Prawda internetu: naładuj iPhone'a w mikrofalówce

Postanowiliśmy zabawić się w "Pogromców Mitów" i znaleźć odpowiedź na pytanie: czy iPhone'a da się naładować z pomocą kuchenki mikrofalowej. Jedna z pierwszych odpowiedzi, którą znaleźliśmy na YouTube zaczyna się bardzo, bardzo niedobrze. Od człowieka w kombinezonie ochronnym, w kasku na głowie i gaśnicą w dłoni...

Wystarczy ponoć pięć sekund w kuchence mikrofalowej by rozładowany iPhone ożył. Bardziej prawdopodobne jest jednak, że eksploduje, zapali się lub po prostu zepsuje. Wyjaśniamy dlaczego.

Chociaż najpierw szukamy odpowiedzi na pytanie: po co w ogóle próbować. Bo to ponoć szybkie. No dobrze, ale czy ta droga na skróty nie kończy się czasem pożegnaniem z ulubionym gadżetem?

Według instrukcji ze strony wafflesatnoon.com sprawa wygląda tak:

"Każdy iPhone może być naładowany w kuchence mikrofalowej 15-25 razy szybciej niż przy użyciu ładowarki. Oto sposób: 1. Włóż wtyczkę do iPhone'a 2. Ułóż go w samym środku kuchenki i owiń kabel naokoło 3. Ustaw czas na 10-20 sekund 4. Właśnie ładujesz swojego iPhone'a."

Wciąż jednak nie wiemy jaki rodzaj magii sprawia, że bateria w ten sposób zostaje naładowana. Portal wyjaśnia:

"To działa ponieważ mikrofale działają na tej samej zasadzie co ładowanie bezprzewodowe przy użyciu podkładek. Chodzi o zmianę układu elektronów w baterii twojego iPhone'a i umieszczeniu w katodzie".

Ech, każdy elektronik, który czyta powyższe słowa prawdopodobnie oblał się poranną kawą.

Teoria o ładowaniu w ten sposób iPhone'a powinna obchodzić swój jubileusz. Pierwsze doniesienia na ten temat znaleźliśmy już w 2009 roku. Na licznych zagranicznych forach roi się od wypowiedzi w pełni potwierdzających teorię. Wystarczy przypomnieć sobie jednak ten film:

 

by zdrowy rozsądek wziął górę nad wiarą w cuda.

No dobrze, a może jednak to działa? Kuchenka mikrofalowa służy zazwyczaj do podgrzania posiłku. A w zasadzie - wody w nim.  Dzieje się to na częstotliwości  2450Mhz. Warto wiedzieć też, że metalowe przedmioty umieszczone w kuchence zaburzają przebieg fal dlatego też podgrzanie urządzenia elektronicznego skończy się jego zniszczeniem. Metal zaburza przebieg fal, tworzą się zawirowania, które prowadzą do wzrostu temperatury. A skutków tego nie trzeba nikomu tłumaczyć. Pożar jest tylko najbardziej widowiskowym z nich.

 

A jak działają ładowarki bezprzewodowe? Chodzi o indukcję. W podkładce, na którą kładziemy telefon jest jedna cewka, z tyłu obudowy aparatu druga. Gdy zbliżymy te powierzchnie do siebie wytwarza się pole magnetyczne.

Powiedzmy to jasno: nie próbujcie ładować niczego w kuchence! Telefon na pewno się zepsuje, kuchenka być może. Nawet krótkotrwałe "sprawdzenie metody" sprawi, że wasz ukochany telefon przejdzie w stan spoczynku.

Poprosiliśmy kilku elektroników o naukowe wyjaśnienie nam dlaczego nie ma szans na to, żeby ta metoda ładowania jakiejkolwiek baterii działała. Kiedy tylko nam odpowiedzą zaktualizujemy tekst.

[ Aktualizacja ]

Z forum Elektroda.pl dowiedzieliśmy się, że:

"[...] w skrócie prąd i napięcie indukuje się w obwodach powodując uszkodzenie elektroniki. Będzie to urządzenie którego skutki użycia będą podobne do bomby EMP (chociaż inna natura uszkodzenia). "
Więcej o: