CC: Przedludzie

Z ideą postczłowieczeństwa łatwo się oswoić obserwując internetową aktywność nienarodzonych.

Znajduję coś przerażającego w tym, że dziś trafia się na Facebooka jeszcze przed narodzinami. Nie zdążysz jeszcze wydać pierwszego krzyku, zaczerpnąć oddechu, a kupka pikseli prezentująca ultrasonograficzny cień kupki komórek wisi sobie w galerii twoich starych. Nie wchodząc w bioetyczny spór, kiedy zaczyna się człowiek (cyberpunkowe mięso), łatwo powiedzieć, kiedy się zaczyna człowiek w internecie (postludzka informacja). Ma wówczas około 20 kilobajtów i szerokość kilkuset pikseli, tak, aby zmieścić się w forumowej sygnaturce - suwaczek ciążowy, zapowiedź człowieka ilustrowana zabawnym obrazkiem komiksowego bobaska albo czegoś równie słodkiego. Mieszkania nie wypełnia jeszcze tupot małych stóp, ale łącza są już pełne przedludzkich bitów.

Suwaczek typu 'Owca' z babyboom.pl

W książce Córka łupieżcy Jacka Dukaja (fragment on-line) technologie obcych cywilizacji odmieniły ludzkość, oddzielając informację od mięsa:

Malena została poczęta, lecz miała przyjść na świat dopiero w październiku. Tymczasem Zuzanna zaprzyjaźniła się z nią serdecznie. Z maszyny chtonicznej, w której się krystalizowała, lśniła się Malena Zuzannie co wieczór oraz niektórymi porankami i w porze lunchu. Zazwyczaj plotkowały bezcelowo albo też opowiadała Zuzanna nienarodzonej kuzynce o swoich kłopotach; z jakiegoś powodu radości zdawały się jej bardziej intymne. Malena dobrze się czuła w świecie cieni i trochę się lękała nieuchronnego ucieleśnienia.

Dzieci w sieci

A gdy już nadejdzie ucieleśnienie (być może udokumentowane relacją na blipie), cyfrowa wersja człowieka dostaje solidnego upgrade'u.  Gdzieś tam w realu mięso płacze i sika w pieluchę, uczy się pełzać i łączyć dźwięki w sylaby, tymczasem informacja mówi od razu pełnymi zdaniami, może przywitać się ze światem chwilę po urodzeniu.

Zupełnie jak internetowy mem z lat 90., renderowany bobas tańczący cha-cha, tak informacja robi rzeczy, których mięso nie potrafi. Takie można odnieść wrażenie, gdy widzi się na forach twarze niemowląt łypiące z awatarów autorów pisanych całkiem składną polszczyzną postów (w pierwszym odruchu odbieram awatar jako faktyczną reprezentację nadawcy). W sumie takie cyfrowe dziecko nie musi mieć nawet realnego odpowiednika - kiedy wstawiłem sobie do awatara fotkę małego grubaska z serialu Dwóch i pół, podejrzewano, że to mój syn.

Mam mieszane uczucia, kiedy widzę zdjęcia dzieci wywieszane przez rodziców w internecie. Nawet nie dlatego, że nikt nie pyta o zdanie bohaterów owych fotek, bo kto by tam pytał dzieci o cokolwiek (kotów też nikt nie pyta, a w dodatku dokłada się im głupie podpisy). Pochodzę, jak Dukajowa Zuzanna, z analogowych czasów; moja przeszłość została zamknięta na kilku czarno-białych zdjęciach w albumie z zieloną okładką. Moja informacja jest unplugged, podzielenie się nią było aktem intymnym: przeglądanie starych fotek z narzeczoną, o zobacz, jaki był ze mnie bobas uroczy, o, siurka mi widać, hahaha.

Cały ten romans umarł wraz z nadejściem pokolenia z informacją wgraną na Facebooka; nie będzie dzielenia się zawartością pudeł leżących na strychu, bo wszystko poda na tacy wujek Google.

Michał R. Wiśniewski (mrw.blox.pl)

Cyber Czwartek to cykl cotygodniowych felietonów poświęconych dawnym wizjom przyszłości i temu, jak (i czy!) spełniły się w naszym nowoczesnym świecie. Autor, Michał R. Wiśniewski, jest publicystą i blogerem specjalizującym się w fantastyce oraz japońskiej popkulturze.