Z kroniki polskiej informatyki - część 5

Oto kolejna podróż w przeszłość komputeryzującej się Polski. Już za chwilę zobaczymy, gdzie Polacy szukali oprogramowania do swoich ośmiobitowych maszynek, sprawdzimy, jakie kryteria stosowali przy kupnie komputerów szesnastobitowych i przekonamy się, czy zdołali zmienić stojące pod biurkami pecety w multimedialne centra rozrywki. Zapraszamy na przegląd najważniejszych informatycznych wydarzeń lipca - 25, 20 i 10 lat temu - widzianych z polskiej perspektywy.

25 lat temu. Giełda Bajtka

Gdy udało się już kupić komputer, do pokonania pozostawała jeszcze jedna bariera - oprogramowanie. O tym, ile jest warta maszyna bez programów, szybko przekonywali się ci, którzy weszli w posiadanie np. Atari 65XE bez magnetofonu (przez pewien czas w ten sposób sprzedawały je sklepy sieci Pewex). Zakres zastosowań drogiego urządzenia ograniczał się wówczas do przepisywania krótkich listingów z "Bajtka" lub "KS-a", które jednak ginęły z pamięci zaraz po wyłączeniu komputera. Jeśli jednak byliśmy szczęśliwymi właścicielami ośmiobitowca z magnetofonem, można było pomyśleć o zapełnieniu swoich kaset Stilon Gorzów oprogramowaniem.

Stilon Gorzów

Podstawowym źródłem gier i użytków szybko stały się tzw. giełdy komputerowe. Największa działała od wiosny 1986 r. w Warszawie przy ul. Grzybowskiej. Oficjalny patronat nad nią objął "Bajtek" (stąd nazwa: "Giełda Bajtka"). Początkowo próbowano udawać, że chodzi o działalność edukacyjną, a nie stricte biznesową, prowadząc giełdę pod przykrywką klubu mikrokomputerowego "emmet", a jego prezes, Jan Popończyk tłumaczył, że:

giełda to znakomite miejsce do wymiany oprogramowania, zbierania informacji o nowinkach technicznych i wreszcie świetna okazja do obejrzenia z bliska najnowszych modeli mikrokomputerów.

W praktyce szybko okazało się, że "Giełda Bajtka" podobnie jak dziesiątki jej podobnych to przede wszystkim miejsca, gdzie handlarze sprzedają gry małolatom, zarabiając na tym procederze ogromne pieniądze. Jak opisywano to w jednym z reportaży z ul. Grzybowskiej:

do stoiska podchodzi dzieciak z "Bajtkiem". Odczytuje z namaszczeniem tytuły gier, których nie ma, zaś handlarz notuje je skrzętnie. Potem nagrywa je dzieciakowi na taśmę, inkasuje pieniądze, liczy kasę i proceder toczy się dalej.

Giełda Bajtka

Ciężko dziś zgadywać, jakie zyski odnotowywali "poważni" handlarze, ale nawet zaradny nastolatek wyposażony w zestaw komputer + magnetofon mógł na takim weekendowym biznesie osiągnąć średnią krajową. Warto jednak pamiętać, że zwłaszcza w początkowym okresie giełdy komputerowe były miejscami nie tylko handlu sprzętem i oprogramowaniem, ale również swoistymi klubami towarzyskimi, gdzie miłośnicy mikrokomputerów (czyli bardzo wówczas niszowego hobby) mogli raz w tygodniu spotkać się, porozmawiać, wymienić doświadczeniami lub grami.

"Sygnał radiowy powinien być czysty"

Kolejne źródło nie tylko najświeższych informacji na temat mikrokomputerów, ale również oprogramowania pojawiło się w lipcu 1986 roku, gdy na falach Rozgłośni Harcerskiej IV Programu Polskiego Radia rozpoczął nadawanie "Radiokomputer" - emitowana późnymi wieczorami audycja dla fanów mikrokomputerów.

Co ciekawe, po części "informacyjnej" twórca "Radiokomputera", Tomasz Jordan puszczał w eter... programy komputerowe (najczęściej użytkowe i edukacyjne, ale czasem również gry). Wystarczyło nagrać ten trwający czasem nawet kilkanaście minut fragment na taśmę magnetofonową, a następnie wczytać go do pamięci komputera i już można było cieszyć się nowym nabytkiem w biblioteczce oprogramowania. Niestety, nie zawsze operacja ta kończyła się sukcesem, wiele bowiem zależało od jakości kasety i sygnału, dlatego Tomasz Jordan instruował na łamach "Bajtka", jak nagrywać programy, by później je odczytać:

Jako nośniki pamięci zewnętrznej taśmowej należy stosować kasety typu Compact z taśmą żelazową (Fr.). Taśma nie może być pogięta i starta. Nie zalecam stosowania taśm produkcji polskiej (Stilon). Głowica nagrywająco-odtwarzająca powinna być czysta. Głowicę zabrudzoną drobinami warstwy czynnej taśmy magnetycznej przemywamy bawełnianą szmatką lub watą nasączoną spirytusem (eterem). Sygnał radiowy powinien być czysty, pozbawiony szumów i przydźwięku (wskaźnik dostrojenia max). Konieczne jest zainstalowanie odbiorczej anteny zewnętrznej, najlepiej dipolowej. Wskazane jest uziemienie odbiornika radiowego. Wszystkie kable łączące radiomagnetofon - komputer muszą być ekranowane. Barwa głosu wpływa na poprawność wczytywania programów do komputera. Na czas trwania emisji należy wyłączyć w domu niepotrzebne urządzenia elektryczne (odkurzacz, pralka, zapalniczka do gazu).

Uff... Po spełnieniu tych warunków szanse, że skorzystamy z programów emitowanych w "Radiokomputerze" znacząco rosły. Audycja była emitowana jeszcze na początku lat 90., na stałe zapisując się w ramówce Polskiego Radia. Coraz rzadziej również zdarzali się słuchacze zaskoczeni tym, że gdy szukali na falach muzyki lub wiadomości, trafiali na monotonne, tajemnicze buczenie...

20 lat temu. Totem

Od samego początku rzeczą charakterystyczną dla polskiej komputeryzacji było poczucie wspólnoty między posiadaczami - często różnych - maszyn tej samej firmy, prowadzące jednocześnie do negacji sprzętu spod innego "znaku". Klaudiusz Dybowski jeszcze w 1991 roku, w artykule opublikowanym w "Bajtku" trafnie porównał to do wojny zwaśnionych plemion:

Podłoże tych walk nigdy nie będzie dobrze znane przyszłym historykom - chodzi nie o terytoria, urazy osobiste czy kopalnie złota, lecz o totem i wyryty na nim napis. (...) Każde plemię chciało udowodnić, że prymat należy się ich totemowi, ponieważ jest on absolutnie najlepszy.

Prowadziło to do irracjonalnego przywiązania do "swojego" totemu, traktowania go jako czegoś znacznie ważniejszego niż tylko sprzętu elektronicznego, który można wymienić na nowszy model dowolnej firmy. Jedyną drogą była znana z piłkarskich stadionów wierność "barwom" - ośmiobitowe Atari XL/XE należało zastąpić szesnastobitowym Atari ST/TT, a następnym komputerem dorastającego posiadacza Commodore C-64 powinna być Amiga.

Tymczasem w lipcu 1991 roku ten sam Klaudiusz Dybowski, szef bajtkowego "klanu Commodore", publikuje w "Bajtku" artykuł zatytułowany... "Dlaczego wolę PC"?. Główna teza artykułu: o ile Amiga góruje nad pecetami w kwestii gier, o tyle programy użytkowe, łatwość obsługi i rozbudowy, niezawodność - wszystko to przemawia za zakupem peceta.

Po otwarciu granic ceny komputerów spadły. Amigę można już nabyć za cenę standardowego PC/XT. Coraz więcej ludzi nosi się więc z zamiarem zakupu komputera dla siebie czy pociech. Gdyby mnie czekał taki zakup, wybrałbym prawdopodobnie XT ze względu na jakość oprogramowania i komfort pracy.

To zdroworozsądkowe - niespotykane dotychczas w Polsce - podejście do komputerów jest czymś nowym. Minie jeszcze wiele lat, nim ludzie przy zakupie komputera będą kierowali się możliwościami sprzętu i własnymi potrzebami, a nie totemem wyrytym na obudowie.

10 lat temu. Multimedialne centrum domowego kina

Mimo że standard DVD pojawił się w Polsce już jesienią 1996 roku, wciąż jeszcze nie stał się popularny. Jak donosi magazyn "CD-Action", raptem 100 tysięcy komputerów w kraju ma zamontowany taki czytnik, a drugie 100 tysięcy użytkowników może pochwalić się odtwarzaczem filmowym podłączanym bezpośrednio do telewizora. Wypożyczalnie kaset VHS na razie nie muszą myśleć o zmianie asortymentu, zwłaszcza że ceny zestawów "kina domowego" póki co poważnie ograniczają dostęp do tej technologii.

Tańsze odtwarzacze kosztują 1500 zł, porządny amplituner z wbudowanym dekoderem dźwięku przestrzennego - drugie tyle, zestaw głośników - trzecie. Telewizor ("im większy, tym lepszy") będzie oczywiście kolejnym wydatkiem poważnie nadwyrężającym domowy budżet. To hobby dla naprawdę zamożnych kinomanów, a do tego wciąż nie wszyscy dystrybutorzy wydają filmowe nowości w standardzie DVD.

"CD-Action" proponuje inne rozwiązanie - przerobienie swojego peceta w "multimedialne centrum domowego kina". Myliłby się jednak ten, kto myśli, że wystarczy kupić i zamontować w komputerze odpowiedni czytnik (koszt: około 300 złotych). To dopiero początek, bo dokupić trzeba jeszcze kartę graficzną, która wyprowadzi obraz na telewizor, dzięki czemu rodzina nie będzie musiała tłoczyć się przed piętnastocalowym monitorem. Warto zainwestować także w kartę dźwiękową obsługującą dźwięk przestrzenny i porządny zestaw głośników.

Jeśli chcesz poważnie podejść do sprawy, najlepiej kup dodatkową kartę dekodującą DVD, która znacznie poprawia jakość obrazu na telewizorze. Instaluje się ją podobnie jak kartę graficzną, ale na jej śledziu znajdzie się także gniazdo S-Video, które będziesz mógł podłączyć do telewizora. Sprawdź, czy posiada on odpowiednie gniazdo ? jeśli nie, będziesz musiał zaopatrzyć się w odpowiednią przejściówkę (...). Niestety, tego typu połączenie (...) nie może przenosić dźwięku, więc będziesz musiał wykorzystać w tym celu kartę dźwiękową.

Jak zatem widać, by cieszyć się nową technologią, należy naprawdę głęboko zajrzeć do portfela, i choć redaktor "CD-Action" przekonuje:

muszę przyznać, że po obejrzeniu "Matrixa", "Gladiatora" i "Zielonej Mili" na ekranie cyfrowego telewizora, z dźwiękiem dochodzącym z sześciu głośników, nie zamieniłbym tego na przynoszone z wypożyczalni "zmasakrowane" przez jakość kaset VHS filmy...

- większość Polaków zdecyduje się pozostać przy starych, sprawdzonych kasetach wideo. Także magazyn "CD-Action" ostatecznie zrezygnuje z uwiecznionych w tytule pisma płyt CD dopiero... w grudniu 2006 roku.

Więcej o: