CC: Prognoza strachu

Zbliżający się koniec 2010 roku to dobry moment, aby zastanowić się, czego będziemy się bać w przyszłej dekadzie.

Bo że bać się będziemy, to oczywista oczywistość. Każde pokolenie ma swoje problemy, a każda dekada - dominujący strach. Lata 80. XX wieku upłynęły w cieniu bomby - stąd pesymizm literatury cyberpunkowej, pustynne kino post apokaliptyczne w stylu Mad Maxa i ponure teksty piosenek. Dyskoteki pełne syntetycznych dźwięków tworzących ścieżkę dźwiękową świata czekającego na zagładę. Forever young grupy Alphaville czy płyty The Wall i Final Cut Pink Floydów karmiły się tym samym przerażeniem, co mroczna dystopia V jak Vendetta Alana Moore'a, w której po nuklearnym holokauście do totalitarnej władzy w Wielkiej Brytanii dochodzi skrajna prawica.

Gdy puszczały lody Zimnej Wojny, lata 80 wdziały pastelowe garnitury i nieco wyluzowały. Terminator 2 z 1991 odwołał nawet zapowiedzianą 7 lat wcześniej atomową zagładę! Nie na długo - strach nie lubi pustki - cała radość została przyćmiona przez epidemię AIDS, która wbrew wcześniejszym doniesieniom nie dotykała jedynie hedonistycznie nastawionych do życia grup społecznych i nie była boską karą za homoseksualizm. Ten strach wygasał przez lata 90. - ostatnio widziałem go w książce Wszystkie rodziny są nienormalne Douglasa Couplanda, gdzie pojawił się (obecny również w Świetle wirtualnym Williama Gibsona) wątek cudownego leku uzyskiwanego z przeciwciał odpornego osobnika. Książka Couplanda wyszła w 2001, na chwilę przez 9/11 i zmianą warty. Od tej pory straszeniem zająć się miał terrorysta. Kroniką strachu lat zerowych jest ostatnia trylogia Gibsona i ekranizacja V jak Vendetta rodzeństwa Wachowskich, w której przenosząc akcję w bliską przyszłość zastąpiono wojnę atomową atakiem terrorystycznym.

To czego będziemy bać się teraz?

Bój się Facebooka

Mój pierwszy pomysł na przerażanie i odrazę w latach dziesiątych to utrata prywatności. Genialny film The Social Network Davida Finchera sprowokował szerszą dyskusję na temat Facebooka. Domena redaktorów internetu, ekspertów od dwa-zero i specjalistów od social media naraz stała się hitem głównonurtowego dyskursu. Jakby nastąpiło wielkie przebudzenie - w Latach Strachu Przed Terrorem oddawaliśmy naszą prywatność w zamian za bezpieczeństwo (dla mnie bomba, lubię czuć się bezpiecznie), przez co nie zauważyliśmy, że przy okazji naszą prywatność skolonizowały wielkie korporacje. To nie antyterrorystyczne systemy CIA czytają nasze maile, ale roboty Google'a wyłuskujące słowa kluczowe do doboru reklam. A Facebooka sami radośnie karmimy faktami na nasz temat (i wszystko co publikujemy na Ścianie będzie użyte przeciwko nam, jeśli wierzyć smutnym historiom ludzi zwolnionych z pracy za nieodpowiednie zdjęcia czy o jedno chlapnięcie ozorem za dużo).

Jest to ewolucja strachu obecnego od zawsze w kontakcie człowiek-technika, nieufność wobec maszyny i systemu (częsty motyw japońskiego cyberpunka i amerykańskich thillerów z lat 90). Tylko teraz ta symbioza człowieka i sieci zaszła tak daleko, że nie ma już od niej odwrotu. Pytanie, czy facebookowa paranoja starszych pokoleń udzieli się młodzieży, dla której sieci społecznościowe są czymś tak oczywistym jak telefonia komórkowa?

Dla nich większym strachem będzie pewnie zgubienie iPhone'a połączone z szokującą perspektywą odcięcia od wszelkich sieci.

Michał R. Wiśniewski (mrw.blox.pl)

Cyber Czwartek to cykl cotygodniowych felietonów poświęconych dawnym wizjom przyszłości i temu, jak (i czy!) spełniły się w naszym nowoczesnym świecie. Autor, Michał R. Wiśniewski, jest publicystą i blogerem specjalizującym się w fantastyce oraz japońskiej popkulturze.