CC: Nowszy model

Cmentarzysko maszyn.

Znajomy wrzucił na G+ zdjęcie SGI Onyx RE2 stojącego na śmietniku. Stoi sobie taka czarno-niebieska szafa niepotrzebnego już serwera, być może popsutego, zastąpionego nowym modelem. I jest coś co sprawia, że patrząc na niego odczuwam smutek. To pewnie echa antropomorfizacji maszyn, szukanie w nich duszy i osobowości, o których pisałem ostatnio.

Tematem tym zajmowali się fantaści od sztucznej inteligencji. W cyberpunkowym komiksie Ghost in the Shell jest zapadająca w pamięć scena - w dziale technicznym laboratorium policyjne upchnięte w klatkach siedzą oszalałe androidy pozbierane z ulic - takie rzeczy wyrzuca się na śmietnik w roku 2030. W filmie Ja, robot stare modele inteligentnych androidów pakowane są do kontenerów i składowane na specjalnym wysypisku. W komentarzu odautorskim twórca GITS podaje bardziej prawdopodobny scenariusz - raczej nie wyrzucałoby się na śmietnik tak drogiego i jeszcze sprawne sprzętu - androidy nie będą sprzedawane, a oddawane w leasing, a po kilku latach sprzedawane biedniejszym krajom. Tak jak teraz robi się z np. samolotami.

Oczywiście - kluczowe pojęcie "jeszcze sprawnego". W paradygmacie kapitalistycznym sprzęt należy produkować tak, żeby po kilku latach się zepsuł i klient był postawiony przed alternatywą kosztownej naprawy lub nabyciem nowego urządzenia. W takim świetle trwające cztery lata życie, jakie miały replikanty z Blade Runnera , okazuje się nie środkiem kontroli sztucznych ludzi, czy problemami technologii genetycznej, ale wyrachowaną strategią marketingową.

W starym piecu diabeł pali

Ale nawet jeśli urządzenie nie rozpadnie się ze starości, to trudno mówić o "pełnej sprawności". Starsze maszyny (np. smartfony z systemem Android) nie są wspierane przez producentów, nie pojawiają się aktualizacje systemu. Nie działają nowe usługi (jak Siri dla iPhone), peryferia czy nawet infrastruktura. Wciąż wzrusza mnie historia właściciela cybernetycznego pieska Aibo, który złożył pozew przeciwko firmie Sony - jego prototypowy Aibo ERS-111 nie był wyposażony w układ słuchowy, przez co nie mógł się bawić z pieskami nowszej generacji. Wielu użytkowników przywiązuje się do swoich maszyn nie tylko w wyniku uczłowieczania - nie chcą rozstawać się z czymś, co znają i uczyć na nowo obsługi kolejnego urządzenia.

Ale koniec jest nieubłagany.

Najwięcej szczęścia mają "maszyny z duszą", które budzą sentyment, bo czymś się wyróżniają - jak stare ośmiobitowce (mój MSX wciąż działa po 23 latach, przeżywając padające jak muchy tanie laptopy), które niczym samochody-oldtimery przyjemnie mieć w kolekcji. Bohater powieści Williama Gibsona Rozpoznanie wzorca konstruował instalacje artystyczne ze starusieńkich ZX-81. Na ich korzyść działa zwarta forma - z umierającego peceta-składaka można było wyjąć sprawne części (zupełnie jak w pixarowskim WALL-E , gdzie tytułowy robot rozbiera na części zamienne trupy kolegów).  Bez problemu i sentymentu.

A te maszyny, których nie czeka dalsze życie w domowym muzeum albo "biednym kraju", zamiast dokładać swe smętne zwłoki do stert innych nieszczęśników, mogą trafić (w cywilizowanym i uświadomionym ekologicznie kraju jak Japonia) do przetwórni, gdzie wydobędzie się drogocenne materiały - złoto, srebro i inne używane w elektronice metale, które posłużą potem do wyprodukowania kolejnych urządzeń.

Krąg życia się zamyka.

Cyber Czwartek to cykl cotygodniowych felietonów poświęconych dawnym wizjom przyszłości i temu, jak (i czy!) spełniły się w naszym nowoczesnym świecie. Autor, Michał R. Wiśniewski , jest publicystą i blogerem specjalizującym się w fantastyce oraz japońskiej popkulturze.

Więcej o: