Tajlandia wdzięczna za możliwość cenzurowania Twittera

Informowaliśmy, że Twitter wprowadził możliwość cenzurowania treści serwisu w danych krajach, jeśli łamią one lokalne prawo. Okazuje się, że być może pierwszym krajem, który skorzysta z nowej możliwości będzie nie Iran, czy któraś z dyktatur, ale Tajlandia.

Jak twierdzą eksperci, Tajlandia regularnie miewa "problemy" z internetem. Internauci bowiem zwyczajnie nie zawsze wyrażają się w samych pozytywach i z szacunkiem na temat panującego króla. Co roku z sieci znika tysiące witryn, na których przeciwnicy monarchii wyrażają swój sprzeciw.

To bardzo wrażliwa kwestia dla tajskiego rządu. Pewnie dlatego sam minister informacji i komunikacji Anudith Nakornthap pochwalił inicjatywę Twittera w wypowiedzi dla AFP:

Metoda na radzenie sobie z użytkownikami naruszającymi prawo na Twitterze to dobry pomysł, wolność słowa nie może bowiem naruszać praw innych ludzi albo praw innych państw. (...) Ministerstwo będzie natomiast dokładało wszelkich starań aby żaden człowiek ani grupa nie wykorzystywała sieci społecznościowych do łamania prawa. Zgadzamy się z polityką Twittera, choć nie zmierzamy się w nią angażować.

Jak podaje serwis Phys.org, jeszcze w listopadzie 2011 roku rząd Tajlandii zwrócił się do Facebooka z prośbą o usunięcie ponad 10 tysięcy stron, w których doszukano się treści obraźliwych w stosunku do tajskiej monarchii. Za obrażenie kogokolwiek z rodziny królewskiej grozi w tym kraju kara do 15 lat więzienia.

Więcej o: