Jestem technofetyszystą, czyli człowiekiem plus

Dlaczego ogromne emocje budzą w nas premiery kolejnych smartfonów? Dlaczego gdy wybieramy nowy telewizor staramy się, by miał możliwie najwięcej funkcji (nawet jeśli z części nigdy nie skorzystamy)? Dlaczego okulary Google elektryzują masową wyobraźnię? Bo gadżety sprawiają, że stajesz się nadczłowiekiem.

Jednym z elementów mojej pracy jest śledzenie zbliżających się wydarzeń. Premier nowych urządzeń, usług czy projektów. Oczywiście należy to do moich obowiązków, ale autentycznie sprawia mi to radość i przyjemność. Tak samo jak czekanie na nowe urządzenie - na nowego iPhone'a, nowego Galaxy S czy Nokię Lumię. Z niecierpliwością wypatruję też chwili, kiedy do Polski wejdzie nowa generacja konsol, by na własne oczy móc sprawdzić, jakie pojawią się w nich nowości, albo kiedy do masowego użytku wejdą okulary Google'a.

Przyjemność sprawia mi też zwyczajne korzystanie z mojego telefonu, chyba najważniejszego urządzenia elektronicznego jakie posiadam. Normalną czynnością jest dla mnie zerkanie co jakiś czas na ekran, branie smartfona bez wyraźnej przyczyny do ręki lub zwykłe przeszukiwanie sklepu z aplikacjami w poszukiwaniu nowych programów i jeszcze lepszych rozwiązań. Rozwiązań idealnych.

Zgodziliście się z choćby jednym zdaniem? Witajcie w świecie narkozy Narcyza, w którym entuzjazm wobec technologii nie jest szkodliwy, lecz raczej jest wpisany głęboko w naturę człowieka.

Ty też możesz być czarodziejem

Fot. Robert Kędzierski

Moją fascynację gadżetami i rozwiązaniami elektronicznymi częściowo można tłumaczyć tym, że "taką mam pracę". Jasne. Ale częściowo tym, że dzięki gadżetom mogę więcej . Więcej pamiętam, dalej widzę, więcej wiem.

W smartfonie zawarta jest ogromna część mojego życia - znajomi, wspomnienia, ulubiona muzyka. Do tego dzięki aplikacjom urządzenie pozwala mi robić rzeczy normalnie dla człowieka niedostępne - widzieć gwiazdozbiory gołym okiem i je identyfikować, rozumieć teksty w obcym języku albo mierzyć głębokość własnego snu. Do tego jest moją przenośną pamięcią a jak trzeba, to nawet lekarzem.

Wyolbrzymiam? Jeśli tak, to nieznacznie.

Gadżety przedłużają nasze zmysły. Dzięki nim widzimy więcej, wiemy więcej, możemy więcej. Urządzenia te sprawiają, że jesteśmy już ludźmi+, ludźmi na sterydach. Nic dziwnego więc, że przywiązujemy się do naszych gadżetów i tęsknimy do jak najbardziej idealnych rozwiązań.

Jestem technofetyszystą

Fot. Robert Kędzierski

Człowiek błyskawicznie poddaje się oczarowaniu wszystkim przedłużeniom siebie w innej formie, niż on sam

pisał Marshall McLuhan, znany kanadyjski teoretyk komunikacji. No cóż, nie sposób zaprzeczyć, że elektronika zajmuje w naszym życiu ważne miejsce. Który właściciel smartfona nie przyzna w głębi ducha, że te małe urządzenia mają wręcz magiczną właściwość przywiązywania nas do siebie? Socjologowie mówią tu wręcz o ponowoczesnej idolatrii gadżetów, czyli o traktowaniu urządzeń elektronicznych jako obiektu kultu. Z czego to wynika?

Przede wszystkim z tego, że świat i technologia przyspieszyły, ale umysł człowieka za nimi nie nadąża. Dopiero "na wspomaganiu" jesteśmy w stanie nadążyć za przepływem informacji. A wspomaga nas nic innego, jak właśnie technologia. Koncepcja według której rozwiązania technologiczne przedłużają nasze zmysły nie jest zresztą wcale nowa. Jednak dzisiaj bardziej niż kiedykolwiek wcześniej można dowodzić jej słuszności.

McLuhan postrzegał fenomen (przywiązania do gadżetów) za czysto psychologiczną narcystyczną identyfikację z mocą naszych zabawek. Ja postrzegam go jako dowód, że w istocie stajemy się cyborgami i, jako że każda technologia przedłuża nasze zdolności i przekracza nasze fizyczne ograniczenia, dlatego dążymy do posiadania jak najlepszych przedłużeń naszego własnego ciała - pisał de Kerckhove, uczeń i kontynuator myśli McLuhana.

Dalej dziwi was powszechny entuzjazm, jaki wywołują premiery nowych iPhone'ów, Samsungów Galaxy czy Nokii Lumii?

Technologia już dawno stała się nową elektrycznością - jest wszędzie wokół nas, praktycznie już jej nie zauważamy. Do tego dajemy jej ciągły dostęp do naszych intymnych przeżyć - rozmów, zdjęć, marzeń i wspomnień. Gadżety sprawiają, że zwiększają się nasze możliwości; po prostu działają jak drugi umysł.

Nic dziwnego, że praktycznie każdy kto korzystał dłużej z internetu, komputera czy smartfona nie wyobraża sobie już bez nich życia. Psycholog Izabela Dziugieł z Przystani Psychologicznej tłumaczy, że

Ogólnie wszyscy funkcjonujemy na pewnego rodzaju kontinuum "otwartości na nowe" na wszystko co nowe. Bądź to nowa muzyka, nowe style, czy właśnie nowe technologie. (...) Osobom, które uwielbiają gadżety w ogóle, czyli naszym technofetyszystom, można by postawić zarzuty niskiej samooceny, gdzie zakup i posiadanie "najnowszej nowości" może tę samoocenę podnosić, oczywiście wg ich subiektywnego poczucia. Ale przecież nie wszyscy "gadżeciarze" to osoby o wahającej się samoocenie ale po prostu osoby lubiące czystą zabawę nowymi, aczkolwiek często drogimi, zabawkami. Gadżety ułatwiają nam życie, jeśli umiemy się nimi posługiwać, jeśli robimy to z głową i uwagą.

Ale są też przecież tacy, którzy uciekają od nowoczesnych rozwiązań.

"Nie mam konta na Facebooku i jestem z tego dumny"

Fot. Robert Kędzierski

Bo zawsze jest ta druga strona medalu, a z komentarzami typu "A po co mi to konto na Facebooku" czy "moja stara Nokia to był telefon, a nie jakieś tam smartfony" spotykam się na Gazeta.pl bardzo często. Czy ich autorzy nie nadążają za współczesnym światem? Nie chcą odkrywać nowinek technologicznych? Świadomie wybierają życie w którym nowoczesne rozwiązania są na peryferiach?

De Kerckhove dość kategorycznie stwierdza, że technosceptycy żyją w XXI wieku ze świadomością osób urodzonych w wieku XIX. I dodaje, że możliwość łatwej integracji urządzeń elektronicznych z naszą świadomością (lub ciałem) przygotowuje nas do koniecznych zmian w naszej psychice; zmian które muszą zajść ze względu na to, jak szybko zmienia się świat w którym żyjemy.

Psycholog Izabela Dziugieł tłumaczy ostrożność wobec nowinek technologicznych niechęcią do zmian.

Drugie spektrum to osoby technofobiczne, które boją się użytkowania nowych technologii. To duża część społeczeństwa, ale też nie dajmy się zwariować - neofobia obecna jest od zawsze, tzn. od kiedy zaczęliśmy się rozwijać jako rodzaj ludzki. Przy tak dynamicznym rozwoju technologii, wiele osób, szczególnie z grupy wiekowej 50+ czuje się bezsilna wobec nowych gadźetów, czy nawet użytkowania samego internetu. Tendencja do wprowadzania zmian jakichkolwiek czy nowych zachowań, wraz z wiekiem zmniejsza się, nie może to więc ominąć również tego obszaru życia.

Nie jestem technosceptykiem, trudno więc jest mi zrozumieć takie podejście. Ale zdaję sobie sprawę z tego, że mogę się nim stać. Nie jest wykluczone, że gdy w dorosłość wejdą obecne dzieci, urodzone w pokoleniu digital natives, ja także nie będę mogła się już odnaleźć w natłoku informacji i nowości. Może wtedy będę uważała, że moje zmysły i nowości są "wystarczająco poprawione" i że nie potrzebuję więcej. Niewykluczone. Teraz jednak ja i cała masa innych technofetyszystów z radością korzystamy z technologii i wypatrujemy kolejnych rozwiązań, które poprawią nasze człowieczeństwo. Na przykład momentu, w którym do masowego użytku wejdą okulary takie jak Google Glass, albo gdy będziemy korzystać ze szkieł kontaktowych z wyświetlaczem.

Technofetyszyzm czy nowe niewolnictwo?

Kto nad kim panuje?

Dziugieł zauważa, że od technologii nie ma już ucieczki:

Patrząc na dynamikę zmian, choćby w przeciągu ostatnich 10 lat, śmiało można powiedzieć, że będziemy się otaczać coraz większą ilością "gadżetów", które będą wyręczały nas w coraz większej ilości czynnościach. Ale warto pamiętać, że to tylko narzędzia, to co z nimi robimy, i jak z nich korzystamy pozostaje w naszej gestii. Oczywiście wraz z pojawieniem się nowych technologii pojawiają się też zaburzenia powodowane nadużywaniem lub nieadekwatnym używaniem tychże gadżetów, czy internetu. Technologia nie jest sama w sobie ani zła, ani dobra. Po prostu jest. A to my decydujemy jak bardzo ułatwiać może nam życie, albo je w konsekwencji utrudniać.

Technologia jest jak narkotyk, z tym, że nie znamy jeszcze jego efektów ubocznych - mówił Charlie Brooker, producent serialu Black Mirror. Jeden z jego odcinków przedstawia świat, w którym możemy nagrywać swoje wspomnienia, by później je odtwarzać. To smutna i przerażająca wizja ludzi zatopionych w swojej przeszłości. Wizja fikcyjna, ale chyba większość z nas może przyznać w cichości ducha, że korzystając z nowoczesnych rozwiązań czy gadżetów częściowo się w nich zatapiamy. Stajemy się narcyzem, zapatrzonym w narzędzie - stąd właśnie pochodzi mcluhanowska metafora "narkozy Narcyza". Czy gdy sięgasz co chwilę po smartfona lub spędzasz godziny na Facebooku robisz to świadomie, czy raczej dajesz się pochłonąć światu technologii?

Zdaję sobie sprawę, że ja aż nazbyt często staję się niewolnikiem powiadomień . Ale nie wybrałabym "wolności" od technologii. Tak długo jak mam poczucie, że nowe urządzenie będzie lepsze, będę czekać na kolejne generacje smartfonów, tabletów, komputerów i innych rozwiązań. Albo - mówiąc słowami de Kerckhove'a - w miarę jak kolejne dzieła techniki będą rozszerzać moje zdolności i pozwolą mi przekraczać fizyczne ograniczenia, będę dokładać starań, aby mieć jak najlepsze przedłużenia mojego ciała.

W końcu to jakiś rodzaj nieśmiertelności, prawda?

Więcej o: