To miał być niezwykły wykrywacz bomb i narkotyków. Okazał się gigantycznym, kosztownym i bezczelnym oszustwem.

Trudno uwierzyć, że można specjalistom ONZ i wojskowym ekspertom wcisnąć coś tak bezsensownego licząc sobie 40 000 dolarów za sztukę. ADE 651 miał zdalnie wykrywać narkotyki, bomby, zwłoki. Okazało się, że był genialnym w swej prostocie oszustwem opartym na sprytnym pomyśle.

James McCormick zapisał się w historii jako jeden z najbardziej cynicznych przedsiębiorców Wielkiej Brytanii. Ten były policjant, sprzedawca sprzętu łączności, wywiódł w pole ONZ, brytyjskich ekspertów, wojskowych z Iraku, Afganistanu i wielu innych krajów. Od 2008 sprzedawał po 40 tys. dol. za sztukę urządzenie o nazwie ADE 651 mające być wykrywaczem broni, narkotyków, kości słoniowej i zwłok. W rzeczywistości sprzedawał plastikowe atrapy wypełnione bezużyteczną elektroniką wartą kilkadziesiąt dolarów.

Wykrywacz cząstek i sprzedawca samochodów

ADE 651 nie jest pomysłem cynicznego Brytyjczyka. Pierwsze urządzenie mające "wykrywać cząstki materiałów wybuchowych na odległość" zaprojektował Wade Quattlebaum, amerykański sprzedawca samochodów, kierowca i poszukiwacz skarbów w jednej osobie. Choć stworzony przez niego detektor "potrafił" na początku niewiele - wykrywał... zagubione piłeczki golfowe. Dopiero później, kiedy twórca zauważył, że jego szamański wynalazek cieszy się olbrzymią popularnością, wykrywacz potrafił już odnaleźć kokainę, marihuanę, dynamit.

W jaki jednak sposób Quattlebaum sprzedawał swój wynalazek? Przekonał nabywców, że sercem urządzenia jest węglowo-krystaliczna karta elektroniczna połączona z anteną. To właśnie ta tajemnicza karta miała wykrywać "częstotliwość molekularną" poszukiwanej substancji. Węglową kartę można było programować - wystarczyło zrobić zdjęcie poszukiwanego materiału, wykonać jego fotokopię, wyciąć i umieścić pomiędzy dwoma arkuszami plastiku. Quattlebaum twierdził, że w taki sam sposób jego urządzenie może wykrywać ludzi... Wystarczy kopia zdjęcia zalaminowana plastikiem.

Stek bzdur za 40000 dolarów

Ten naukowy bełkot działał. Amerykanin sprzedawał swoje detektory w różnych wersjach w cenie od 395 do 8000 dol. Dla domorosłych detektywów też się coś znalazło - wykrywacz kosztujący 69 dol.

ADE 651ADE 651 Fot. YouTube

Fot. YouTube

ADE 651, sprzedawany kilka lat później przez Jamesa McCormicka, był rozwinięciem urządzenia Quattlebauma. W ADE 651 również znajdziemy karty (tym razem elektroniczne) z zakodowaną "częstotliwością molekularną" poszukiwanej substancji. Wystarczyło, by operator dobrał kartę w urządzeniu i już mógł wykryć dosłownie wszystko: broń, bomby, narkotyki, ludzkie zwłoki, kość słoniową, pieniądze... I to na głębokości nawet kilometra pod ziemią (lub 33 metrów pod wodą).

Na stronie producenta sprzętu można było przeczytać w jaki sposób działa:

"ADE działa na zasadzie "przyciągania elektromagnetycznego". Wykrywanie na odległość obywa się poprzez pobudzenie substancji, która ma zostać wykryta. Dzieje się to poprzez pole elektromagnetyczne które oddziałuje na dużą odległość i nie jest zakłócone przez "szum elektromagnetyczny" pochodzący z nadajników radiowych i innego sprzętu elektronicznego wykorzystującego fale elektromagnetyczne."

Ten niezrozumiały w zasadzie opis podziałał na rządy wielu państw. Bardziej dociekliwi mogli usłyszeć, że urządzenie wykorzystuje spektroskopię magnetycznego rezonansu jądrowego lub inną technologię, która faktycznie istnieje. I której nie da się zamknąć w małym pudełku bez zasilania.

Oczyść swój umysł

To, że ADE 651 jest przekrętem stało się jasne mniej więcej w roku 2009. Brytyjscy dziennikarze zlecili przetestowanie urządzenia niezależnym ekspertom, a ci rozwiali wszelkie wątpliwości. Tajemnicze programowalne karty były płytkami elektronicznymi z chipami służącymi do wykrywania rzeczy wyniesionych ze sklepów. Urządzenie sprzedawane za 40 tys. okazało się bezużyteczne.

Chip RFIDChip RFID Fot. Wikipedia

Fot. Wikipedia

Wybuchł międzynarodowy skandal. James McCormick został aresztowany, a na naiwnych przedstawicieli władz wielu państw padł blady strach. Jak wytłumaczyć się z utopienia grubych milionów w urządzeniu, które nie miało przecież szans działać? Niektórzy szli w zaparte twierdząc, że skuteczność ADE 651 została potwierdzona w praktyce.

Husam Muhammad, iracki oficer policji, który na co dzień użytkuje ADE 651, w ten sposób opisuje działanie owego "spektroskopu jądrowego": "Jeśli jesteśmy spięci urządzenie nie zadziała prawidłowo. Zaczynam więc powoli, aby zrelaksować swoje ciało i oczyścić umysł". - czytamy na portalu racjonalista.pl.

Problem w tym, że skuteczność ADE 651 była równie wielka co skuteczność różdżki czy próby losowej. Niektórzy jednak do dziś zdają się nie dostrzegać tego faktu i zapewniają, że brytyjski wynalazek działa...

GT200, Alpha 6, Sniffex

ADE 651 to nie jedyne urządzenie tego typu, które było dostępne na rynku. W 2007 roku testy amerykańskiej armii pogrążyły Sniffex produkowany przez firmę Homeland Safety International. Urządzenie nawet nie drgnęło, gdy dwie załadowane materiałami wybuchowymi ciężarówki minęły je w odległości siedmiu metrów. Prezesa firmy nie zraziła nawet inna nieudana próba jego urządzenia - zadziałało tylko wtedy gdy operator... wiedział gdzie jest materiał wybuchowy. Bułgarscy właściciele spółki zdołali jednak zarobić 32 miliony dolarów. Między innymi dzięki informacji prasowej zawierającej wyniki sfałszowanego testu przeprowadzonego przez New Mexico Institute of Mining and Technology.

Inni sprzedawcy cudownych urządzeń też chcieli zarobić łatwe pieniądze. Krótką karierę zrobiły wykrywacze takie jak Alpha 6 (kieszonkowy wykrywacz cząstek) czy GT200 (klon ADE 651, który trafił m.in. do Arabii Saudyjskiej, Hong Kongu, Indonezji, przynosząc właścicielowi produkującej go firmy 45 milionów funtów).

Iraccy żołnierze korzystający z ADE 651Iraccy żołnierze korzystający z ADE 651 Fot. TODD FRANTOM/Wikipedia

Fot. TODD FRANTOM/Wikipedia

Siła perswazji

Czy wszyscy oficjele, którzy dostawali na biurko opis ADE 651 wierzyli, że mają do czynienia z działającym urządzeniem? Czy opis technologii wykorzystywanej przez detekor nie brzmi niedorzecznie nawet dla laika? Czy przed zamówieniem wartej miliony dolarów partii nie można było przetestować go na pierwszym lepszym poligonie i opierając się na czystej statystyce stwierdzić fakty?

Zapewne tak. Ale handel tego typu urządzeniami opiera się na odpowiedniej manipulacji nabywcą. McCormick i jemu podobni znajdowali klientów w taki sam sposób jak robią to sprzedawcy uzdrawiających eliksirów, lokat przynoszących 80% zysku w miesiąc, leczących nowotwory lamp i garnków. Kupujący po prostu chce wierzyć w to, co jest mu oferowane. Ulega sile perswazji po części z własnej woli. Cudowny wykrywacz bomb był dokładnie tym, czego potrzebowały władze Iraku, Afganistanu i innych państw.

Nie bez znaczenia jest też fakt, że ADE 651 pozwolił zarobić miliony. Zapewne niejeden mający wątpliwości tracił je, kiedy oferowano mu odpowiednie argumenty. Kontrakty wojskowe opiewają przecież na gigantyczne sumy.

Epilog

James McCormick został skazany w 2013 roku na 10 lat więzienia za  - jak podaje New York Times - defraudację 85 milionów funtów. Zdaniem wielu komentatorów ma krew na rękach, bo sprzedawane przez niego urządzenie pozwoliło przejść przez punkty kontrolne wielu zamachowcom. Wystarczy spojrzeć na poniższą mapę Bagdadu stworzoną przez Guardiana. Każdy czerwony punkt oznacza miejsce, w którym wybuchł samochód-pułapka.

Mapa eksplozji samochodów pułapekMapa eksplozji samochodów pułapek Fot. The Guardian/Guardian Data/Twitter Fot. The Guardian/Guardian Data/Twitter

Interaktywną wersję mapy znajdziecie tutaj.

Więcej o: