Dziennikarstwo nigdy nie miało się lepiej, czyli jak dałam się strollować Wojciechowi Orlińskiemu

Nazywam się Joanna Sosnowska, a to będzie najbardziej osobisty i emocjonalny tekst, jaki napisałam w życiu. Zamiast leniwie spędzać wolną sobotę siedzę nad klawiaturą. A siedzę z tego samego powodu, co zwykle - ktoś w internecie nie ma racji!

Jestem fatalnym trollem internetowym. Zamiast rzucać się w wir wymiany zdań zawsze zastanawiam się długo, czy oponent czasem nie ma racji. Tak było i w tym przypadku. Ale zanim przejdziemy do sedna chcę podzielić się z wami uwagą, którą zasłyszałam na jednej z konferencji. Otóż podobno gdy ma się zamiar zaprezentować kontrowersyjny punkt widzenia, warto wcześniej pokazać siebie z ludzkiej strony. No to jedziemy. To ja:

To jaTo ja Fot. Adam Kwiatkowski Fot. Adam Kwiatkowski

A to moja mama i psy moich rodziców.

Moja mama i psyMoja mama i psy Fot. Andrzej Sosnowski Fot. Andrzej Sosnowski

Niestety, nie pokażę wam zdjęcia taty, gdyż przeważnie to on stoi za aparatem.

Teraz, gdy prezentację familii mamy już za sobą, możemy przejść do meritum - ktoś w internecie nie miał racji! Tym kimś jest Wojciech Orliński, dziennikarz Gazety Wyborczej, autor książek. Skądinąd - dziennikarz świetny, autor elokwentny, oczytany i diabelsko inteligentny . Wielokrotnie z zachwytem i zazdrością czytałam jego felietony. Doceniam go prawdopodobnie tak bardzo, jak on nie docenia internetu i osób, które w nim piszą.

W bardzo ciekawym wywiadzie dla portalu TOKFM.pl Wojciech Orliński wypowiada się na kilka tematów, m.in. kwestii przejęcia gazety Washington Post przez właściciela Amazona, Jeffa Bezosa, przyszłości (i przeszłości) prasy papierowej oraz ubolewa nad kondycją dziennikarstwa.

Dla Gazeta.pl piszę już od wielu lat. Ale nie czuję się dziennikarzem i najprawdopodobniej nim nie jestem. Funkcjonuję w strukturach wydawniczych, obowiązuje mnie prawo prasowe, ale brak mi warsztatu czy wiedzy, które mają Wojciech Orliński albo Tomasz Grynkiewicz. Nie będę polemizować ze wszystkimi twierdzeniami z wywiadu. Z częścią się zgadzam, ale niektóre z nich mogły zostać wygłoszone wyłącznie przez przedstawiciela starych mediów.

1. "To, co wyłoniło się z internetu jest straszne"

Prowadzący wywiad z Orlińskim Krzysztof Lepczyński zagaja:

W jednym z tekstów napisał pan: "Z internetowym dziennikarstwem stykam się wyłącznie jako czytelnik. I jako czytelnik mam o nim opinię, która nie nadaje się do druku".

A Orliński odpowiada:

Gdybym powiedział, że w internecie nie pojawiły się żadne znane twarze, powiedziałbym nieprawdę. Ale kim są twarze, które się wyłoniły z tego świata? Widzimy je teraz na billboardach z kampanią telefonu komórkowego. To jakiś Kominek, Segritta, Fashionelka, Kasia Tusk. To, co się wyłoniło z internetu, jest straszne.

Niestety, Orliński nie precyzuje, dlaczego to, co wyłoniło się z internetu jest straszne. A szkoda, bo wszystkie osoby które wymienił należą do polskiej blogosfery (może z wyjątkiem Kasi Tusk, bo ją można zaklasyfikować jeszcze częściowo do show-biznesu, częściowo do świata polityki). Kominek, Segritta, Fashionelka i Kasia Tusk prowadzą niezwykle popularne w polskiej sieci blogi poświęcone stylowi życia. I zarabiają na nich całkiem niezłe pieniądze.

Poza tym twierdzenie, że w internecie nie powstało nic wartościowego jest, łagodnie mówiąc, naciągane . Internet ujawnił istnienie całej "szarej strefy", albo "długiego ogona" informacji. Interesujesz się nauką? Możesz stworzyć ciekawy i poczytny blog (np. Doskonale szare ). Interesujesz się show biznesem? Możesz założyć kanał na YouTube i przepytywać celebrytów w swojej kawalerce, jak robi to Łukasz z 20m2 .

To nie są wartościowe treści? Bo do tej pory wydawało mi się, że to czytelnik decyduje o tym, co jest jakościowe i ciekawe . Teraz to czytelnicy wybierają, autorów i treści, które są dla nich wartościowe.

Orliński nie odnosi się też, dlaczego sprzedaż gazet systematycznie spada od czasów, gdy powszechnie dostępny stał się internet. A przecież może być tak, że gazety nie były kupowane dla doskonałych i wymagających wiele pracy reportaży czy felietonów, a dla ogłoszeń drobnych, krzyżówek, czy poradników jak prawidłowo wypełnić PIT. Odkąd przełamano monopol informacyjny starych mediów to czytelnik może wybierać sobie, co chce czytać, kiedy i w jakiej konfiguracji. To on jest odpowiedzialny za wybór własnego strumienia wiadomości, a nie Redaktor Ważnej Gazety. Od czasów, gdy dziennikarstwo występowało wyłącznie w starych mediach zmieniła się też definicja jakościowych treści. Teraz wyznacznikiem jakości nie musi być ilość czasu spędzonego w terenie, na pisaniu czy zdobywaniu informacji. Równie dobrze może to być szybkość dostarczania informacji, albo angażowanie czytelników w dyskusję pod tekstem.

2. "Po jaką cholerę było mi to całe dziennikarstwo?"

Debata nad kondycją dziennikarstwa jest dla świata mediów jak debata o podatkach w sejmie. Co jakiś czas powraca, dyskutujący nigdy nie dochodzą do jednoznacznych wniosków, ze smutkiem kiwają tylko głowami, że "lepiej już było" i "może za rok uda nam się znaleźć rozwiązanie". Tak to przynajmniej wygląda gdy obserwuje się rozważania przedstawicieli starych mediów, do których należy Orliński.

Tymczasem dziennikarstwo nigdy nie miało się lepiej niż teraz . I nie jest to jedynie moja opinia. W podobnym tonie wypowiadają się Henry Blodget , założyciel popularnego serwisu Business Insider czy Chris Anderson, były naczelny jednego z najbardziej prestiżowych pism - "Wired".

To prawda, czytelnictwo spada, maleje sprzedaż gazet. Ale dziennikarstwo kwitnie. Blodget wymienia:

- świat jeszcze nigdy nie był tak dobrze poinformowany jak teraz

Tak krytykowane przez Orlińskiego media internetowe (portale, blogi, ale też Facebook czy Twitter) to nieskończony dopływ nowych informacji. Czytelnicy jeszcze nigdy nie mieli do wyboru tylu kanałów, które pozwalają im być na bieżąco.

- nigdy nie było tylu dobrych treści dziennikarskich

Masz komputer/ smartfona, czujne oko i lekkie pióro? To możesz pisać i znaleźć dziesiątki odbiorców w sieci. Od kiedy przekazywanie informacji nie jest ograniczone dostępem do drukarni albo koncesji telewizyjnej, każdy kto ma ciekawą opowieść, może się nią podzielić. A czy nie na tym właśnie częściowo polega dziennikarstwo? A dzięki temu:

- każda utalentowana osoba może znaleźć dla siebie miejsce w dziennikarstwie

- współczesne dziennikarstwo nie jest ograniczone do jednego formatu

Tekst, wideo, galeria zdjęć, animacje, gify - wszystkie te elementy (i inne dostępne w sieci) mogą służyć do wzbogacania opowiadanej historii. Reportaże w dziennikach papierowych są świetne, ale trochę źle umieszcza się w nich filmy z YouTube'a.

- informacje nigdy nie były lepiej weryfikowane

To co napiszę może być mieczem obosiecznym, ale będzie prawdziwe. Każdy tekst opublikowany w internecie trafia od razu do rąk najbardziej wymagających korektorów - was, czytelników. To prawda, że literówki i błędy nie powinny się zdarzać, ale gdy już się pojawią mogą być natychmiast wyłapane i poprawione.

Biznes wydawniczy zmaga się z kłopotami. Ale dziennikarstwo ma się świetnie. I wydaje się, że martwi to przede wszystkim dziennikarzy starych mediów, którzy narzekają "Po jaką cholerę było mi to całe dziennikarstwo?".

Panie Wojtku, wiem, że to co robię uważa pan za "portalozę" w najgorszym tego słowa znaczeniu. Wiem też, że dałam się strollować rasowemu graczowi. Czy już mówiłam, że jestem pełna podziwu dla pana warsztatu? Ale piękno pisania w internecie polega też na tym, że mój głos może być równie słyszalny, jak pana.

Uszanowanko.

Więcej o: