Jak Microsoft chce walczyć z iPhone, Androidem i BlackBerry

Windows Phone 7 Series

Windows Phone 7 Series to nie tylko nowy interfejs. Wraz z wprowadzeniem "siódemki", podejście Microsoftu do rynku mobilnego zmienia się o 180 stopni.

 

Jest 2007 rok. Microsoft rządzi rynkiem smartfonów niemal niepodzielnie. Większa jest tylko Nokia ze swoim Symbianem, ale to nie spędza snu z powiek nikomu w Redmond. Microsoft celuje wyżej - większość smartfonów Nokii to niedrogie urządzenia z małymi ekranami, często traktowane przez swoich posiadaczy jak zwykłe telefony. Windows Mobile wybierają przede wszystkim korporacje oraz najbardziej wymagający użytkownicy indywidualni. Ci, którzy dokładnie wiedzą, czego oczekują i są gotowi za to zapłacić.

 

Dwa lata później, Windows Mobile nie mieści się nawet na podium. Na każdego sprzedanego smartfona z systemem Microsoftu przypadają cztery urządzenia pochodzące od dwóch największych konkurentów - Apple i RIM (producent BlackBerry). Coraz śmielej poczyna sobie Google. Android ma prawie 4% rynku, czyli trochę mniej niż połowę tego, co Windows Mobile i rośnie bardzo szybko (jeśli faktycznie codziennie dostarczanych jest 60.000 telefonów z tym systemem, znaczy to, że Windows Mobile spadł na piątą lokatę). Użytkownicy korporacyjni uwielbiają BlackBerry. Apple zarabia na obśmianym przez Ballmera iPhone więcej niż Nokia na wszystkich swoich produktach.

 

Grunt pali się Microsoftowi pod nogami - od Windows Mobile uciekają nie tylko klienci, ale i twórcy aplikacji. I wtedy właśnie pojawia się zapowiedź nowej - nie odświeżonej, ale przemyślanej  od samego początku - wersji systemu. Na pierwszy rzut oka, Windows Phone 7 Series sprawia wrażenie desperackiej próby przyciągnięcia uwagi. Zrywając z dziesięcioletnią tradycją Pocket PC i Windows Mobile, Microsoft gra bardzo odważnie, jednak - jeśli przyjrzeć się bliżej - da się w tym szaleństwie dostrzec logikę.

 

Uczmy się od najlepszych...

 

Pocket PC nie żyje. Przez dziesięć lat Microsoft próbował stworzyć coś, co byłoby kieszonkowym odpowiednikiem komputera PC i poniósł dotkliwą porażkę. Oczywiście, jest grupa użytkowników, którzy nie wyobrażają sobie korzystania ze smartfonu pozbawionego rysika (de facto odpowiednik komputerowej myszki pozwalający dokładnie wskazać wybrany, niewielki obiekt, np. przycisk na klawiaturze ekranowej) i "pecetowej" (nieograniczonej) wielozadaniowości. Sukces BlackBerry i iPhone dowodzi jednak, że większość klientów woli urządzenia o pozornie mniejszych możliwościach, ale jednocześnie niekłopotliwe - nie wymagające długiej nauki i skomplikowanej konfiguracji. Zaprojektowane nie "do wszystkiego", ale z myślą o konkretnych usługach takich jak email (BlackBerry), WWW, aplikacje i odtwarzanie muzyki (iPhone).

 

Tak właśnie skonstruowany jest Windows Phone 7 Series. Microsoft idzie dalej. Interfejs nowych okienek (tak na marginesie - "Windows" w nazwie jest tu już zupełnie nie na miejscu) jako najważniejszą traktuje metaforę zadań - nie aplikacji. Funkcje telefonu są pogrupowane w tematycznych hubach.

 

 

Myślenie o smartfonie jako o kieszonkowym pececie poległo na jeszcze jednym polu. Redmond wycofuje się z modelu współpracy z partnerami, który przyniósł sukces biurkowym Windowsom. Microsoft chce mieć znacznie większą kontrolę nad tym, jak wyglądają produkty wyposażone w jego oprogramowanie. Producenci smartfonów z Windows Phone 7 Series muszą trzymać się ścisłych, szczegółowych wytycznych dotyczących specyfikacji sprzętu. Nie mogą też ingerować w interfejs - jak robiło to dotąd chociażby HTC. To prawie tak, jakby Microsoft sam produkował i sprzedawał swoje smartfony.

 

Redmond nauczyło się jeszcze jednej rzeczy. Nawet najlepszy smartfon jest niczym, jeśli nie towarzyszy mu żywy ekosystem aplikacji i usług. Na własnej skórze przekonał się o tym Palm. Wygodne klawiatury BlackBerry to tylko połowa historii sukcesu tej platformy - druga to sprawnie działająca, przemyślana usługa push email. Precyzyjny ekran multitouch iPhone'a i medialny szum, jaki udało się wywołać Apple wokół swojego smartfonu nie są ważniejsze od 140.000 aplikacji w App Store.

 

Microsoft próbuje powielić ten model. Użytkownicy Windows Phone 7 Series będą mieli dostęp do usług takich jak MyPhone (synchronizacja i wykonywanie kopii zapasowych zawartości pamięci telefonu na serwerze firmy), sklep z muzyką Zune i Xbox Live. Marketplace stanie się jedynym źródłem aplikacji. Źródłem, nad którym Redmond będzie miało pełną kontrolę - dokładnie tak, jak Apple nad App Store.

 

Jak przekonać programistów, by przychylnym okiem spojrzeli na kolejną platformę mobilną? Pomysł Microsoftu jest następujący: obniżmy barierę wejścia. Tworzenie programów na Windows Phone 7 Series ma być wyjątkowo proste - zwłaszcza, dla kogoś, kto zna technologię Silverlight. Dzięki wymuszeniu minimalnej specyfikacji sprzętowej i zablokowaniu możliwości modyfikowania systemu przez producentów urządzeń, twórcy aplikacji nie muszą przejmować się różnicami pomiędzy konkretnymi modelami smartfonów - z ich punktu widzenia, takich różnic (prawie) nie będzie.

 

...ale nie popełniajmy ich błędów

 

Chociaż strategia Microsoftu bardzo przypomina to, co robi Apple ze swoim iPhonem, jest tu kilka istotnych różnic.

 

Po pierwsze, Redmond nie zamierza produkować sprzętu. Zostawia to partnerom. Co prawda, nie daje im tak dużej wolności jak Google, ale ciągle zostawia pewien margines swobody. Producenci telefonów mogą ścigać się na megapiksele, gigabajty i milimetry - czyli robić dokładnie to, co dotąd najlepiej im wychodziło. Spośród partnerów Microsoftu najmniej zadowolone z zablokowania możliwości ingerowania w interfejs systemu ma prawo być HTC. Czy to przypadek, że wśród pierwszych prototypów smartfonów z Windows Phone 7 Series nie ma żadnego produktu tej firmy?

 

Po drugie, Microsoft nie zapomina o operatorach. Chociaż nie pozwala im - podobnie jak producentom sprzętu - ingerować w interfejs, zostawia dwie furtki. Pierwsza z nich to możliwość stworzenia własnego sklepu z aplikacjami w ramach Marketplace. Druga - instalowanie dodatkowych aplikacji dostarczanych razem z telefonem. Operatorzy będą mieli znacznie więcej do powiedzenia niż w przypadku iPhone.

 

Po trzecie, Windows Phone 7 Series ma - w zamyśle Microsoftu - w równym stopniu służyć do pracy jak do rozrywki. Jeśli przyjrzeć mu się bliżej, okazuje się, że ta pierwsza rola została potraktowana nieco po macoszemu. To nie jest jednak najważniejsze. iPhone był początkowo postrzegany jako iPod z funkcją telefonu. Nowy system Microsoftu ma szansę wystartować jako łatwiejsza w obsłudze wersja "korporacyjnego" Windows Mobile.

 

Plan Microsoftu

 

Z grubsza, plan Redmond wygląda tak: weźmy to, co sprawdziło się u konkurencji, ale zróbmy przy okazji kilka ukłonów w stronę partnerów. Sądzę, że to właśnie w dobrej współpracy z operatorami i producentami sprzętu Microsoft upatruje szans na sukces Windows Phone 7 Series. To coś, czego zabrakło Google w przypadku Nexus One. Redmond próbuje też wmontować swoją platformę mobilną w usługi, które działają już od jakiegoś czasu - takie jak sklep Zune, SharePoint i Xbox Live. Dzięki temu, nie musi budować całego ekosystemu od zera. Wisienką na torcie jest nowy, bardzo świeży design interfejsu użytkownika. Windows Phone 7 Series wygląda i działa kompletnie inaczej niż wszystkie pozostałe systemy operacyjne, które są dziś instalowane w smartfonach.

 

 

Czy plan Microsoftu się powiedzie? Czas pokaże. Pierwsze urządzenia z nowym systemem mają pojawić się w sklepach na krótko przed gwiazdką 2010. To bardzo późno. Apple i Google z pewnością nie zmarnują tego czasu. Poza tym, decyzja o odcięciu się od tradycji Pocket PC zdenerwowała wielu wiernych fanów Windows Mobile. Możliwe, że część z nich wybierając nowy smartfon zrezygnuje z systemu Microsoft na rzecz Androida.

 

Michał Młynarczyk

Więcej o: