Spiders Web: Ping to nie jest portal społecznościowy

Ping, społecznościowa wtyczka do sklepu iTunes, który - przypomnijmy - jest największym na świecie detalicznym sklepem oferującym muzykę - w ciągu pierwszych 48 godzin działalności zebrała 1 mln użytkowników. Szanse, że kolejne miliony będą wpadać do koszyczka Apple'a w podobnym tempie są duże. Słychać jednak wszechobecne głosy zawodu na to, czym Ping naprawdę jest. Należy pamiętać, że to nie jest portal społecznościowy. Ta usługa ma służyć jednemu i tylko jednemu - stworzyć więcej kontekstów zakupowych w iTunes Store.

Ping to nowa usługa, którą przyniosła aktualizacja programu iTunes w wersji numer 10. Pozwala na śledzenie tego co w iTunes Store robią znajomi, których zechcemy obserwować oraz artyści, którymi jesteśmy zainteresowani. W przypadku tych drugich możemy zapoznawać się z wiadomościami, zdjęciami i krótkimi wiadomościami, które wykonawcy umieszczą.

Lista czego w Pingu nie można jest dużo dłuższa:

1. Przede wszystkim należy pamiętać, że usługa Ping nie jest dostępna dla Polaków, którzy nie mają konta iTunes w pełnej wersji, tzn. w kraju, gdzie można kupować z serwisu muzykę. Polskie konta iTunes umożliwiają jedynie zakup aplikacji na urządzenia z systemem operacyjnym iOS. Można natomiast w sieci znaleźć proste instrukcje na założenie amerykańskiego konta iTunes, które nie tylko umożliwi włączenie Pinga, ale także możliwość kupowania plików mp3, wypożyczania filmów i seriali. Należy jednak pamiętać, że nie jest to rozwiązanie do końca legalne, mimo iż własnymi pieniędzmi płacilibyśmy za zakupione media.

2. Ping nie ma adresu internetowego. Jest wewnętrzną wtyczką do programu iTunes dostępną jedynie za pośrednictwem tej aplikacji, wraz z jej mobilnymi klientami (iPhone, iPod touch, iPad). Nie można więc śledzić wydarzeń w Ping przez stronę internetową lub inne zewnętrzne aplikacje. Ba, nawet wysłanie linka do swojego profilu Ping nie jest oczywistą sprawą. W tym celu należy bowiem wejść w Ping w iTunes, następnie prawym klikiem myszki przy przycisku "My Profile" wybrać opcję "Kopiuj łącze". Jak zauważymy, nie jest to standardowy adres internetowy z nazwą serwisu i nazwą użytkownika po znaku "/"

3. Ping nie pozwala na publikowanie statusów przy swoim profilu. Zapomnieć należy więc, że podzielimy się ze swoimi obserwującymi wiadomością w stylu "Dziś chętnie posłuchałbym czegoś nowego od Radiohead", czy "Już za dwa tygodnie Sting wystąpi na koncercie na nowym poznańskim stadionie Lecha". Jedyną możliwością stworzenia nowego wątku jest wykonanie jakieś czynności wewnątrz iTunes Store, np. puszczenie "like'a" przy piosence, którą w krótkim fragmencie odsłuchujemy w sklepie, czy - co najważniejsze - wtedy, gdy coś ze sklepu kupujemy.

4. Ping nie pozwala na robienie czegokolwiek z już istniejącą biblioteką własnych mediów. Nie można pokazać w Pingu czego aktualnie się słucha w iTunes na wzór Last.fm. Nie można publikować żadnych statystyk związanych z naszymi odsłuchaniami na wzór Tweekly.fm. Nie można w końcu dzielić się informacjami o własnej bibliotece z innymi użytkownikami Pinga. To wszystko dotyczy nawet tych plików w naszej bibliotece, które zostały zakupione w iTunes Store.

5. Ping nie pozwala na łączenie konta z jakimkolwiek innym serwisem społecznościowym. Przy zakładaniu profilu w Ping nie można połączyć kontaktów z Facebooka, Twittera, czy żadnych innych serwisów. Facebook był przez moment (przyp. red. kiedy ja zakładałem profil Ping jeszcze był, ale po autoryzacji w Facebooku wyskakiwał błąd braku żadnych kontaktów), ale po nieporozumieniach na linii Apple - Facebook zniknął i raczej nie zapowiada się na to, żeby szybko wrócił. Jedyną aktualnie możliwością zaproszenia naszych znajomych do Ping jest poprzez wysłanie e-maila, czyli coś, czego 99% użytkowników nigdy nie robi.

To podstawowe braki, które uniemożliwiają nazwania Ping serwisem społecznościowym. Wszyscy, którzy myślą jednak, że Apple pokazał nieprzygotowany produkt są w błędzie. Ping pokazuje bowiem przyszłość e-handlu. Ping należy traktować jako rozszerzenie funkcjonalności sklepu internetowego o elementy społecznościowe. W ten sposób Apple stwarza szereg dodatkowych zachęt do wydania kolejnych dolarów na media (muzyka, filmy, seriale, książki), które podobają się naszym znajomym, o których dyskutują artyści, których obserwujemy.

W sklepie Apple'a znajduje się ponad 12 mln piosenek, 250 tys. aplikacji, 35 tys. książek i dziesiątki tysięcy filmów i seriali. Apple promuje najważniejsze z nich na stronie głównej iTunes Store, gdzie prezentowane są głośne nowości, specjalne promocje, czy wybrani artyści. Ping przeniesie ciężar promocji na klientów iTunes Store, co uczyni ją jeszcze bardziej skuteczną, bo przecież bardziej ufamy rekomendacjom znajomych niż sprzedawcom w sklepie. Teraz klienci iTunes Store przebywać będą w sklepie dużo dłużej niż dotychczas, a kontekst zakupowy będzie jeszcze częstszy, gdyż każdy zakup pliku przez naszych znajomych jest odnotowywany w ich streamie Ping.

Apple może, choć wcale nie musi rozwijać Ping w kierunku pełnoprawnego portalu społecznościowego, może nawet docelowo z własnym adresem. Nie jest to jednak coś, za co Steve Jobs będzie godził się na jakiekolwiek ustępstwa w stosunku do zewnętrznych partnerów serwisu. Dlatego to Facebook będzie musiał pójść na ustępstwa jeśli będzie chciał powiązania z Pingiem. I szef Facebooka, Mark Zuckerberg, będzie musiał spojrzeć łagodniejszym okiem na produkt Apple'a, bo 160 milionów zarejestrowanych kart kredytowych w iTunes Store to bardzo atrakcyjny wabik.

Wygląda na to, że cwany lis Jobs znowu przechytrzył wszystkich.

Przemysław Pająk

Spiders Web