CC: Małe i urocze

Udało mi się spełnić dziecięce marzenie i mam własnego robota.

Robot przychodzi w wielkim pudle i w kawałkach: każda część to klocek Lego Technic, do tego zestaw sensorów, interaktywnych silników i mózg maszyny - przypominający starego iPoda moduł  NXT. Jestem trochę skonfundowany - to nie jest Technic z którego budowałem pojazdy 20 lat temu, zmienił się paradygmat i sposób konstrukcji. Ale to nic - wyciągam instrukcję "dla niecierpliwych" i szybko składam najprostszy model - komputer na gąsienicach. Już go można programować, żeby jeździł. Ale to za mało, więc wyciągam z pudła czujnik ultradźwiękowy, wyglądający jak oczka Johny'ego 5 z Krótkiego spięcia . Mały, gąsienicowy żółwik; programuję go, żeby sobie jeździł, a gdy zobaczy przeszkodę - wydał dźwięk i uciekał do tyłu. Urocze! Mój pierwszy robot.

Małe roboty plączące się pod nogami to pozostałość z czasów wielkich komputerów , archaicznego sposobu myślenia o przyszłości - komputery zajmowały całe gmachy albo szafy, więc nikt nie myślał o pecetach; zamiast tego były osobiste roboty, jak astronawigacyjny R2D2 z Gwiezdnych Wojen - wyobraź sobie, że zamiast komputerka z GPS masz w samochodzie małego robota, który mówi którędy jechać. W wydanej w latach 60. książce Nowoczesne zabawki , którą zaczytywałem się w dzieciństwie, był schemat budowy robota - umiał odbierać telefon i nagrywać wiadomości na wbudowany magnetofon; coś, czym w normalnym świecie zajmuje się automatyczna sekretarka. Dlatego też porzuciłem mrzonki na temat robotów i zająłem komputerami.

Plastikowy przyjaciel

"Encyklopedia Galactica" definiuje robota jako mechaniczny agregat zaprojektowany, aby wykonywać pracę człowieka. Dział marketingowy Korporacji Cybernetycznej Syriusza reklamuje robota jako "Twojego plastikowego kumpla, z którym nie będziesz się nudzić" - pisał Douglas Adams w powieści Autostopem przez galaktykę, wprowadzając postać Marvina, robota z depresją, który był parodią tych wszystkich uroczych, plączących się pod nogami robotków. Plastikowych, elektronicznych maskotek, bez których po sukcesie Gwiezdnych Wojen nie mógł obejść się żadne s-f. Amerykanie adaptując na swój rynek japoński serial animowany Załoga G dorysowali do niego małego, zabawnego  i - przede wszystkim - kretyńskiego robota imieniem 7-Zark-7.

Tymczasem stało się jutro i co się okazało - ze wszystkich ról, jakie stare fantazje wyznaczały domowym robotom, sprawdziła się właśnie ta - "plastikowego kumpla, z którym się nie będziesz nudzić". Roboty nie krzątają się po kuchni (od tego są komputery w sprzęcie AGD) ani nie biegają z odkurzaczem jak w Jetsonach (od tego jest komputer w odkurzaczu), ale sprawdzają się w roli interaktywnych maskotek. Od prostych zabawek do skomplikowanych urządzeń, jak wycofane już z produkcji pieski AIBO ( przyszłość staje się przeszłością ) czy zrobotyzowana Hello Kitty, która może wręcz służyć jako niańka dla dziecka (o ile ktoś jest rodzicem psychopatą). Roboty-maskotki spełniają także role terapeutyczne i - jak Paro, cybernetyczna foczka - próbują rozwiązać niektóre problemy starzejącego się społeczeństwa.

Patrzę na mojego robo-żółwika, w te jego urocze oczka; uruchamiają się te same mechanizmy, które oszukują mój mózg żebym myślał, że kot się do mnie uśmiecha. Tak naprawdę ma tylko taki wyraz pyska. Ale i tak jest słodziutki.

Cyber Czwartek to cykl cotygodniowych felietonów poświęconych dawnym wizjom przyszłości i temu, jak (i czy!) spełniły się w naszym nowoczesnym świecie. Autor, Michał R. Wiśniewski , jest publicystą i blogerem specjalizującym się w fantastyce oraz japońskiej popkulturze.

Więcej o: