałów wideo można się na iPadzie srogo zawieść - 90% z nich wyświetlane są w technologii Flash, której Apple nie lubi i nie akceptuje.

 

Trzeci znak zapytania: iBooks

 

Apple informuje, że milion posiadaczy iPadów pobrało (i/lub zakupiło) z iBooks ponad 1,5 mln e-książek. Na pierwszy rzut oka wydawać by się mogło, że to naprawdę sporo jak na 28 dni dostępności nowego medium na rynku. Jednak oznacza to, że statystycznie 1 użytkownik iPada pobrał zaledwie 1,5 książki, co wcale nie wygląda na fenomenalny sukces sprzedażowy. Dla Apple'a to prestiżowa sprawa, gdyż iBooks to nowy kanał sprzedaży w iTunes, który powalczyć ma z Kindle od Amazon.

 

To tylko kilka z licznych pytań na temat iPada, na których miesiąc po debiucie odpowiedzi brak. Jedno jest jednak pewne - rynek komputerów zmienia się dynamicznie na naszych oczach. Coraz szybciej rozwija się nisza mobilna, czyli urządzenia mobilne z własnymi systemami operacyjnymi alternatywnymi do Windowsów. Są wszystkomogące odtwarzacze multimedialne, są smartfony, są w końcu tablety. Apple dynamicznie kreuje nową niszę na rynku technologii i to jak zwykle Steve Jobs wyznaczy dla niej standardy rynkowe. Warto przyglądać się postępom rynkowym iPada, bo to one będą sygnować to, czym będzie nisza tabletów.

 

Przemysław Pająk

 

Tekstem tym inaugurujemy współpracę z serwisem Spider's Web. Od teraz co tydzień pojawiać się tu będą teksty tworzone specjalnie dla nas przez blogerów ze Spider's Web.

 

Spider's Web

Więcej o: