Roboty idą na wojnę

Zanim Skynet wyśle z przyszłości terminatory, my sami stworzymy maszyny, które będą za nas walczyć. Trzymajmy kciuki, by kiedyś nie postanowiły się zbuntować.

Nowy, stary pomysł

Zdalnie sterowany sprzęt wojskowy nie jest pomysłem nowym. Koncepcja oddzielenia człowieka od wojennej maszyny sięga Drugiej Wojny Światowej. Już wtedy III Rzesza wykorzystywała Goliata, lekko opancerzony pojazd gąsienicowy do przenoszenia ładunków wybuchowych. W istocie Goliat był ruchomą miną sterowaną i detonowaną zdalnie, za pośrednictwem rozwijanego z tyłu kabla telefonicznego. Pojazd był drogi w produkcji i jednorazowy, więc nie zdominował pola walki, ale działał.

ASIMOASIMO Fot. w domenie publicznej U.S. Army Fot. w domenie publicznej U.S. Army - Goliat

Związek Radziecki miał swoją odpowiedź na technologię Rzeszy, a jednocześnie coś, co nawet dzisiaj jest nietypowe - zdalnie sterowany czołg. Teletank był produkowany w ZSRR w latach 30 i 40 XX wieku i mógł być zdalnie sterowany na odległość do 1500 metrów. W odróżnieniu od Goliata radzieckie konstrukcje były bardziej wielofunkcyjne. Wyposażone w karabiny maszynowe i miotacze ognia mogły wspomagać oddziały naziemne osłoną z kul i pancerzem. Zdalne sterowanie za pomocą fal radiowych uniemożliwiało odcięcie sygnału poprzez zniszczenie kabla. Obsługa Teletanków mogła też za ich pomocą przewozić materiały wybuchowe, zrzucać je blisko celu, a następnie wycofać pojazd i detonować ładunek.

GoliatGoliat Fot. Honda Robotics Fot. w domenie publicznej U.S. Army - Sowiecki TT-26 Teletank

Dzisiaj wracamy do tego pomysłu z potęga technologii XXI wieku. Najgłośniejszym i najbardziej rozbudowanym projektem tego typu, jest program zdalnie sterowanych, bezzałogowych dronów wojennych rozwijanych przez Stany Zjednoczone. Słynne Predatory weszły do służby wojskowej w latach 90 ubiegłego wieku i od tamtej pory przeszły bardzo szybki i dynamiczny rozwój. Z początku przeznaczone do rozpoznania, dzisiaj drony mogą przenosić rakiety typu Hellfire i krążyć nad danym obszarem przez kilkanaście godzin. Jeden Predator kosztuje około 4 mln dolarów, a USA wyprodukowało ich do tej pory około 360. Cały program kosztował Amerykanów już ponad 2,4 mld dolarów.

ASIMOASIMO Fot. w domenie publicznej U.S. Army Fot. w domenie publicznej U.S. Army - MQ-1 Predator

Wojskowe drony  są równie imponujące, co przerażające. Predator MQ-1B może latać z maksymalną prędkością 217 km/h na pułapie 7620 metrów. Waży 512 kilogramów bez ładunku i 1020 z. A to nic, w porównaniu do większego i stworzonego do dłuższych lotów MQ-9 Reapera. Ten dron może unieść 1700 kg ładunku zewnętrznego i wewnętrznego, mknąć z prędkością 482 km/h i pozostać w powietrzu z pełnym wyposażeniem przez 14 godzin. Jakby tego było mało, może wznieść się na wysokość aż 15 240 metrów i zabrać w powietrze cztery pociski Hellfire. To prawdziwa maszyna do zabijania.

 

Drony kryją się między chmurami, ale nie tylko. Również na ziemi wspierają już działania policji i wojska. Dla przykładu konstrukcja TALON, firmy Foster-Miller, to niewielki, ważący do 45 kilogramów pojazd gąsienicowy zasilany bateriami litowo-jonowymi, na których może działać 7 dni w stanie czuwania i 8,5 godzin w czasie akcji. W wersji podstawowej jest to urządzenie służące do rozpoznania i rozbrajania ładunków wybuchowych. Producent przygotował jednak również wersję SWORDS (Special Weapons Observation Reconnaissance Detection System) wyposażoną w karabin M16, M249, M240, lub M82, sześciostrzałowy granatnik kalibru 40 mm lub miotach płomieni M202A1 FLASH. Robot jest oczywiście zdalnie sterowany, może poruszać się po piasku, płytkiej wodzie czy śniegu, a nawet wjeżdżać po schodach.

ASIMOASIMO Fot. w domenie publicznej U.S. Army Fot. w domenie publicznej U.S. Army - Talon

Inne, zdalnie sterowane pojazdy wykorzystywane obecnie na świecie, to na przykład:

DRDO Daksh - do rozbrajania bomb za pomocą wielofunkcyjnego ramienia, ale również wywarzania drzwi z użyciem wbudowanej strzelby.

Guardium - Izraelski pojazd bezzałogowy do patrolowania i ochrony terenu wraz z użyciem wbudowanej broni palnej.

PackBot - małe roboty do rozpoznawania terenu, wykrywania skażenia itp. Były wykorzystywane np. do sprawdzenia elektrowni Fukushima po wypadku z marca 2011.

ACER - duży pojazd (wielkości buldożera) produkowany przez Mesa Robotics. Stworzony w celu oczyszczania terenu z materiałów wybuchowych i innych przeszkód. Waży ponad dwie tony i rozwija prędkość 10 km/h. Może być wyposażony w kilka "przystawek", np. ramię z chwytakiem lub  lemiesz spycharki.

Wszystkie te pojazdy są zdalnie sterowane przez człowieka. Kolejnym krokiem, jest automatyzacja.

Najsłabsze ogniwo

Oddzielenie pilota/kierowcy od maszyny pozwala na uniknięcie ofiar w ludziach. Żołnierz musi być jednak nadal szkolony, zmieniany na czas odpoczynku i może popełniać ludzkie błędy. Może zatem czas wyeliminować to najsłabsze ogniwo?

Pierwsze projekty tego typu już powstają. Póki co najbardziej zaawansowane są systemy automatycznej obrony. Na przykład Samsung SGR-A1 to sterowana zdalnie lub zautomatyzowana wieżyczka strzelnicza stworzona w celu skanowania i ochrony Koreańskiej Strefy Zdemilitaryzowanej. Sprzęt jest wyposażony w karabin maszynowy 5,56 mm i opcjonalny granatnik. Kamery na podczerwień i tradycyjne obiektywy są w stanie wykryć człowieka z odległości 4 km za dnia i 2 km w nocy. System może być wyposażony w technologię rodem z filmu RoboCop - mikrofon i głośniki połączone z programem rozpoznawania hasła słownego. Jeśli cel stojący przed lufą poda błędne hasło, wieżyczka może włączyć alarm lub zacząć strzelać.

 

Z holenderskich ośrodków badawczych wyszedł z kolei system obrony okrętów i lotnisk Goalkeeper (Bramkarz). Pod sympatyczną nazwą kryje się coś bardzo nieprzyjemnego. W pełni zautomatyzowane działo szybkostrzelne GAU-8/A Avenger na obrotowej wieżyczce, połączonej z systemem radarowym. Bramkarz nie potrzebuje zupełnie pomocy człowieka. Jest w stanie samodzielnie namierzyć wrogi samolot lub pocisk przeciwokrętowy i w ciągu minuty wystrzelić w jego kierunku 4200 pocisków kalibru 30 mm. Sporo, ale to i tak nie najlepszy wynik. Dla przykładu podobna konstrukcja AK-630M1-2 jest w stanie wypluć z siebie 10 000 pocisków na minutę.

 

Najważniejszym, a zarazem najtrudniejszym do osiągnięcia celem, jest obecnie bezzałogowy, zautomatyzowany pojazd latający. Badania nad automatycznymi samolotami trwają od lat. Już w 2005 roku w kalifornijskiej bazie wojskowej Edwards mały samolot wystartował, przeleciał 10 500 metrów, zrzucił bombę i wrócił do bazy. Bez pomocy pilota z krwi i kości. Obecnie wiadomo już, że tym właśnie ma być przyszłość działań wojennych.

Po prostu taniej i bezpieczniej jest wysłać do walki maszynę niż człowieka, który potrzebuje jedzenia, snu, treningu i zapłaty. Ludzie są w stanie wytrzymać tylko określone przeciążenia i popełniają błędy. Automatyczny samolot może być bardziej niezawodny

- pisał już w 2005 roku David Talbot z MIT Technology Review .

Największą przeszkodą jest obecnie mózg. Opanowanie pojedynczych zadań przez zautomatyzowany system jest w miarę proste. Samolot może wystartować, obrać kurs, wykonać zadania i wrócić do bazy. Co stanie się jednak w momencie gdy na swojej drodze natrafi na aktywnie reagujących przeciwników lub nieprzewidziane warunki atmosferyczne? Z tymi i wieloma innymi problemami borykali się na przykład twórcy bezzałogowego, w pełni zautomatyzowanego prototypu Boeing X-45. Pierwszy z dwóch testowych samolotów tego projektu wzbił się w powietrze 22. maja 2002 roku. To właśnie ten model dwa lata później zrzucił w pełni automatycznie pierwsze bomby w czasie testów w bazie Edwards. W 2005 roku X-45 "umiały" już działać w drużynie. W czasie testowego patrolu były w stanie rozpoznać przygotowany wcześniej obiekt przeciwlotniczy i wybrać jeden z samolotów do wykonania ataku na oznaczoną pozycję.

