Globalna sieć staje się mitem, i to mimo walki gigantów o nowe rynki. Zachód musi się z tym pogodzić

Internet został okrzyknięty jednym z najważniejszym wynalazków XX wieku - miał urzeczywistnić marzenia o jednej, globalnej wiosce, której wszyscy mieszkańcy wyznają podobny system wartości. Im więcej jednak ludzi korzysta z sieci, tym bardziej marzenia te wydają się być mrzonką. Globalna wioska rozpada się, a internet przechodzi przez trudny okres "e-kolonializmu".

Zmęczony wielodniowym przedzieraniem się przez dżungle, w końcu natknąłem się na ślady ludzi. Czy to oni? Czy w końcu GO znalazłem? Podążyłem za tropem i po godzinach tułaczki szczęście się do mnie uśmiechnęło:

Mr. Zuckeberg, jak sądzę?

Odwrócił się w moją stronę i, nieco zaskoczony, odpowiedział:

W rzeczy samej. Miło mi pana powitać i zapraszam do obozu!

Obóz jest niewielki - namiot przy namiocie, a przed każdym tablica. Weszliśmy do największego i najbardziej przytulnego. Zaczęliśmy rozmawiać, swobodnie niczym starzy przyjaciele. Fakt ten szybko zresztą potwierdziliśmy, dodając siebie nawzajem do znajomych.

Służąca wniosła do namiotu dwa papierowe kubki z przepyszną kawą latte. Idealny napój na chłodny, afrykański wieczór. Pijąc pilnie słuchałem mister Zuckerberga, jego opowieści o tym, jak niesie internet tym zapomnianym przez świat krainom. Niewiele przypomina człowieka z fotografii. Choćby jego twarz - pokrywa ją teraz długa, gęsta broda.

Jedna rzecz nie daje mi spokoju. W końcu pytam:

Mister, ale jak Pan się w ogóle zgubił? Od dwóch tygodni nie było od Pana wieści.

Mister Zuckeberg patrzy na mnie, a potem niechętnie wskazuje na iPhone'a 5 leżącego na stole. Wszystko jasne. Już mam zasugerować inne mapy, ale wnet sobie przypominam, że za żadne skarby nie można mówić o TEJ firmie w jego obecności. No chyba, że sam o niej wspomni:

Znajomy, cieszę się z Twojego zameldowania. Jestem jednak już tyle miesięcy w dziczy, powiedz mi więc, co się dzieje w wielkim świecie? Jak moja... moja konkurencja?

Schnie mi w gardle. Piję, długo przełykam. Powiedzieć? Nie powiedzieć? Może lepiej nie... Ale dowie się, że kłamałem. Sprawdzi i mnie usunie, tak jak usunął innych. Mówię więc:

Statki Kompanii Google'owej przybiły do Filipin, mister. Będą tam zakładać faktorie.

TRZASK! Jego ręka zaciska się na kubku, wyginając papierowe ścianki. Spienione mleko wylewa się i złowieszczo kapie na stół.

Page...

Wysyczał. Wie już, że nie jest jedyny. Wyścig o Trzeci Świat się rozpoczął.

Zachód wychodzi

Kolonializm w nowym wydaniu?Kolonializm w nowym wydaniu? Kolonializm w nowym wydaniu? Kolonializm w nowym wydaniu?

Ktoś powie, że nie ma dziś potrzeby nawiązywać do Cecila Rhodesa, dr. Livingstone'a i wielu innych symboli XIX-wiecznej ekspansji Zachodu i jego technologii na tereny dotąd "niecywilizowane". Coraz częściej jednak czytając o dzisiejszym świecie technologii mam skojarzenia z dawną, kolonijną przeszłością.

Tak jak XIX-wieczni odkrywcy, tak wielu dzisiejszych "ewangelistów" z Doliny Krzemowej wydaje się wyznawać wiarę, że mają klucz do rozwiązania wszystkich bolączek globu. Że swoimi technologiami urzeczywistnią w końcu marzenia o jednym, uniwersalnym świecie. Świecie, w którym wszyscy myślą w podobny sposób i kierują się podobnymi pobudkami. Pojawia się jednak coraz więcej przykładów, które tej wierze przeczą.

Weźmy choćby głośną ostatnio konferencję ITU . Wszyscy obawiali się, że w jej wyniku rządy postanowią zakończyć okres wolnego, niczym nieskrępowanego rozwoju sieci i poddadzą ją międzyrządowej kontroli. W efekcie tych obaw wiele państw (szczególnie Zachód), w tym Polska, postanowiło nie podpisywać w tej chwili nowego traktatu telekomunikacyjnego. Możemy się cieszyć z tego powodu. Ja się cieszę - lubię "swój" internet takim jakim jest. Tylko czy aby na pewno mamy do czynienia z sukcesem? W końcu 89 państw podpisało nowy traktat.

Sytuacja, kiedy bogaty Zachód z rozdrażnieniem opuszcza konferencję po tym, jak reszta państw doszła do niewesołych dla niego wniosków, przypomina ONZ z lat Zimnej Wojny - wtedy to państwa rozwijające się nieraz przegłosowywały wnioski, które były nie po myśli Ameryki lub dawnych metropolii. Dyskredytowano te głosowania jako "inspirowane przez ZSRR", niemniej byłe kolonie robiły to także we własnym interesie. Interesie, który nieraz był różny od tego państw zachodnich. Sieć nie musi być wyjątkiem.

Różne spojrzenia

Szacuje się, że obecnie z internetu korzysta 2,4 mld ludzi. To dużo, ale to także oznacza, że kolejne 4,6 mld mieszkańców globu jest wykluczonych z cyfrowego świata. Europejczyków czy Amerykanów w tej grupie jest niewielu, większość to Afrykańczycy czy Azjaci. Z tego można wysnuć wniosek, że internet dopiero zacznie zmieniać życie w Afryce czy wielu rejonach Azji i Ameryki Południowej.

I że sam internet zacznie się zmieniać. Sieć w końcu tworzą ludzie, a Ci są różni w różnych zakątkach globu. Wiara w to, iż nieważne, czy internautą jest Amerykanin, Polak, Filipińczyk czy Kenijczyk - z pewnością swój e-dzień zacznie od wejścia na Facebooka, potem wyszuka kilka rzeczy w Google'u, a skończy go oglądając kotki na YouTubie - szybko zostanie poddana weryfikacji.

Są już kraje, w których internet wygląda inaczej niż ten "nasz", a najlepszym przykładem są Chiny. Chiny kojarzą się nam z cenzurą, opresją, brakiem wolności słowa. Choć co do stanu faktycznego może to być prawda, to już ocena tych działań może być zgoła różna. Jak napisał Łukasz Cichy:

Jak się dowiedzieliśmy od Chińczyków, z którymi udało nam się porozmawiać z dala od funkcjonariuszy lokalnej policji blokowanie witryn w Chinach najbardziej porusza Europejczyków, obywateli USA i "resztę świata". Sami Chińczycy bowiem funkcjonują i zwykli funkcjonować w oparciu o rodzime serwisy internetowe. Facebooki i Twittery, zwyczajnie nie są im do niczego potrzebne.

A Chiny są ogromnym krajem z wielką liczbą internautów. Ich rola w świecie się zwiększa, zagrażając pozycji Europy i Stanów Zjednoczonych. Kto więc może stwierdzić, że ich wizja internetu jest z definicji zła i niewłaściwa?

Wyścig o trzeci świat

Kolonializm w nowym wydaniu?Kolonializm w nowym wydaniu? Kolonializm w nowym wydaniu? Kolonializm w nowym wydaniu?

Wiele osób korzystając z sieci może bowiem zignorować takie jej zalety jak wolność słowa, bardziej ceniąc szybkość komunikacji czy, bądźmy szczerzy, możliwość ściągnięcia czegoś za darmo. Codzienna praktyka może zwyciężyć nad wzniosłymi ideami.

W grę może także wejść szczególnie pojmowany patriotyzm - dlaczego mam korzystać z zagranicznych usług? Dlaczego nie wspierać lokalnych firm internetowych? W końcu globalna sieć to dziś głównie amerykańska sieć. Myślenie w tych kategoriach możemy przypisać nie tylko Chińczykom czy Rosjanom. W Europie także zaczyna się pojawiać, i im więcej będzie afer związanych z unikaniem podatków i wyprowadzaniem grubych miliardów euro ze Starego Kontynentu przez internetowych gigantów, tym będzie popularniejsze.

Znowu potwierdza się stara prawda, że nie ma jednej recepty na wszystkie problemy. Takie myślenie mogło wydawać się uzasadnione, kiedy z internetu korzystali głównie Europejczycy czy Amerykanie. Im więcej jednak ludzi korzysta z sieci, im staje się ona popularniejsza w różnych zakątkach globu, tym bardziej będzie się ona różnicować, dzielić. Czy to jednak źle? My w końcu mamy "naszą" sieć, oni będą mieć zaś "swoją".

No, jest grupa, dla której są to złe wieści - to internetowi giganci. Facebook czy Google wydają się być świadomi tego procesu i rozpoczęli coś w rodzaju specyficznego wyścigu o Trzeci Świat. Firmy starają się za pomocą takich ofert jak darmowy internet szturmem wejść na nowe rynki i zdominować je, zanim ktokolwiek zdąży zareagować. Dzięki temu mają szansę zabezpieczyć swoją pozycję na lata, aktywnie uczestnicząc w kształtowaniu zachowań nowych internautów.

Tylko czy to nie brzmi trochę jak kolonializm bis?

Więcej o: