Prawieki sieci - wspominamy Usenet. "To był pierwszy serwis społecznościowy, tam rodziły się największe trolle"

Usenet wspominany jest przez użytkowników jako jeden z najlepszych serwisów społecznościowych, z jakich korzystali do tej pory. To na nim rodziły się największe w polskiej sieci trolle, tam prowadzono najbardziej zagorzałe dyskusje. Do dziś korzysta z niego garstka najbardziej zagorzałych użytkowników, a obok nich równolegle funkcjonują tam boty.

Usenet najprościej można opisać jako system tematycznych grup dyskusyjnych. Powstawał jeszcze w czasach przed powstaniem WWW, więc aby móc z niego korzystać trzeba było zainstalować na komputerze specjalnego klienta.

- Dla porządku wiadomości przypisywane były do konkretnych grup tematycznych, np. pl.pregierz służyła do narzekania a na pl.comp.os.advocacy prowadzi się bezcelowe ale bardzo przyjemne dyskusje o tym który typ komputera albo systemu operacyjnego jest lepszy - tłumaczy Janusz Urbanowicz - Nad jej funkcjonowaniem czuwała nieformalna grupa administratorów, której przewodził Tomasz Surmacz (pracownik naukowy Politechniki Wrocławskiej), który miał uprawnienia do zarządzania wszystkimi polskimi grupami, czyli tak zwaną "hierarchią pl.*"

Spośród wszystkich usenetowych grup można było wyróżnić 8 najważniejszych i nadrzędnych:

- comp.* (komputery)

- sci.* (nauka)

- news.* (dyskusje o Usenecie)

- soc.* (nauki społeczne)

- humanities.* (nauki humanistyczne)

- rec.* (sport)

- misc.* (różności)

- talk.* (kontrowersje).

Specjalnie dla nas swoje usenetowe wspomnienia opisują Anna-Maria Siwińska, która obecnie szefuje zespołowi Social Media w Gazecie Wyborczej, Janusz A. Urbanowicz, specjalista ds. bezpieczeństwa i Piotr Gnyp, dziennikarz i publicysta.

O początkach

- Trafiłam na usenet mniej więcej w '97 albo '98 roku. Google dopiero raczkował, więc poruszanie się po internecie nie było prostą sprawą. Wiadomo było, że jest w nim dużo ciekawych rzeczy, ale nie wiadomo było, jak do nich dotrzeć - opowiada Anna-Maria Siwińska- IRC był niszowy, odbywały się tam głównie przepychanki i banowanie, wymagał klienta logowania. Ale równolegle rozkręcał się Usenet. To była pierwsza prawdziwa społecznościówka.

- Usenet to dla mnie kawał życia. Kiedy jeszcze dawało się to zrobić w miarę prosto za pomocą Google Groups, ustaliłem że do tego momentu napisałem tam ponad 22 tysiące (słownie: dwadzieścia dwa tysiące) postów. Potem ta liczba mogła wzrosnąć nawet do 25 tysięcy - wspomina Urbanowicz - Spędziłem tam kilkanaście lat, poznałem mnóstwo interesujących ludzi. Najwięcej czasu spędzałem na grupach technicznych, oraz na pl.rec.fantastyka.sf-f gromadzącej fanów szeroko pojętej fantastyki. Na SF-F miała miejsce jedna z największych dyskusji jakie widziałem w sieci - uczestnicy wątku "Jasia koniec tragiczny" (o sensowności rozważania motywacji postaci literackich) przez półtora roku wymyślali kolejne powody dla których tytułowy Jasio popełnił samobójstwo po lekcji matematyki. Także na SF-F poznałem swoją pierwszą dziewczynę.

- Korzystałem z Usenetu długo, wiele lat. A co więcej, nigdy potem już nie znalazłem dobrego zastępstwa - mówi Piotr Gnyp. - I w zasadzie nadal go da mnie nie ma. O ile Usenet ogarniałem dość dobrze, od konfiguracji programów klienckich, przez netykietę, aż do rozumienia skrótów typu PB, NMSP (przepraszam bardzo, nie mogłem się powstrzymać), MSPANC (mogłem się powstrzymać, ale nie chciałem), DGCC (de gustibus cośtam cośtam), o tyle później już nic do mnie nie trafiło. Brakuje mi wątkowania i zasad, a Facebook to komunikacja w zamkniętych gronach. Brakuje mi usentowych wymian myśli z nieznajomymi, szermierki słownej, szybkiej nauki, że żeby coś napisać, to trzeba jednak wiedzieć, bo inaczej ktoś w 3 sekundy cię wypunktuje, gdzie bredzisz.

- W pewnym momencie można było korzystać z Outlook Express jako klienta usenetowego. Ale wstyd było go używać - dodaje Anna-Maria Siwińska. - Po prostu nie wypadało. Jak ktoś pisał z Xnewsa to od razu zyskiwał szacunek. Który rósł dodatkowo, jeśli potrafił zrobić sobie X-Face. Co to było X-Face? Wpisywało się specjalne kody i z pikseli powstawał obrazek, który przypominał zarys twarzy. To chyba było 16 na 16 pikseli.

Fantastyka na Usenecie

O trollach

- To na Usenecie stałam się trollem - żartobliwie dodaje Siwińska. - Udzielałam się w grupie na temat wegetarianizmu, a tam często wpadały osoby, które uważały że wszystkich wegetarian należy nawracać. Wiele osób, które teraz są znane w internecie właśnie w Usenecie zaczynało przygody z trollowaniem.

- Jedną z osób poznanych dzięki Usenetowi był redaktor Wojciech Orliński, który któregoś dnia w 1998 przedstawił się grzecznie jako ten pan redaktor z Wyborczej co pisze o popkulturze, a kilka tygodni później był już jednym z najstraszliwszych i najlepiej rozpoznawalnych trolli - wyjawia Urbanowicz. - Na SF-F sporadycznie pojawiał się też Rafał A. Ziemkiewicz, ale ze względu na niechęć do udowadniania swoich błyskotliwych tez w dyskusji z pospólstwem, jego sieciowe wystąpienia nigdy nie cieszyły się wielkim zainteresowaniem.

- Usenet miał też ciemniejsze strony - dodaje Urbanowicz. Był niezbyt zrównoważony troll, który zupełnie serio propagował tezę, że dzieci powinny przechodzić inicjację seksualną z rodzicami. Wszelkie grupy związane z polityką pełne były czegoś co dziś nazwalibyśmy "mową nienawiści", wtedy myśleliśmy że to margines. Ze względu na brak zabezpieczeń, zdarzało się podszywanie jednych użytkowników pod innych i rozmaite prowokacje.

O kreatywności i atmosferze Usenetu

- Właściwie to na Usenecie rodziła się Polygamia.pl - opowiada twórca tego serwisu, Piotr Gnyp. - Pierwsi autorzy byli rekrutowani z ludzi piszących na pl.rec.gry.konsole. Pierwszy link również tam zapostowałem. Nie wierzycie? Sprawdźcie . W ogóle większość ludzi zajmujących się internetem można było poznać na Usenecie i IRC-u. Obecni pracownicy Google, dziennikarze z pierwszych stron gazet, a nawet słynni muzycy - wszyscy oni spierali się kiedyś i kłócili o głupoty na usenecie. Dla mnie to wyznacznik "starej gwardii".

- Można odnieść wrażenie, że w pewnym momencie Usenet był miejscem gdzie kiełkowały nowe osobowości - mówi Urbanowicz. Michał Chaciński, zanim został krytykiem filmowym i dyrektorem artystycznym Festiwalu Filmowego w Gdyni, był zaciętym dyskutantem na poświęconej filmom "X Muzie" (pl.hum.x-muza). Piotr Rubik, zanim zaczęła mu klaskać cała Polska, dyskutował o grach komputerowych na pl.rec.gry.komputerowe. Na Usenecie pierwszy raz w Sieci pojawili się Tomek Tomczyk (obecnie znany jako znany bloger Kominek) i aktywny do dziś Arnold Buzdygan. Na pl.comp.www wymieniali pierwsze doświadczenia twórcy serwisów internetowych. Usenet był małym miastem pełnym kreatywnych ludzi.

Janusz Urbanowicz przypomniał nam też opowiadanie "CyberJoly Drim" , które całkiem dobrze oddaje usenetową atmosferę. - Było to pierwsze opowiadanie, które - dzięki Usenetowi - stało się najpierw hitem w Sieci, a potem, kiedy wyszło na papierze, zgarnęło wszystkie ówczesne fantastyczne nagrody literackie- wspomina Urbanowicz. Pochodzące z niego pożegnanie "życzę miłego życia" stało się chyba pierwszym polskim memem.

O tym, co najbardziej cenili w Usenecie

- Usenet nauczył mnie jednego - wątkowania dyskusji - podkreśla Siwińska. - To było o wiele bardziej zaawansowane i dużo lepsze, niż obecne dyskusje na Facebooku. Usenet zaczął jednak umierać mniej więcej w 2005 albo 2006 roku. Wtedy zaczęły powstawać inne serwisy społecznościowe, ludzie odeszli najpierw na Naszą Klasę, Grono, a w końcu na Facebooka.

- Strasznie mi brakuje takiego jednego, scentralizowanego miejsca dyskusji. Z zasadami, inteligentnymi ludźmi i możliwością PLONKowania (dodania e-maila do killfile'a, czyli ignorowania na stałe) - wyjaśnia Gnyp.

O tym, dlaczego Usenet w końcu umarł

- Ludzie tworzący Usenet uważali, że to co budują zostanie na wieki, dlatego procedura tworzenia nowych grup - kluczowa dla rozwoju usenetowej społeczności była bardzo sztywno sformalizowana, a towarzyszące dyskusje często były pełne niepotrzebnych uszczypliwości i jałowego sarkazmu. To też w jakiejś części Usenet zabiło - podsumowuje Urbanowicz. Kiedy pojawiła się taka możliwość, użytkownicy woleli tworzyć fora internetowe wykorzystujące WWW niż przepychać swoje pomysły przez procedurę prowadzącą do głosowania. To zatrzymało przypływ nowych użytkowników i Usenetowe społeczności zaczęły kostnieć i się degenerować. Reszty dokonały media społecznościowe - pojawiły się blogi na których każdy autor był sobie panem, potem Facebook. Usenet istnieje do dzisiaj, w szczątkowej formie, czasem ktoś gdzieś napisze na jakąś grupę, ktoś odpowie, bardzo aktywna jest tylko jedna jego część - oprogramowanie rozsyłające dyskusje służy teraz do rozprowadzania pirackiego oprogramowania.

Więcej o: