Spiders Web: Nowy król social media

Internet nie lubi pustki. Jeszcze rok temu hitem były mikroblogi - Twitter, a w Polsce Blip. Pół roku temu świat oszalał na punkcie porażających liczb Facebooka. Dziś - mimo, iż wydaje się, że Facebook i Twitter ze sceny tak szybko nie znikną - to nie one przyciągają główną uwagę świata inwestorów w sieci. Internet ma nowego króla social media. To serwis geolokalizacyjny Foursquare.

Geo co? Niech nikogo nie dziwią nowe nazwy i śmieszne na pozór funkcjonalności. Jeszcze dwa lata temu mało kto, oprócz poważnych obserwatorów sceny internetowej inwestujących w nią niemałe pieniądze wierzył, że serwis pozwalający publikować krótkie informacje w sieci niczym komórkowe wiadomości SMS może nagle stać się wiodącym medium informacyjnym świata. Twitter, bo o nim mowa, na rynku namieszał sporo. Dzisiaj, również wbrew obawom wielu, właściciele Twittera w bardzo przemyślany i nieinwazyjny dla swoich użytkowników sposób spieniężają swój pomysł na serwis. O Facebooku, który w ciągu roku prawie potroił liczbę użytkowników do 500 mln osób, a wg. właściciela serwisu Marka Zuckerberga, idzie po miliard, mówi się, że tworzy społeczną nakładkę na internet, dzięki czemu nie tylko zminimalizuje jego zależność od Google'a, ale przyniesie gigantyczne pieniądze właścicielowi.

Największy potencjał na szybki i gigantyczny sukces finansowy ma jednak stosunkowo nowy gracz na rynku - Foursquare. Co to takiego? To serwis internetowy powstały zaledwie rok temu, w marcu 2009 r. Pomysł polega na oznaczaniu miejsc, w których się bywa. Czyni się to za pomocą urządzenia mobilnego (aktualnie iPhone, BlackBerry lub smartfony z Androidem) i darmowej aplikacji Foursquare. Na podstawie odczytu GPS Foursquare ustala pozycję użytkownika i przedstawia listę różnych miejsc w pobliżu, sortując po odległości, a także popularności danego miejsca opracowywanej na podstawie liczby logujących się osób. Do każdego miejsca istnieje możliwość dopisywania porad (tips), dzięki czemu tworzy się historię danego miejsca oraz buduje rekomendacje. Społecznościowy element Foursquare realizowany jest za pomocą odznak za wykonanie konkretnych czynności. Można więc uzyskać odznakę podróżnika za zalogowanie się do 25 różnych miejsc, badacza po kolejnych 50, itd. Można również zdobyć status burmistrza danej lokalizacji, stając się niejako jego gospodarzem.

Fot. Kamil Tatara

Po co to wszystko? Tłumaczy bloger Wojciech Pietrusiewicz, jeden z polskich propagatorów serwisu Foursquare:

Dzięki Foursquare poznamy zupełnie nowy sposób interakcji ze znajomymi. Ułatwi to nam poruszanie się po zawiłościach kulinarnych knajp w obcych miastach, czy też doradzi, do którego klubu warto udać się wieczorem. Do tego wszystkiego została dodana warta gry społecznościowej polegającej na zdobywaniu odznaczeń za najprzeróżniejsze i najdziwniejsze dokonania.

Skomplikowane i bez potencjału? Nic bardziej mylnego. Foursquare dodaje aktualnie 100 tys. nowych użytkowników tygodniowo, a całkowita liczba osób posiadających konto w serwisie przekroczyła właśnie 2 mln. To wprawdzie ułamek tego, czym aktualnie dysponuje Facebook - 500 mln użytkowników - ale jeśli spojrzymy na tempo dodawania nowych użytkowników, to liczby obu serwisów nie są już tak odległe, gdyż do Facebooka w Stanach Zjednoczonych zapisało się w czerwcu "jedynie" 320 tys. nowych użytkowników (dramatyczny spadek w stosunku do maja, kiedy Facebook zyskał 7,8 mln użytkowników).

Wielki potencjał Foursquare dostrzegają wiodący inwestorzy internetowi, w tym uważani za nieomylnych Marc Andreeseen oraz Ben Horowitz, którzy pod koniec czerwca zasilili właściciela Foursquare, Dennisa Crowleya, inwestycją wartą 20 mln dolarów. Dzięki temu serwis, który rok temu wyceniany był na 6 mln dolarów dziś warty jest już niecałe 100 mln, a Horowitz wierzy, że realny potencjał serwisu Foursquare to okrągły 1 mld dolarów, czyli tyle, ile w tym roku wygenerować ma Facebook.

Inwestorzy wierzą w rynkowy sukces Foursquare bo jak nikt inny wcześniej w Web 2.0 jego właściciele mają pomysł na szybkie spieniężenie pomysłu na serwis. Foursquare ma już swojej bazie ponad 5,6 mln miejsc, które zostały oznaczone przez swoich użytkowników. Ta dynamicznie rosnąca liczba komercyjnych miejsc to największy potencjał Foursquare. Dzięki temu właściciele zarówno małych biznesów, tj. lokalne restauracje, sklepy, muzea, czy obiekty sportowe, jak również wielkich biznesów, tj. sieci fast-foodów, kin, klubów fitness zyskują to, co jest najbardziej doceniane przez ich klientów - rekomendację znajomych i innych użytkowników.

Już dziś Foursquare nie nadąża z obsługą zapytań biznesowych o współpracę. Wśród klientów serwisu są już na przykład: Starbucks oraz sieć siłowni Crunch LCC, którzy oferują użytkownikom Foursquare różnego rodzaju promocje, specjalne kupony rabatowe, czy nawet gry społecznościowe, w których za promocję miejsca można uzyskać darmowe produkty, czy usługi. Szepcze się nawet o tym, że "burmistrzowie" znanych miejsc traktowani są przez firmy niczym "trendsetterzy" i otrzymują specjalne wynagrodzenie za swoje rekomendacje.

Pomysły na zarobienie na Foursquare można mnożyć - od mobilnej reklamy związanej z lokalizacją użytkownika, przez promocje sprzedażowe dla użytkowników serwisu, po gry społecznościowe rodem z Farmville. Priorytetem dla Foursqure jest dziś jak najszybsze zbudowanie potężnej masy krytycznej, która pozwoli przebić się z ofertą marketingowo-sprzedażową do mainstreamu świata biznesowego. Wychodzi mu to na tyle dobrze, że jeden z najbardziej wpływowych magazynów o technologicznych na świecie "Wired" zdecydował się nazwać właściciela Foursquare, Dennisa Crowleya nowym królem mediów społecznościowych. I to na okładce.

W Polsce serwis Foursquare nie jest jeszcze popularny. Jak twierdzi Pietrusiewicz polskich użytkowników serwisu jest zaledwie około tysiąca. Jak zwykle moda na najgorętsze fenomeny światowego internetu dociera do nas z opóźnieniem (przykład Facebooka) lub z dużo mniejszym polem rażenia (Twitter oraz polski Blip). Zresztą Foursquare nie ma nawet polskiej wersji językowej, co stanowi podstawową barierę jego popularności w naszym kraju. Na tym przeoczeniu próbują skorzystać rodzimi deweloperzy, którzy przygotowują alternatywne serwisy geolokaizacyjne. Czy mają one szansę powtórzyć sukces Blipa, który zdążył zadomowić się na polskim rynku zanim Twitter zaczął być u nas w miarę popularny? Trudno dziś wyrokować. Jedno jest jednak pewne - moda na serwisy geolokalizacyjne i związany z nim biznes dotrze także do Polski.

Wcześniej czy później.

Przemysław Pająk

Spiders Web

Więcej o: