Drony nad naszymi głowami - tylko zabawa czy coś więcej?

Dawniej w służbie wojskowej dzisiaj przechodzą do cywila. Drony przeszły szybką drogę od zabijania, do zabawy. Tylko czy po zdjęciu munduru stać je na coś więcej niż tylko zabawę?

W służbie Jej Królewskiej Mości

Szukając wyjaśnienie terminu "dron" trafiamy do lat trzydziestych ubiegłego wieku. To właśnie wtedy Wielka Brytania, Kanada, Australia i Nowa Zelandia wdrożyły w życie rozbudowany plan szkolenia wojskowych pilotów zwany później po prostu "Planem" (a tak naprawdę: British Commonwealth Air Training Plan). RAF, siły lotnicze Wielkiej Brytanii, zdecydowały, że samolot de Havilland DH.82 Tiger Moth będzie idealną maszyną do szkolenia przyszłych pilotów. W 1935 roku do służby weszła zmodyfikowana wersja tego samolotu sterowania zdalnie za pomocą radia. Był to DH.82 Queen Bee. Jedno z wyjaśnień pochodzenia pojęcia "dron" wskazuje właśnie na tę maszynę. "Queen Bee" czyli "królowa pszczół". Od tej nazwy bezzałogowego samolotu podobno powstało "drone", czyli z języka angielskiego "brzęczenie" lub "truteń", samiec pszczoły miodnej. W języku polskim ów truteń szybko zmienił się w drona, który nawet jeśli nie jest jeszcze uwzględniany we wszystkich słownikach, to na dobre zadomowił się w mowie potocznej.

Samolot DH.82 Queen BeeSamolot DH.82 Queen Bee Fot. w domenie publicznej Fot. w domenie publicznej

Zatem nie bez powodu drony kojarzą się w wojskiem. Przez wiele lat bezzałogowe pojazdy naziemne i powietrzne rozwijały się w stronę czegoś, co dzisiaj można spokojnie nazwać armią robotów. Robotów, które idą na wojnę . Jednak nie pierwszy i nie ostatni raz technologia wojskowa, stworzona z myślą o podglądaniu, skanowaniu, a także zabijaniu przeszła do cywila. Na co stać drony bez mundurów?

Więcej wirników, więcej możliwości

Największy postęp cywilnych dronów widać w ostatnich latach w kwestii maszyn latających. Wszystko dzięki "quadcopterom", czyli helikopterom z czterema wirnikami. Historia takich maszyn też nie jest nowa. Pierwsze próby konstruowania quadcopterów sięgają początku ubiegłego wieku. Dzisiaj rozwija się je nie tylko w wersjach miniaturowych, ale i w dużej skali. Ot chociażby znów na potrzeby armii, w postaci takich projektów jak Bell Boeing Quad TiltRotor.

 

Cywili bardziej interesują jednak rozwiązania mniejsze. Sterowane zdalnie quadcoptery wykorzystują wszelkie zalety takich konstrukcji. Są bardzo proste w konstrukcji, a jednocześnie stabilne w powietrzu. Jednak przede wszystkim ich pilotaż jest łatwiejszy niż tradycyjnych modeli helikopterów. Aby osiągnąć mistrzostwo w sterowaniu takim dronem trzeba wielu godzin ćwiczeń, ale proste manewry można wykonywać praktycznie z marszu, posługując się intuicyjnymi kontrolerami.

Do czego to wszystko prowadzi?

Najpierw praca, potem zabawa

Kilka lat temu latające drony z czterema (i więcej) wirnikami kosztowały jeszcze minimum kilka tysięcy złotych, miały bardzo ograniczony zasięg i udźwig. Już wtedy było jednak widać, że to rozwiązanie z przyszłością. Szczególnie dla osób, które potrzebują przenośnego i prostego w obsłudze sprzętu do robienia zdjęć z powietrza i kręcenia filmów. Szybko okazało się, że dostatecznie silny dron jest w stanie unieść kamerę lub aparat. Takie funkcjonalności dają już konkretne możliwości. Ot chociażby nagrania filmu ze ślubu już nie tylko z poziomu sali bankietowej, ale również z lotu ptaka.

 

Wraz ze spadkiem cen zastosowania profesjonalne przestały być domeną dużych firm. Dzisiaj markowego drona z kamerą Full HD pozwalającego na 20 minut lotu można kupić za trzy, cztery tysiące złotych. To jednak nic w porównaniu ze sprzętem przeznaczonym wyłącznie do zabawy. Drony spopularyzowały się tak szybko, że dzisiaj można je znaleźć w sklepach z zabawkami i na aukcjach internetowych w cenach poniżej 200 zł. Oczywiście to tylko zabawki, ale często wyposażone w proste kamery i systemy stabilizacji lotu. Nie trzeba było czekać długo, na zastosowanie tych tańszych pojazdów w czystej rozrywce. Myślicie, że latanie dronem po mieszkaniu i nad blokiem to szczyt możliwości? Co powiecie na powietrzne wyścigi! Quadcoptery wyposażone w nadajniki radiowe i okulary odbierające sygnał z wbudowanej na dronie kamery pozwalają na prowadzenie wyścigów zdalnie sterowanych pojazdów wraz z widownią oglądającą pościg z pierwszej osoby.

 

A przecież to dopiero początek. Targi CES 2015 w Las Vegas pokazały, że w kwestii latających dronów wiele zostało jeszcze do zrobienia. Profesjonalny i potwornie drogi (ponad 12 000 zł) Inspire 1 ma wbudowaną kamerę 4K i pozwala na obsługę przez dwie osoby - pilota i operatora. Ich kooperacja pozwala na kręcenie profesjonalnych zdjęć z powietrza. Z kolei Air Dog, dron, którego twórcy zebrali na Kickstarterze ponad 1,3 miliona dolarów, pilotuje się sam śledząc użytkownika lub lecąc po wytyczonej wcześniej ścieżce. To nowa, coraz bardziej popularna funkcja w nowoczesnych pojazdach tego typu. Inne urządzenie z Kickstartera, Hexo+ (również 1,3 mln dolarów w zbiórce ), pozwala nie tylko na w pełni zautomatyzowane śledzenie użytkownika z powietrza, ale także włączenie zaprogramowanych wcześniej manewrów. Na przykład po to, by bez pomocy drugiej osoby nakręcić ujęcie 360 stopni wokół siebie lub przygotować dynamiczne kadry w czasie jazdy na rowerze, biegania czy snowboardingu.

 

Jeśli boicie się, że taki dron nie poradziłby sobie z przeszkodami i po pierwszym locie zmienił w kupę bezwartościowego złomu, to spokojna głowa. Na konferencji Intela podczas targów CES 2015 mogliśmy obejrzeć prezentację sprzętu Ascending Technologies z wbudowanymi sześcioma kamerami Intel RealSense pozwalającymi na automatyczne wykrywanie i unikanie przeszkód. Kilka osób otaczających latający pojazd naszpikowany taką technologią było w stanie zamienić scenę w najdziwniejsze boisko do ping ponga na świecie.

 

Co dalej?

Filmowanie wesel i automatyczne drony śledzące nas podczas zabawy, to ciekawe zastosowania, ale co dalej? Czy możliwości drzemiące w tych zautomatyzowanych, prostych w obsłudze i coraz tańszych urządzeniach zostaną wykorzystane w inny, zmieniający nasze życie sposób? Pomysły na to są. Firmy takie jak Domino's Pizza i Amazon nęciły nas już wizjami dostarczania jedzenia i paczek za pomocą zautomatyzowanych "kurierów". Nawet jeśli były to tylko prezentacje mające na celu przyciągnięcie uwagi i zdobycie rozgłosu dość niskim kosztem, to takie rozwiązania są możliwe.

Patrząc oczami wyobraźni jeszcze dalej w przyszłość możemy zacząć myśleć o mini dronach roznoszących dokumenty w biurach, dostawie listów i paczek z pobliskiej poczty, całkowicie zautomatyzowanych operatorach filmowych, którzy unosiliby się za reporterami telewizyjnymi bez przerwy i wytchnienia... Idźmy jeszcze dalej. Swój prywatny dron z wbudowaną kamerą i sterowanym zdalnie "chwytakiem" wyślijcie do pobliskiego sklepu po piwo i chipsy bez tracenia ani minuty z trwającego meczu. Stojąc w korku wypuście w powietrze wbudowany w dachu mini helikopter, który sprawdzi faktyczny powód spowolnienie ruchu i doradzi lepszą drogę do celu. Włączcie system okresowego sprawdzania stanu dachu waszego domu, który sam wyśle co kilka miesięcy drony naszpikowane czujnikami i poinformuje kiedy będzie konieczny kolejny remont.

CES 2015 DronyCES 2015 Drony Fot. Joanna Sosnowska Fot. Joanna Sosnowska

Brzmi jak czyste wariactwo, ale technicznie jest to możliwe. Problemem będą jednak energia i prawo. Aktualnie baterie droższych dronów pozwalają najczęściej na kilkanaście minut lotu. Najtańsze zabawki utrzymują się w powietrzu przez zaledwie kilka minut. To kwestia techniczna. O wiele poważniejszą przeszkodzą stojącą na drodze najbardziej zwariowanych koncepcji będzie prawo. Prezentacje wspomnianego Amazona nie wydają się już tak bardzo ekscytujące, gdy pomyślimy o legalizacji automatycznej dostawy paczek dronami.

To FAA musi wydać odpowiednie rozporządzenia w sprawie komercyjnych lotów bezzałogowych. Według harmonogramu Federalnej Administracji Lotnictwa takie regulacje zostaną wstępnie opracowane dopiero kiedyś pomiędzy... 2016 a 2020 rokiem

- pisze Łukasz Józefowicz .

Wszystko wskazuje więc na to, że prawo jak zwykle będzie nieco w tyle za technologią. Nowoczesne drony mają zbyt słabe baterie, by mogły śledzić nas przez cały dzień, ale oprócz tego oferują prawdziwie imponujące funkcje. Umieją rozpoznać przestrzeń i unikać przeszkód, śledzić użytkownika, nagrywać automatycznie ciekawe ujęcia, latać po wyznaczonych lub ustalanych na żywo ścieżkach. Wszystko to przy coraz większej ofercie zarówno sprzętu profesjonalnego jak i amatorskiego prowadzącego do wyraźnego spadku cen. Lada dzień prawie każdy z nas będzie mógł pozwolić sobie na lepszego lub gorszego drona. Odpowiedź na pytanie czy będzie to miało sens, powinniśmy poznać w najbliższych latach.

Jedno jest pewne. Ilość dronów szybujących nad naszymi głowami będzie rosnąć.

Szymon Adamus

Więcej o: