Entropia komentarzy, czyli co zabija blogi

Postępujący rozwój sieci społecznościowych może być dla blogosfery pożyteczny, jak i zabójczy.

Po stronie pozytywów - sieci znajomych to doskonałe narzędzie internetowej lanserki - wrzucenie linka do blogowej notki pozwala krążyć jej w kanałach Facebooka czy blipa.

Należy się jednak liczyć z tym, że sos blogosfery, czyli komentarze użytkowników (a czym jest blogonotka bez komciów pod nią? Wydmuszką jeno!) zostaną wchłonięte przez te inne media.

Piramida entropii komentarzy wygląda następująco (szerokość pola na schemacie odpowiada mniej więcej liczbie osób z danej grupy) - od góry:

1. Najbliższa rodzina. Rzadko zdarza się, żeby mąż czy żona zostawiali sobie komentarz na blogu, "ładna notka, Misiu" wiszące w komciach wygląda zresztą dość głupawo.

2. Przyjaciele - ludzie, z którymi kontakt utrzymuje się przez komunikatory (google chat, gadugadu). Mają tendencję, żeby nie komentować na blogasku, ale reagować spontanicznie w czasie codziennej komunikacji.

3. Znajomi z Facebooka - ludzie, którzy czytają blogaska po zaanonsowaniu notki na fejsie wpisują komentarze na fejsie. To miłe, ale na Facebooku niewygodnie się dyskutuje, komentarze te też pozostają niewidoczne dla czytelników bloga.

4. Znajomi z Blipa/Twittera - ludzie, którzy po wrzuceniu zajawki notki przez rss2blip lub podobne narzędzie spamujące rzucają się do szybkiego flejma w ciasnej przestrzeni mikrobloga.

5. Czytelnicy bloga - ostatni sprawiedliwi, którzy wiedzą, gdzie kulturalny człowiek powinien zostawiać komentarze.

Chociaż ostatnia grupa jest wciąż największa, to jednak mniejsza od sumy pozostałych. Wszystko wskazuje na to, że wraz z rozwojem sieci społecznościowych te proporcje będą  się zmieniać jeszcze bardziej na niekorzyść blogów. Niepokojącym zjawiskiem są zresztą ludzie zamykający blogi i przenoszący całość generowanych treści na Facebook.

Michał R. Wiśniewski (mrw.blox.pl)