X-45 można obecnie obejrzeć w Narodowym Muzeum Lotnictwa i Przestrzeni Kosmicznej w Waszyngtonie oraz Narodowym Muzeum Amerykańskich Sił Powietrznych w bazie Riverside niedaleko Dayton, w stanie Ohio. Zautomatyzowane prototypy przeszły na szybką emeryturę, ale program nie został zakończony. Boeing stworzył kolejne prototypy, X-45B/C, X-45N, a obecnie pracuje nad niewidocznym dla radarów modelem Phantom Ray.

W maju 2013 roku samolot X-47B UCAS wystartował i wylądował na lotniskowcu USS George H.W. Bush. Rok później to samo udało się powtórzyć w towarzystwie tradycyjnego F-18 z pilotem w kokpicie. X-47B był póki co sterowany zdalnie przez zawodowego oblatywacza, ale dajmy mu czas, to jeszcze młodzieniec. Ma czas, by nauczyć się samodzielnego pilotażu.

 

Świetlana przyszłość

Jeśli któreś z maszyn opisanych do tej pory chociaż trochę Was przestraszyły, to przyszłość może przynieść rozwiązania paraliżujące z przerażenia. Wystarczy spojrzeć na projekty jednej firmy o nazwie jakby wyjętej żywcem z kart powieści fantastyczno-naukowej - Boston Dunamics. Jej inżynierowie zajmują się projektowaniem i udoskonalaniem robotów nastawionych na szybkie poruszanie się w różnym terenie. Wiele z ich projektów jest tworzonych z myślą o zastosowaniu wojskowym. W swoim portfolio Boston Dunamics ma wszelkiej maści maszyny nie pozwalające spać spokojnie.

LS3, to kroczący na czterech nogach robot przypominający metalowego dzika, który ma towarzyszyć żołnierzom w dowolnym terenie. Z kolei Cheetah, czyli gepard, potrafi biec z szybkością 46 km/h.

 

Jest też BigDog umiejący wspinać się pod górę, chodzić po śniegu i wodzie, a przy tym podnosić kamienie i przenosić ponad 150 kg ładunku. Jego mniejszy przyjaciel, RiSE, to z kolei robot, potrafiący wspinać się po ogrodzeniach, drzewach, a nawet zupełnie płaskich ścianach.

Na deser są też antropomorficzne Atlasy i Petmany, które potrafią już chodzić w pozycji wyprostowanej, a po założeniu na nie munduru całkiem skutecznie podszywają się pod człowieka.

 

To tylko przykłady z oferty jednej firmy, która nie jest wyjątkiem na światowym rynku robotyki. Na przykład u producentów Japońskich, nastawionych na maszyny mające pomagać w szpitalach, recepcjach biur czy domach starości, znajdujemy roboty, które potrafią już śledzić rozmówcę kamerami ukrytymi za imitacjami ludzkich oczu, wykonywać w miarę płynne gesty rękoma, podawać przedmioty czy kopać piłkę. Brzmi trywialnie, ale postęp jest widoczny gołym okiem. Pierwszy robot ASIMO, zaprezentowany przez firmę Honda Robotics w 2000 roku, działał 30 minut, poruszał się z szybkością 1,6 km/h  i ważył 52 kg. Wersja tego samego sprzętu z 2011 roku schudła o 4 kg, przy jednoczesnym wydłużeniu pracy na baterii do godziny i zyskaniu umiejętności biegania z szybkością 9 km/h

ASIMOASIMO Fot. w domenie publicznej U.S. Army Fot. w domenie Honda Robotics - ASIMO

Przyszłość robotyki jawi się więc w pięknych barwach... Przynajmniej dla osób, które zdalnie sterowanie, zautomatyzowane, super szybkie, wydajne i nieomylne maszyny bojowe będą miały po swojej stronie. Wszyscy inni będą z przerażeniem patrzeć na bezchmurne niebo. Gdzieś tam, wysoko nad głowami, może krążyć bezzałogowy, zautomatyzowany dron, który przed wystrzeleniem 45-kilogramowej rakiety nie będzie nawet czekał na rozkaz z bazy. Sam włączy systemy bojowe, namierzy cel i zdecyduje czy warto obrócić go w proch.

Szymon Adamus

Fot. w domenie publicznej U.S. Army, U.S. Air Force oaz Honda Robotics i plakat The Invisible Boy

Więcej o: