Inteligentny dom będzie bardzo wygodny, ale nie zapominajmy o jego wadach

Dom, który zna twoje potrzeby i spełnia je w ułamku sekundy - to właśnie w tym kierunku zmierzamy, czy nam się to podoba czy nie. Mieszkanie w takim domu będzie skrojone do naszych potrzeb, a zatem wyjątkowo wygodne. Czy mieszkanie w inteligentnym domu może mieć jakiekolwiek wady?

Inteligentny dom wie, o której godzinie powinieneś się obudzić, a zatem o odpowiedniej porze rozsunie zasłony, stopniowo będzie coraz bardziej rozświetlał sypialnię, a w końcu puści twoją ulubioną muzykę, żeby umilić ci poranek. Wstajesz, a w ekspresie już czeka ulubiona kawa. Wanna właśnie kończy napełniać się wodą o idealnej temperaturze. Cyfrowy panel już w łazience wyświetla najważniejsze wiadomości, pogodę na dziś oraz kalendarz i plan dnia.

Szybko wykonujesz wszystkie konieczne poranne czynności i wychodzisz z domu. A mieszkanie samo zaczyna doprowadzać się do porządku - zrobotyzowany odkurzacz cicho sunie po kolejnych pokojach, zmywarka zmywa naczynia ze śniadania. Domowe AGD podłączone jest do internetu, pobiera więc listę zakupów i samo automatycznie składa zamówienie w najbliższym sklepie.

Ten świat przyszłości nie jest wcale tak bardzo odległy. Internet rzeczy powoli staje się rzeczywistością - niektórzy uważają nawet, że rok 2013 jest przełomowy, jeśli chodzi o upowszechnianie się tej idei. A z kolei dom podłączony niemal w całości do internetu wydaje się być jej spełnieniem.

Nie będę tu wypisywać wszystkich zalet inteligentnego domu, bo są one chyba oczywiste. Wszystko sprowadza się do powiększania wygody jego mieszkańca. Ale zawsze jest przecież druga strona medalu. Inteligentny dom znacznie powiększy nasz cyfrowy cień. W końcu już w 2008 roku analitycy z IDC stwierdzili, że nasze cyfrowe ślady są większe od tego, co świadomie udostępniamy o sobie w sieci. W 2007 roku cyfrowy ślad jednego człowieka szacowano na 45 GB. A w raporcie z 2012 roku IDC przewidywało, że do końca obecnej dekady cyfrowy wszechświat powiększy się dziesięciokrotnie, a jego rozmiary wynosić będą 40 zettabajtów. Już teraz nieświadomie udostępniamy o sobie bardzo dużo informacji.

Cyfrowy cień to przecież nie tylko osobiste dane, wrzucane w sieć lekkomyślnie i bez zastanowienia. To także wszystkie operacje, których dokonujemy w sieci: logi systemów bankowości elektronicznej w których figurujemy, pojedyncze płatności kartą w konkretnych miejscach, stacje bazowe do których logował się nasz telefon komórkowy, e-maile, smsy, historia w przeglądarce, lista klipów odtworzonych na Youtube

czytamy na blogu 403.discordia.pl. Dodajcie do tego jeszcze wszystkie informacje udostępniane przez nasz dom, telefon czy inteligentny samochód, żeby uświadomić sobie skalę zjawiska.

W kontekście rosnącego naszego cyfrowego cienia oraz afer takich jak PRISM warto pamiętać o inicjatywach takich jak proponowane przez Komisję Europejską "Prawo do zapomnienia".

Dlaczego cyfrowy cień powinien nas obchodzić? Choćby dlatego, że w rzeczywistości wygodnej i skrojonej do moich potrzeb nie ma miejsca na prywatność.