Spiders Web: Zanim klikniesz "publikuj"

Z usług Facebooka korzysta już prawie 500 milionów ludzi na całym świecie. To wielka masa osób wymieniających się swoimi prywatnymi informacjami. Oprócz czerpania korzyści z ich obecności, właściciele serwisu powinni więc zapewnić infrastrukturę, która będzie dbała o to, aby dane nie wydostawały się poza osobisty krąg znajomych.

 

 

Jeszcze niedawno szef Facebooka dał się słyszeć mówiąc, że coś takiego jak prywatność w sieci nie istnieje. Po ostatniej powodzi krytyki szybko zmienia zdanie. Polityka Facebooka zaczyna razić w oczy. Wszystkich.

 

Kwestia prywatności i ochrony danych w najpopularniejszym serwisie społecznościowym na świecie była ostatnio mocno krytykowana zarówno przez media, jak i samych użytkowników. Po tym, jak "Wall Street Journal" odkrył, że Facebook przekazuje za odpowiednią opłatą szczegółowe dane o swoich użytkownikach w sieci zawrzało na poważnie. Sprawa stała się na tyle nośna, że zainteresował się nią regulator amerykańskiego rynku Federal Trade Commission, a to już nie przelewki.

 

Serwisy, które udostępniały prywatne dane reklamodawcom

 

To jednak wcale nie nowa kwestia, bo w ubiegłym roku, podczas badań prowadzonych przez AT&T Labs i Worcester Polytechnic Institute pod lupę wzięto największe portale społecznościowe w tym Twittera, MySpace i oczywiście Facebooka. Raport ujawnił wiele luk, które odpowiedzialne były za wycieki poufnych informacji. Pomimo przekazania szczegółowych danych zawartych w raporcie do przedstawicieli tychże portali, serwisy nie podjęły wystarczających działań, by zlikwidować problem. Według profesora Craiga Willisa z Polytechnic Institute, który zajmuje się problemem przekazywania danych w internecie, większość serwisów społecznościowych po prostu nie przejmuje się polityką prywatności swoich użytkowników.

 

A powinni, gdyż jak dowodzi na swoim blogu Roger Thompson, Chief Technology Officer w AVG Technologies, aktywność użytkowników Facebooka jest śledzona przez ponad 100 000 portali na całym świecie. Okazuje się, że Facebook jest powiązany z tymi portalami za pomocą nowych, społecznościowych wtyczek. Pozwalają one na wyświetlanie listy aktywności naszych znajomych z Facebooka, którzy również odwiedzili dany serwis. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie fakt, że dzieje się to bez zgody użytkownika.

 

Dlaczego to świetnie pokazuje przykład rosnącej lawiny włamań do domów, co ma bezpośredni związek z Facebookiem oraz innym gigantem internetu społecznościowego - Twitterem. Złodzieje byli wstanie zlokalizować przez internet willę jednej z amerykańskich celebrytek, bowiem aktorka bez obaw ogłosiła na Facebooku, że wychodzi z domu. Oświadczenie gwiazdy było zielonym światłem dla włamywaczy.

 

Napisanie na tablicy portalu Facebook lub na Twitterze informacji o tym, że jesteśmy w kawiarni, może być świetnym pretekstem do umówienia się z przyjaciółmi na kawę. Co jednak, jeśli wśród naszych wirtualnych znajomych  są osoby, dla których taki komunikat oznacza sygnał ułatwiający dokonanie włamania?

 

pyta retorycznie Roger Thompson z AVG Technologies.

 

Krytyka ze strony mediów i użytkowników Facebooka wymusiła na firmie wprowadzenie istotnych zmian w polityce prywatności. Do tej pory większość publikowanych przez internautów informacji domyślnie dostępna była dla wszystkich. Teraz tylko osoby, które posiadają publiczne profile będą automatycznie udostępniać publikowane elementy. Osoby posiadające konta dostępne tylko dla znajomych zyskają mechanizm prywatnego udostępniania, w którym użytkownik będzie mógł podzielić swoich znajomych na grupy i publikowaćposzczególne elementy tylko subskrybentom poszczególnych list. Dokonywanie zmian w ustawieniach serwisu Facebook to jednak istny horror - aby zmienić poziom prywatności trzeba poruszać się po skomplikowanym menu, które oferuje aż 170 opcji dostępności publikowanych danych!

 

 

Problem prywatności w internecie nie dotyczy jednak wyłącznie Facebooka. Odwiedzając strony www na każdej z nich zostawiamy jakieś dane. Niewielu użytkowników zastanawia się co się dzieje z ich danymi dołączając do listy mailingowej, forum dyskusyjnego, czy zakładając skrzynkę pocztową np. na Gmailu.

 

Według wielu specjalistów to nie Facebook jest głównym wrogiem prywatności internautów, lecz Google. Według brytyjskiej organizacji zajmującej się ochroną praw człowieka i prywatności Google zalicza się do firm, które najmniej respektują prywatność użytkowników w swoich serwisach. Firma słynąca przede wszystkim z internetowej wyszukiwarki gromadzi ogromną ilość danych na temat internautów i ich aktywności w internecie. Głośną sprawą w ostatnich dniach była kwestia zbierania informacji z nie zabezpieczonych sieci WiFi przez samochody fotografujące ulice w ramach projektu Google Street View. Niedawne przejęcie nowojorskiej firmy zajmującej się reklamą w internecie może pogłębić brak zaufania do spółki z Mountain View. Wykupując firmę Double Click, Google przejął bowiem technologię do monitorowania efektów kampanii reklamowych w sieci. Dzięki temu firma będzie wstanie śledzić przebieg kampanii reklamowych w sieci, a przede wszystkim reakcję osób na reklamę.

 

Prawda jest jednak taka, że nasze bezpieczeństwo zależy głównie od nas samych. Każdy użytkownik internetu powinien być świadomy faktu, iż ma do czynienia z siecią o globalnym zasięgu. Korzystając z sieci społecznościowych powinniśmy być świadomi istnienia gorszych lub lepszych zabezpieczeń, szczególnie że prawo nie nadąża za szybkim rozwojem internetu. Przede wszystkim jednak powinniśmy mieć świadomość, że większa część publikowana przez nas materiałów jest dostępna publicznie.

 

Najsłabszym ogniwem w ochronie danych jesteśmy my sami.

 

Bartosz Milewski, Przemysław Pająk

 

Spider's Web