Jedna sekunda, która wstrzymała internet

Czasem jedna minuta może trwać 61 sekund. Zdarza się to niezbyt często, ale się zdarza. Ostatnio miało to miejsce 30 czerwca. Dodatkowej sekundy pewnie nawet nie zauważyliście, ale wywołała ona ogromny chaos w internecie.

Wystarczyła jedna dodatkowa sekunda, by padły serwisy takie jak Gawker, LinkedIn, Foursquare , problemy zgłaszała też Mozilla . Z powodu awarii systemu pasażerowie australijskich linii lotniczych Quantas nie mogli dostać się na pokłady samolotów .

Skąd dodatkowa sekunda? Sekunda przestępna (albo skokowa) jest to sekunda co jakiś czas dodawana do zegara atomowego; taka czynność jest konieczna aby zsynchronizować czas uniwersalny ze średnim czasem słonecznym. Powód jest dość prozaiczny - gdy w latach '50 obliczano długość doby słonecznej, obliczenia nie były dość precyzyjne. Do tego dochodzą jeszcze czynniki nieprzewidywalne, między innymi stałe spowalnianie prędkości obrotu Ziemi.

To właśnie z powodu dodatkowej sekundy niektóre serwisy niedostępne były przez kilka godzin, podczas których administratorzy przede wszystkim usiłowali dociec, co jest przyczyną problemów, a po wtóre - naprawić bałagan. Ucierpiały przede wszystkim serwery linuksowe z aplikacjami napisanymi w Javie.

To chyba pierwszy raz, kiedy sekunda przestępna odbiła się w taki sposób na internecie

ocenia Marcin Stecki, lead developer w firmie Netguru.

Większość serwerów opartych na Linuksie synchronizowana jest z serwerami czasu. W momencie, gdy dane na obu serwerach różniły się, aplikacje które się na nich znajdowały, przestawały poprawnie działać.

W efekcie uruchomiona aplikacja otrzymywała w pewnym momencie informację, że ma ujemny czas uruchomienia (np. -1 sekunda). A to powodowało awarię. Problemy powstawały też przy zapisywaniu plików, wymienia Stecki.

Takie drobnostki spowodowały, że systemy przestawały funkcjonować.

To nie pierwszy raz, kiedy przeżyliśmy 61-sekundową minutę. Zdarzyło się to już po raz 25 (pierwszy raz miał miejsce 30 czerwca 1972 roku). To jednak pierwszy raz, kiedy zmiana czasu wywołała w internecie tak poważne problemy.

Niektórym udało się ich jednak uniknąć. Google przygotował się do zmiany i stopniowo dodawał milisekundy do zegarów swoich systemów. Koncern na swoim blogu już w ubiegłym roku tłumaczył, jak radzi sobie w takich nietypowych przypadkach.

Kiedy przyszedł czas dodać dodatkową sekundę o północy, nasze zegary już wzięły to pod uwagę. Wszystkie nasze serwery mogły kontynuować normalną pracę, w błogiej nieświadomości tego, że właśnie nastąpiła sekunda przestępna.
Więcej o: