Edukacyjny cud? Nastolatek z Wietnamu mógłby zaliczyć legendarnie trudną rozmowę o pracę w Google'u

Opowieści o nieszablonowych i trudnych do rozwiązania zadaniach, które czekają na każdego ubiegającego się o pracę w Google'u, jest pełno w sieci. Czy są one jednak rzeczywiście trudne czy też obnażają słabość systemu edukacji danego kraju?

Neil Fraser, inżynier oprogramowania w Google'u, po raz drugi odwiedził Wietnam. To, co zastał na miejscu, zaskoczyło go. Pozytywnie. Przyjrzał się bowiem systemowi edukacji w Wietnamie, a szczególnie temu, jak naucza się w tym kraju informatyki. Wnioski? Niezwykle budujące dla Wschodu, trochę mniej dla Zachodu. Jak możemy bowiem przeczytać na jego stronie , pomimo skromnych środków osiągane efekty przekraczają najśmielsze oczekiwania.

Neil przybliża, jak wygląda program informatyki w wietnamskiej szkole, którą odwiedził. Początek to oczywiście podstawy. Może tylko zaskakiwać, że azjatyckie dzieci wciąż się uczy, jak należy się obchodzić z dużymi, giętkimi dyskietkami, które u nas wyszły z obiegu dobre kilkanaście lat temu.

W trzeciej klasie podstawowej dzieci uczą się Windowsa. Jako że Wietnam do najbogatszych krajów nie należy, na komputerach (tak domowych, jak i biurowych) dominuje Windows XP (o, jak zauważa Neil, raczej wątpliwej legalności). Wraz z systemem uczą się programów, w tym Worda. Oprogramowanie jest po angielsku, co stanowi dodatkowe wyzwanie.

źródło fot. http://bevandan.vnn.vnźródło fot. http://bevandan.vnn.vn źródło fot. http://bevandan.vnn.vn źródło fot. http://bevandan.vnn.vn

Czwarta i piąta klasa to nauka Logo, prostego języka programowania, które polskie dzieci mogą znać z programów z żółwikiem w roli głównej - idź 100 kroków naprzód, 50 kroków w prawo itd. Choć prosty, to Logo uczy podstawowych reguł rządzących programowaniem. Szczególnie, kiedy dochodzą co bardziej skomplikowane komendy dotyczące pętli i warunków.

Zrobiło to na Fraserze niemałe wrażenie, ponieważ, jak wskazuje, w Stanach Zjednoczonych w 11-12 klasie (w Polsce odpowiadałoby to 2-3 klasie liceum) uczniowie wciąż zmagają się z prostymi komendami HTML. Neil nie poprzestał jednak na zachwytach i zaoferował pomoc wietnamskiej szkole - napisał choćby oprogramowanie, które ułatwia uczniom zrozumienie warunków i pętli.

Przed powrotem do Stanów Neil sprawdził jeszcze, jak radzą sobie uczniowie 11 klasy. Był zaskoczony poziomem trudności jednego z zadań. Uczniowie otrzymują plik z danymi, który opisuje labirynt o ukośnych ścianach. Zadaniem ucznia jest policzenie liczby zamkniętych obszarów w labiryncie i rozmiaru największego.

Zadanie matematyczneZadanie matematyczne Zadanie matematyczne Zadanie matematyczne

Większość uczniów poradziła sobie z zadaniem w 45 minut. Wydaje się więc całkiem łatwe, prawda? No cóż, Fraser zapytał w Stanach starszego programistę Google'a, jakby ten ocenił poziom trudności zadania, gdyby miałby je przedstawić kandydatom na rozmowie o pracę. Uplasował je w pierwszej trójce.

Żeby nie było zbyt pięknie, Fraser odnotowuje, iż na akademickim poziomie studia informatyczne w Wietnamie nie wyróżniają się na plus. Sądzi jednak, iż jest to problem stosunkowo niedawnego wprowadzenia tego tematu do systemu edukacji. I choć szkoła którą Neil odwiedził, mogła być wyjątkowa na tle reszty Wietnamu, to jednak zainspirowała Frasera do dość gorzkich wniosków.

Neil Fraser w Wietnamie (źródło fot. http://bevandan.vnn.vn)Neil Fraser w Wietnamie (źródło fot. http://bevandan.vnn.vn) Neil Fraser w Wietnamie (źródło fot. http://bevandan.vnn.vn) Neil Fraser w Wietnamie (źródło fot. http://bevandan.vnn.vn)

A wnioski te są następujące - choć Zachód jest niby nowoczesny, to wykazuje się wręcz niesamowitą ignorancją w zakresie nauki informatyki. Ani programy szkolne nie są dobrze pomyślane, ani też odbiór społeczny nie motywuje rodziców czy uczniów do wytężonej pracy w tym kierunku. Dorośli zbyt często nie widzą różnicy między dzieckiem, które gra w gry, a dzieckiem, które programuje gry. Efekt jest taki, że choć może i w Ameryce przeznacza się więcej pieniędzy na edukację niż w takim Wietnamie, to efekty tego nie są nijak proporcjonalne.

Więcej o: