OLED TV - strachy na Lachy

Pojawia się co kilka miesięcy. Przeraża konkurencję i nieprzygotowanych, wywołuje gęsią skórkę. A potem znika. Widziało go wielu, ale wszyscy wiedzą o nim bardzo mało. Telewizor OLED straszy... ale już nie tak bardzo jak dawniej.

OLED, organiczna dioda elektroluminescencyjna ma być nową jakością. Przyszłością telewizji. Obecnie jest duchem. Znamy go z telefonów komórkowych i konsol do gier. Ma podobno podbić rynek tabletów i komputerów. Fascynują się nim nawet producenci samochodów, którzy chcą robić dzięki niemu rzeczy, które wcześniej nie były możliwe. Eksperci zapowiadają też, że z czasem zastąpi LCD na piedestale kin domowych. Problem w tym, że mówią to od lat, a do premiery nadal daleko.

Wszystko miało się zmienić w tym roku. Koreańczycy zamierzali przeprowadzić szturm na wrogie bazy i zalać rynek 55-calowymi telewizorami tego typu. W maju wybraliśmy się aż do Monako, by obejrzeć nowinkę techniczną LG.

OLED LG W Monako Fot. LGOLED LG w Monako

Później były prezentacje przy każdej możliwej okazji. We wrześniu, podczas targów IFA 2012 w Berlinie, mogliśmy już obejrzeć obydwa modele telewizorów z bliska - od LG i Samsunga. Wreszcie było ich więcej niż zaledwie kilka sztuk, producenci chwalili się nowymi funkcjami i zapowiadali rewolucję. Rzeczywiście OLED potrafi zrobić wrażenie. Jest cieńszy niż cokolwiek innego co można obecnie kupić, ma wąską ramkę wokół matrycy, świetny design i znakomity obraz. Problemem miała być tylko cena. Wszyscy wiedzieli, że będzie drogo. 55-calowy telewizor tego typu miał kosztować w okresie świątecznym kilkadziesiąt tysięcy złotych. I zapewne tak jeszcze będzie. Tylko nie w tym roku.

W połowie 2012 Samsung zarzekał się, że do końca roku wyprodukuje około 200 000 swoich telewizorów OLED. LG chciało dojść do 50 000. Był to spadek ze styczniowych planów na 200 000.

W lipcu serwis DisplaySearch zaktualizował te dane i stwierdził, że ogółem pojawi się zaledwie 20 000 telewizorów. Powód był prosty - twórcy nie byli w stanie wyprodukować więcej swoich odbiorników. Obecnie sytuacja jest jeszcze gorsza. Korean Times mówi wprost - ani Samsung, ani LG nie będą w tym roku w stanie uruchomić masowej produkcji 55-calowych OLED.

Samsung i LG planowały rozpocząć sprzedać telewizorów OLED na całym świecie podczas Igrzysk Olimpijskich w Londynie. Jednak produkowane masowo odbiorniki będą dostępne dopiero w przyszłym, a nie obecnym roku

- donosi Korean Times dodając jeszcze, że wcześniejsze przewidywania co do ilości produkowanych telewizorów na rok 2012, delikatnie mówiąc, nie zostały spełnione. Według DisplaySearch zamiast przewidywanych dawniej 50 000 sztuk, w tym roku z linii fabrycznych ma zejść... 500 telewizorów. Raczej nie uda się taką ilością podbić świata.

Telewizory Samsung OLED na targach CES 2012 fot. Piotr StanisławskiTelewizory Samsung OLED na targach CES 2012

Oczywiście problemy produkcyjne przekładają się też na przyszłe ceny. Telewizor Samsunga ma kosztować około 9000 dolarów, a LG 8000. To mniej więcej 29 i 25 tysięcy złotych. Za telewizor 55-calowy o standardowej rozdzielczości Full HD.

Robimy postępy w naszych planach biznesowych, ale wysokie ceny i niskie wyniki produkcyjne są problemami

- powiedział Kwon Oh-hyun, prezes Samsunga.

Jest więc już pewne, że najwięksi promotorzy nowej technologii, w tym roku zawiodą oczekiwania fanów kin domowych. Zresztą nie tylko oni. O Samsungu i LG słyszy się najwięcej, bo i sami producenci robili wokół swoich OLED-ów najwięcej szumu. Z problemami produkcyjnymi borykają się jednak również inne firmy.

Wykorzystanie telewizorów OLED w komercyjnym użytku nie będzie możliwe przed rokiem 2014

- powiedział pod koniec lipca Paul Peng, zastępca dyrektora firmy AUO. Obecna sytuacja umacnia to stwierdzenie. AUO ma problemy z mniejszymi OLED-ami, tworzonymi z myślą o telefonach komórkowych i tabletach. Masowa produkcja ma ruszyć na początku przyszłego roku, ale jest to data, która była już raz przekładana.

Również ekrany giętkie, które miały pojawić się na rynku "lada chwila", mają opóźnienie. Dla przykładu Samsung pracuje na 4,5 calowym wyświetlaczem tego typu o rozdzielczości 480 x 800 pikseli, wadze 2,1 gramów i grubości zaledwie 0,27 mm. Ekranik ma być lekko plastyczny. Nie aż tak bardzo by owinąć go wokół ręki, ale dostatecznie, by można na przykład stworzyć komórkę reagującą na odginanie obudowy.

Na drodze ku tej wizji znów stają jednak ograniczenia technologiczne.

Samsung Display jest w stanie wyprodukować 56 000 szklanych substratów miesięcznie. Firma chce zwiększyć wydajność do 64 000 tysięcy

- pisze o sprawie OLED-Display, dodając że w związku z tymi ograniczeniami, start produkcji masowej zostaje wstrzymany. Najprawdopodobniej do przyszłego roku.

Wszystko to oznacza, że póki co OLED zobaczymy nadal jedynie w tradycyjnej formie - bez wyginania i w małych przekątnych. Duże telewizory, którymi będzie można zastąpić swój aktualny odbiornik, po raz kolejny znikają jak duchy. Gdy pojawiały się na targach i indywidualnych prezentacjach producentów wywoływały spore zamieszanie. Z czasem entuzjazm jednak opadał, bo ile razy można podniecać się nierealnym bytem, który pojawia się i znika jak miraż?

 

Obecnie producenci przestawili się bardzo szybko na promocję technologii 4K. Rozdzielczości ponad Full HD mogliśmy podziwiać na targach IFA 2012, a podczas CES 2013 będzie ich jeszcze więcej. Rzecz to w zasadzie tak samo śmieszna jak OLED, bo nie ma jeszcze zbyt wiele treści w tak wysokich rozdzielczościach. W tym przypadku jest jednak chociaż sam sprzęt. Oczywiście absurdalnie drogi:

- 55-calowa Toshiba ZL2 - około 29 000 zł,

- 84-calowy LG 84LM9600 - około 64 000 zł,

- 84-calowy Sony XBR-84X90 - około 70 000 zł.

"Troszkę" dużo jak dla polskiego odbiorcy, który najchętniej kupuje sprzęt za około 2000 zł.

Bravia KD-84X9005 - Full HD kontra 4K Fot. Szymon AdamusBravia KD-84X9005 - Full HD kontra 4K

Mamy tu jednak 3840 na 2160 pikseli, bardzo duże przekątne i produkty, które albo już są w sklepach, albo lada chwila będą. Oczywiście mało kto je kupi, a osoby, które się zdecydują i tak nie będą miały czego oglądać w Ultra HD, ale przynajmniej wiadomo, że nie mamy do czynienia z fatamorganą.

Czy zatem OLED się kiedyś zmaterializuje? Na pewno. Wielu producentów deklaruje się, że to właśnie ta technologia będzie w przyszłości przodowała. Na przykład Koo Bon-moo, członek zarządu LG, stwierdził niedawno, że firma potrzebuje zmian i musi ryzykować, by prowadzić na rynku. Pomóc ma w tym właśnie OLED.

Brutalna prawda jest taka, że mimo iż LG jest światową firmą z ugruntowaną pozycja, to nie wykazało się na różnych polach, mimo ciągłych prób budowania podstaw. By przewodzić rynkowi, musimy fundamentalnie zmienić sposób w jaki pracujemy. Jeśli nie będziemy w stanie przodować, to teraz jeszcze silniej niż kiedykolwiek zostaniemy przeciętną firmą, która nie przykuwa uwagi klientów i utalentowanych ludzi

- powiedział prezes LG Group. Obecnie jego firma inwestuje w nową linię produkcyjną w Paju, która ma pozwolić na wytwarzanie substratów potrzebnych do złożenia maksymalnie 180 tysięcy, 55-calowych telewizorów OLED miesięcznie. Problem w tym, że dopiero w roku 2014.

Na marzec tego samego roku stawiają również japońscy giganci.

Panasonic na IFA 2011Fot. Szymon Adamus

Panasonic i Sony przełknęły niedawno nieco swojej dumy i połączyły siły, w celu nadgonienia koreańskiej konkurencji. Dwa koncerny będą pracowały nad technologią OLED ramię w ramię.

Firmy planują wspólnie opracować metody produkcji drukowanej elektroniki OLED, które będą odpowiednie do taniej, masowej produkcji dużych paneli OLED o wysokich rozdzielczościach

- czytamy w oficjalnej informacji prasowej. Start masowej produkcji podobno już w przyszłym roku, ale gotowe urządzenia mamy zobaczyć w okolicach marca 2014. Na rozpoczęcie globalnej komercjalizacji tej nowinki Sony i Panasonic dają sobie czas do 2015.

 

Wygląda więc na to, że duch OLED nie został przegnany. On nadal krąży nad naszymi domami. Raz na jakiś czas pojawia się, by u odbiorców po raz kolejny wywołać gęsią skórkę, a przedstawicielom firm, które nie rozwijają tej technologii napędzić stracha. Ta mara nie jest już jednak tak przerażająca jak dawniej. Pojawiała się zbyt często nie zostając z nami na stałe. Jeszcze nie czas by zapalać dla niej świeczkę, ale również nie pora, by rozbijać świnkę skarbonkę. Póki co fani OLED mogą zrobić tylko to, do czego ta technologia już ich przyzwyczaiła - czekać.

 

Szymon Adamus

 


Fot. na licencji CC wwarby/Flickr