Z kroniki polskiej informatyki - część 4

Zapraszamy na kolejną wycieczkę w przeszłość komputeryzującej się Polski. Zobaczmy pierwsze komputery osobiste made in Poland. Sprawdźmy, jak namawiano Polaków do przesiadki z ośmiobitowca na peceta i do połączenia się ze światem za pomocą modemu. Posłuchamy muzyki za pomocą podbijających nasz kraj nowych odtwarzaczy i spróbujemy uwolnić się od telekomunikacyjnego monopolisty. Oto przegląd najciekawszych informatycznych wydarzeń czerwca - 25, 20 i 10 lat temu.

25 lat temu. Pierwsza jaskółka polskiej mikroinformatyki

Tak właśnie nazywano Meritum. Wprawdzie Zakłady Urządzeń Komputerowych Mera-Elzab w Zabrzu produkcję pierwszego polskiego mikrokomputera rozpoczęły jeszcze latem 1983 roku, ale dopiero teraz o tym urządzeniu robi się naprawdę głośno. Piszą o nim zarówno "Bajtek", jak i "Komputer", pojawiają się zapowiedzi nowego udoskonalonego modelu. Czas najwyższy, bo Meritum to technologia, która była przestarzała już w momencie, gdy powstawały pierwsze prototypy.

Oczywiście, konstrukcja nie jest polska, a "inspiracji" naszym konstruktorom dostarczył komputer amerykański - Tandy-Radio-Shack II, będący - jak chwalili się producenci "jednym z najpopularniejszych w USA". Niestety, nie dodawali, że bardzo dawno temu. W połowie lat 80. jego rodzima podróbka smuci parametrami: NRD-owska kopia archaicznego procesora Z80, 16 kB pamięci RAM, 14 kB pamięci ROM z zapisanym w niej językiem programowania BASIC (też zresztą "pożyczonym" bez pytania od Microsoftu), no i kaseta magnetofonowa jako jedyny nośnik do przechowywania danych... Najbardziej widoczny mankament to jednak niewielkie możliwości Meritum w kwestii wyświetlania grafiki. Ograniczają się one do trybu tekstowego i to wyłącznie w opcji białe litery na czarnym tle. Z bolesną szczerością podsumowuje Meritum dziennikarz "Bajtka":

Bez dobrej grafiki, bez koloru, bez oprogramowania, z niewielką pamięcią i bardzo drogi.

Co gorsza, urządzenia, które w planach miało być "rodzimym, w miarę tanim i dostępnym komputerem osobistym", nigdzie nie można dostać! Zabrzańskie zakłady z wielkim trudem wyprodukowały kilka tysięcy egzemplarzy i prawie wszystkie trafiły do szkół oraz domów kultury. Redaktor "Bajtka" opisuje, jak wygląda produkcja Meritum:

Niewielkie, ciasne pomieszczenie. Kilka stanowisk montażowych, bardziej przypominających warsztaty rzemieślników niż stanowiska pracy w nowoczesnej firmie elektronicznej. Pracuje w tym pomieszczeniu brygada licząca... pięć osób: trzech ?uruchamiaczy? i dwóch montażystów. Przy obecnej technologii, gdy otrzymują pakiet klawiatury i pakiet procesora, prace nad jednym egzemplarzem pochłaniają 20 roboczogodzin.

Źle to wróży "jaskółce polskiej informatyki".

Czemu on taki żółty?

Takie pytanie pada wśród zwiedzających Międzynarodowe Targi Poznańskie '86, gdy docierają oni do stoiska z Mazovią 1016, czyli - jak ochrzciła ją prasa - "polskim IBM". To zbiorowe dzieło spółki "Mikrokomputery", w której skład weszły "wiodące zakłady elektroniczne naszego kraju, takie jak Polcolor (Piaseczno), ERA (Warszawa), MERA-BŁONIE, POLON (Warszawa), REFA (Świebodzice), a także Instytut Maszyn Matematycznych, Metronex i UNITRA-PHZ".

Efektem tej zakrojonej na szeroką skalę współpracy jest właśnie Mazovia, chluba i nadzieja polskiej informatyki. Jak pisał "Bajtek":

Mazovia jest profesjonalnym, 16-bitowym mikrokomputerem będącym de facto odpowiednikiem najbardziej do niedawna rozpowszechnionego na świecie IBM PC/XT. Co prawda teraz, gdy w Polsce rusza jego produkcja, na światowym rynku większą popularnością cieszy się model AT (Advance Technology - Zaawansowana Technologia), jednak opóźnienie polskiego przemysłu komputerowego uległo zmniejszeniu.

Gdy ośmiobitowy Junior miał być komputerem dla syna (do nauki), Mazovia stanowiła poważną ofertę dla ojca (do pracy). Służyło temu profesjonalne oprogramowanie narzędziowe, często w języku polskim, które - zdaniem jego twórców - "młoda zdolna księgowa" potrafiłaby opanować w jeden dzień. Gdyby oczywiście polskie pecety kiedykolwiek trafiły do seryjnej produkcji. Tak się nie stało, a Mazovia - podobnie jak wszystkie inne nasze komputery - może stanowić co najwyżej kolekcjonerską ciekawostkę i ciepłe wspomnienie.

W filmie "Pan Kleks w kosmosie" przedstawiona jest sala lekcyjna przyszłości, w której każdy uczeń ma na ławce swoją Mazovię. Film zrealizowano w roku 1988 i ta rozczulająca swoim optymizmem scena jest najlepszym podsumowaniem nierealnych marzeń o polskim masowym mikrokomputerze.

20 lat temu. Czuj drut!

Taki tytuł nosi artykuł Michała Szokoło "o pożytkach z posiadania modemu", który publikuje "Bajtek".  Urządzenia do transmisji danych komputerowych po liniach telefonicznych to prawdziwy przełom, a dzięki spadającym cenom technologia ta staje się dostępna również dla polskich użytkowników.

Łączność między komputerami za pomocą modemu otwiera nowe, prawie nieograniczone możliwości. Przypomnijmy sobie film "Gry Wojenne", w którym małolat podłącza się do oddalonego o setki kilometrów komputera Pentagonu, aby zagrać w "Globalną Wojnę Termojądrową" i prawie udaje mu się rozpocząć trzecią wojnę światową... Jest to oczywiście przykład wynaturzenia - ale pokazuje już jedną z możliwości: dostęp do komputera w innej dzielnicy, innym mieście, innym kraju, na innym kontynencie (a w dalekiej przyszłości być może również na innej planecie).

Redaktor "Bajtka" zwraca uwagę na wiele fascynujących zjawisk związanych z korzystaniem z modemów. "Praca zdalna" czyli TELEWORKING ("nie jest to wymysł technomaniaków, ale kalkulacja ekonomiczna"), używanie sieci takich jak CompuServe czy MicroLink (rezerwacje biletów, operacje bankowe), elektroniczna poczta - wszystko to oczywiście na Zachodzie, bo w Polsce zakupy robione przez komputer czy komputerowe wysyłanie korespondencji wciąż brzmią jak opowiadanie science-fiction.

Na razie powstają pierwsze BBS-y, w tym ten, któremu patronuje "Bajtek". Od poniedziałku do piątku w godzinach 16-8 i w weekendy bez przerwy można tam ściągać programy shareware, nawiązać kontakt z redakcją "Bajtka" oraz z "modemiarzami z całej Polski i nie tylko ? także wymiana poczty z USA, Europą Zachodnią i ZSRR"!

Co zrobić, by dostać te wszystkie możliwości? Najpierw trzeba oczywiście kupić i urzędowo zarejestrować modem."Na "wariackich papierach", czyli bez rejestracji, można pracować dosyć długo ? ale w końcu kiedyś mogą złapać. I co wtedy?

Po zarejestrowaniu modemu (i uiszczeniu stosownych urzędowych opłat) przed posiadaczami komputerów otwierają się zupełnie nowe światy. Michał Szokoło przestrzega jednak:

Uważaj na swój rachunek za telefon - może nagle podskoczyć o pół miliona albo i więcej, mnie się to zdarzyło i czułem się wtedy dość głupio...

Dlaczego pecet?

Na tak postawione pytanie próbuje odpowiedzieć Marcin Borkowski, redaktor "Bajtka", szef "klanu IBM". Co ciekawe, pytanie to zadało sobie sam, bowiem:

Do napisania tego tekstu skłoniła mnie mała ilość listów od czytelników. Można z tego wyciągnąć wniosek, że jesteśmy nikomu niepotrzebni, a cały klan poświęcony IBM-om można wyrzucić do kosza.

Istotnie, w Polsce najpopularniejszymi komputerami domowymi są wciąż ośmiobitowce (przede wszystkim Atari XL/XE), do tego przeważnie z magnetofonem, a pecety mają reputację maszyn drogich, trudnych w obsłudze i przydatnych tylko w "poważnych" zastosowaniach. Z tą opinią próbuje walczyć redaktor "Bajtka", zachwalając łatwość rozbudowy konfiguracji pecetów (gdy inne komputery - od Spectrum po Amigę - są konstrukcjami w zasadzie zamkniętymi), wsteczną kompatybilność i ogromną ilość rozmaitego oprogramowania.

Póki co jednak trudno przekonywać do zalet twardego dysku użytkowników, dla których nawet stacja dysków wydaje się zbyt drogą fanaberią (magnetofon przecież sprawdza się znakomicie), a podstawowym pytaniem, jakie w odniesieniu do pecetów otrzymuje redakcja "Bajtka", jest: jak do tego podłączyć joystick.

Choć pozycja komputerów ośmiobitowych wydaje się z polskiej perspektywy niezagrożona, Marcin Borkowski prorokuje:

W ciągu kilku najbliższych lat wszystkie ośmiobitowce są skazane na śmierć naturalną (...). Ci, którzy chcą pozostać przed klawiaturą, muszą się przymierzyć do przesiadki na komputer nowej generacji.

W roku 1995 pecet stanie się najpopularniejszym komputerem w Polsce.

10 lat temu. Trudno wracać do walkmana

Wśród miłośników muzyki pojawia się nowa moda - przenośne odtwarzacze plików w formacie MP3. Jak pisze redaktor "Gazety Wyborczej":

W "empetrójkach" trudno nie zakochać się od pierwszego ejrzenia. Po dwóch tygodniach zabawy (...) trudno doprawdy wracać do tradycyjnego walkmana. Niewielkie pudełeczka z ciekłokrystalicznymi wyświetlaczami z daleka zapowiadają kontakt z high-tech.

Już za niecały 1000 złotych można kupić urządzenie o pojemności 32 lub 64 MB, pozwalające na zapisanie w swojej pamięci od pół do godziny muzyki. Jeśli wielkość ta okaże się niewystarczająca, wtedy warto kupić kartę pamięci. Niestety, producenci odtwarzaczy korzystają z różnych standardów. To poważny problem, gdyż:

dopóki każdy producent "empetrójek" używać będzie swoich własnych kart, gotowe nagrania na kartach "flash" nie pojawią się raczej w sklepach muzycznych.

Póki co zatem melomani skazani są na konwertowanie płyt CD do formatu MP3 lub ściąganie nagrań prosto z Internetu. To drugie bywa żmudne i kosztowne (ilu impulsów telefonicznych trzeba na ściągnięcie całej płyty?). Czy zatem warto zrezygnować z magnetofonu lub discmana? - zastanawia się redaktor "Gazety":

Dla miłośników komputerów i Internetu odpowiedź wydaje się oczywista. Odtwarzacz MP3 daje możliwość dowolnego tworzenia składanek ulubionych utworów, kompletowania płytoteki przez Internet, zapewnia wreszcie wysoki komfort użytkowania przy zachowaniu jakości prawie dorównującej płycie kompaktowej, a o całe niebo przewyższającej zwykły magnetofon.

Ucieczka od Telekomunikacji

Na łamach "Gazety Wyborczej" pojawia się bardzo smutna historia:

Zmęczył mnie dostęp do Internetu przez modem. TP SA oczywiście nie założy SDI, z przyczyn bliżej nie wyjaśnionych. Jestem wprawdzie w strefie testowania usługi Neostrada (mieszkam blisko centrum stolicy), ale cena, którą ustalił nasz szacowny operator telekomunikacyjny, jest zbyt duża. Postanowiłem znaleźć innego dostawcę. Pierwsze kroki skierowałem do Aster City, jako że mam w domu kabel antenowy. Po kilku tygodniach od wypełnienia formularza dostałem odpowiedź, że na razie mój blok nie ma odpowiedniej infrastruktury i na podłączenie w tym roku nie mam co liczyć. Postanowiłem założyć łącze radiowe z firmy Tele2. Uczynni sprzedawcy powiedzieli, że muszę uzyskać zgodę na dokonanie pomiarów zasięgu z dachu budynku. Tutaj okoniem stanęła administracja domu, mówiąc, że dach jest po remoncie, na gwarancji i nikt nie może na niego wejść.

Uff... Jak widać, ciężko uciec od Telekomunikacji Polskiej. Zamiast spokojnie czekać na oferty konkurujących ze sobą dostawców, to klient musi szukać firmy, która łaskawie zgodzi się dostarczyć mu Internet.

Autorowi artykułu jednak udaje się. Tele2 zakłada mu łącze radiowe. Abonament miesięczny: 199 zł (plus koszt instalacji), ale klient jest zadowolony. Internet może nie przyspiesza (maksymalna prędkość 64 kbit/s, gwarantowana 8 kbit/s), lecz przynajmniej nie trzeba z niepewnością czekać na każdy kolejny rachunek za telefon, no i zwolniła się linia.

Wkrótce przekonaliśmy się, że stałe łącze, nawet niewiele szybsze od modemu, zmieniło sposób korzystania z sieci. Teraz komputer włączony był na stałe, a zawartość skrzynki pocztowej sprawdzana co 5 minut. Gdy w czasie pracy musiałem sprawdzić coś w Internecie, wystarczyło, że uruchomiłem przeglądarkę. Wprawdzie strony nie wczytywały się szybciej, ale przynajmniej odpadło nerwowe liczenie impulsów. Brat usunął nawet modem, by zwolnić miejsce na inne karty w komputerze.

Niestety, pewnego dnia sielanka się kończy. Nad Warszawą przechodzi burza i radiowy Internet przestaje działać.

Przez trzy tygodnie miłe panie z biura obsługi klienta Tele2 nie potrafiły powiedzieć, co się stało. Czwartego tygodnia firma przyznała, że mieli uszkodzony nadajnik i czekali na części zamienne. Niestety, pani poinformowała mnie również, że nasz dom jest zdecydowanie za daleko i antena zostanie zdemontowana na żądanie dyrektora ds. technicznych.

Autor artykułu ponownie instaluje modem i wybiera dobrze znany wszystkim skazanym na usługi Telekomunikacji Polskiej numer 0202122...

Bartłomiej Kluska