Panda Internet Security 2010 - recenzja

Nowy zestaw oprogramowania firmy Panda jest na rynku już od prawie dwóch miesięcy. Najwyższy więc czas gruntownie go przetestować. Zajmować się będę pakietem Panda Internet Security 2010 oraz Panda Antivirus for Netbooks.
Producent zapowiadał, że jego najnowszy produkt jest lekki jak piórko i nieinwazyjny dla systemu. Możliwe. Niewykluczone. Ale nie na moim komputerze. Mój sprzęt ma już kilka lat, co oczywiście też trzeba wziąć pod uwagę. System Windows XP SP2, AMD Athlon 1.67 GHz, 1 GB RAM to dane komputera stacjonarnego, laptop z Vistą SP1, Intel Pentium Dual CPU T3400 2.16 GHz, RAM 2 GB. Statystyki nie oszałamiają i trzeba brać je pod uwagę oceniając pracę programu.

Panda Internet Security 2010 - wrażenia

Pierwszym wrażeniem jest ogólne spowolnienie pracy systemu. Niestety, mimo zapewnień marketingowych, program nie jest niewidoczny i nie da się o nim łatwo zapomnieć. "Nowe, ultralekkie aplikacje zapewniają użytkownikom maksymalną ochronę przy minimalnym wykorzystaniu zasobów komputera" - te zapewnienia producenta nie mają niestety zastosowania w moim przypadku. CPU wykorzystane jest w 100 procentach. Dopiero po aktywowaniu opcji regulacji obciążenia procesora było trochę lepiej. Za to muszę przyznać, że pod względem wykrywania zagrożeń Panda miło mnie rozczarowała. Wcześniej wielokrotnie skanowałam komputer różnymi programami antywirusowymi (Avast, Kaspersky Internet Security 2009) które raz na jakiś czas coś wykrywały i usuwały. Czyli teoretycznie instalowałam Pandę na czyściutki system. Okazało się, że jestem w błędzie. Już podczas pierwszego testowego skanowania pojawił się "czerwony alarm". Podobnie jest z firewallem - co chwilę powiadamia mnie o zablokowania ataku. Pod tym względem więc nie mam mu nic do zarzucenia. Do tej pory bowiem moja zapora ogniowa pytała mnie tylko czy na pewno chcę zainstalować ten program.(A jest nią jeden z lepiej ocenianych firewalli, dostający najlepsze noty w międzynarodowych testach). Plusem jest także możliwość przeprowadzania kilku skanów jednocześnie, czyli np. sprawdzanie wybranego folderu oraz skanowanie dysku C:/. Jeśli chodzi o pozostałe funkcje reklamowane przez producenta, mimo tego, że starałam się jak mogłam, to chyba nikt nie chciał wyłudzić moich prywatnych danych. Podobnie nie uaktywniła się u mnie usługa TruPrevent mająca zapobiegać zagrożeniom, na które jeszcze nie ma szczepionki. Cóż, tylko się cieszyć.

Panda Antivirus for Netbooks - lekkie wrażenia

Za to Panda Antivirus for Netbooks jest faktycznie bardzo dobrym rozwiązaniem dla małych mobilnych komputerów. Lekki, tak jak przy IS podczas instalacji następuje próbny skan tak, aby zainstalować aplikację na "czyste terytorium". Skanowanie systemu nie zajmuje tyle czasu co Internet Security , a praca faktycznie może odbywać się bezproblemowo w tle. Zastrzeżenia mam co do prędkości aktualizacji i odbudowywania pliku - odbywało się to zdecydowanie za długo, zwłaszcza w porównaniu z konkurencyjnymi programami. PAvN podczas pracy także wykorzystuje wszystkie zasoby systemu, ale pocieszam się myślą, że dzieje się tak w wypadku każdego programu antywirusowego.

Summa summarum

Przy wyborze programu antywirusowego należy zadać sobie pytanie na czym nam najbardziej zależy. Jeśli na niezauważalnej pracy programu w tle, to Panda w wydaniu Internet Security 2010 nie jest najlepszym rozwiązaniem. Wpływ jakości statystyk komputera nie może być w tym wypadku ominięty. Doświadczenia własne wskazują, że Panda Internet Security 2010 nie sprawdzi się dobrze w połączeniu ze starszym komputerem.

Za to jeśli priorytetem jest wykrywanie i zapobieganie zagrożeniom, wtedy można ją polecić z pełną odpowiedzialnością. Zarówno bowiem antywirus jak i firewall okazały się być bardzo skuteczne na obu komputerach. Jeśli chodzi o pozostałe opcje zestawu, takie jak np. ochrona przed phishingiem, to wydaje się, że zagrożenia te są jednak jeszcze u nas dość rzadko spotykane. A przynajmniej Panda mnie o nich nie poinformowała.

Czytaj więcej na technologie.gazeta.pl