Spiders Web: Twoje pliki - zawsze i wszędzie

Im więcej mamy smartfonów, netbooków i tabletów, tym bardziej kłopotliwe jest dbanie o to, by korzystając z nich mieć stale dostęp do niezbędnych plików. Niestety, ciągle brakuje dobrego rozwiązania tego problemu.

Jesteśmy bardzo przywiązani do naszych danych. A one są bardzo przywiązane do dysków naszych komputerów. Model, który miał sens wtedy gdy, korzystaliśmy z jednego peceta (stacjonarnego lub laptopa) zaczyna trzeszczeć w szwach wraz z każdym smartfonem dostępnym za złotówkę w promocji operatora i z każdym sprzedanym netbookiem / tabletem .

Jeden komputer powinien wystarczyć każdemu

Do niedawna sytuacja była prosta. Każdy (poza garstką zaawansowanych użytkowników) miał jeden komputer domowy, na którego dysku zapisywał wszystkie swoje pliki - dokumenty, zdjęcia, muzykę, itd. Maszyna służbowa - jeśli była - służyła (przynajmniej w założeniu) do innych zadań i pracy nad innymi plikami (przywiązanymi do dysku lub nie - tutaj jednak ciężar dbania o to, by podążały one za użytkownikiem zmieniającym urządzenia spoczywał na dziale IT firmy). Przenoszenie plików pomiędzy poszczególnymi komputerami było zdarzeniem szczególnym , zwykle obejmującym tylko cześć zgromadzonych danych (wysłanie mailem zdjęć z wakacji, nagranie płyty DVD z kolekcją muzyczną).

Pliki były przypisane do jednej maszyny, a jeśli komuś zależało na stałym do nich dostępie musiał zdecydować się na taki lub inny kompromis - noszenie ze sobą ciężkiego laptopa, przenoszenie wybranej części danych na pendrive, etc .

Komórki zmądrzały, notebooki zmalały

Problem pojawił się stosunkowo niedawno - wraz z eksplozją popularności smartfonów, netbooków i tabletów . Urządzeń, które dysponują funkcjami zarezerwowanymi dotąd dla "prawdziwych" komputerów. Żadne z nich (ani nawet wszystkie razem) nie jest w stanie zastąpić peceta albo Maka - korzystamy z nich w sytuacjach, w których podstawowej maszyny nie ma pod ręką. Jest ich coraz więcej , a to dopiero początek spadku cen .

Służą nam do pracy na tych samych danych, na których pracujemy na komputerze - tyle że w innych okolicznościach . Wraz z popularyzacją zaawansowanych urządzeń mobilnych kwestia synchronizacji plików zaczyna mieć coraz większe znaczenie. Co z tego, że mamy smartfon pozwalający na wygodne przeglądanie zdjęć, jeśli same fotografie znajdują się na dysku komputera (kto by pamiętał o tym żeby je na bieżąco kopiować...)? Na co przyda się pakiet biurowy zainstalowany na netbooku, gdy najnowsza wersja arkusza nad którym właśnie pracujemy leży w którymś z katalogów domowej maszyny?

Proste, tradycyjne metody - pendrive, wysyłanie plików mailem, itd. - przestają powoli spełniać swoje zadanie . Wymagają zaangażowania i systematyczności ze strony użytkownika (szczególnie bolesny problem - dbanie o to, by cały czas mieć dostęp do najbardziej aktualnej wersji dokumentu). A im częściej oczekujemy od urządzeń mobilnych tego, że pozwolą nam kontynuować pracę rozpoczętą na komputerze, tym bardziej widoczna staje się potrzeba znalezienia bezobsługowego rozwiązania tego problemu . Problemu, któremu na imię jest ciągłość dostępu - nie tylko do internetu, ale i do wszystkich danych, jakie kiedykolwiek zgromadziliśmy albo wytworzyliśmy.

Dwa (i pół) rozwiązania

Nikomu nie udało się jeszcze zaproponować idealnego, całościowego rozwiązania tego problemu. Jest kilka pomysłów, wdrażanych zarówno przez gigantów rynku IT jak i przez niewielkie startupy. Z różnym skutkiem, ale zwykle według jednego z dwóch (trzech?) dostępnych modeli.

Najbardziej konserwatywnie do tematu podchodzi Apple . W przypadku rozwiązań tej firmy głównym i podstawowym magazynem danych pozostaje komputer. Urządzenia mobilne (iPod, iPhone, iPad) są synchronizowane za pomocą kabla podłączanego do portu USB . To technologia szybsza i pewniejsza od jakiegokolwiek konsumenckiego łącza internetowego, ale jednocześnie zapewniająca znacznie mniejszą autonomię. Poza tym - co jeśli używamy dwóch komputerów? Apple nie ma prostej odpowiedzi na to pytanie. Oferuje jedynie półśrodki w rodzaju niezbyt popularnego i bardzo ograniczonego (synchronizacja kontaktów, książki adresowej, ustawień i zakładek przeglądarki) MobileMe albo udostępniania biblioteki iTunes w sieci lokalnej.

Apple iPadApple iPad fot. Apple

Na drugim biegunie jest Google . Tutaj wszystkie dane - i nie tylko dane, ale i aplikacje służące do ich obróbki - znajdują się na serwerze firmy. Google Docs nie ma opcji synchronizacji z katalogiem na dysku komputera, oferuje jedynie możliwość ściągnięcia wybranych plików. Zapowiedziana funkcja odtwarzania muzyki prosto z serwera ( ma pojawić się w Androidzie 2.2 ) idzie jeszcze dalej - póki co nic nie wiemy o tym, by pliki można było pobrać na stałe do pamięci smartfonu. To, co dotąd było regułą (pliki na lokalnym dysku), w optyce Google jest wyjątkiem.

Takie rozwiązanie daje dostęp do aktualnej plików zawsze i wszędzie - o ile dysponujemy łączem internetowym. Ma też jednak swoje wady . Po pierwsze, zmusza do oddania kontroli nad naszymi danymi zewnętrznej firmie. Po drugie, w przypadku urządzeń mobilnych, wystawia na ciężką próbę zarówno wydajność wbudowanych baterii (która zawsze jest za mała) jak i szybkość łącza internetowego (które zawsze jest za wolne - zwłaszcza tam, gdzie nie sięga sygnał z nadajników 3G).

Jest też trzecie, mieszane, podejście . W tym modelu dane są przechowywane zarówno "w chmurze", jak i na lokalnych dyskach poszczególnych urządzeń. Oprogramowanie dba o automatyczną synchronizację (dzięki czemu zawsze i wszędzie dysponujemy aktualnymi wersjami plików), ale środowisko pracy pozostaje lokalne. Pliki otwieramy bezpośrednio z dysku (pamięci flash) i tam je zapisujemy, co zapewnia znacznie większą niż w przypadku rozwiązań opartych wyłącznie na "chmurze" wydajność i wszechstronność. Tak działają m.in. Dropbox i Evernote.

DropboxDropbox Fot. Dropbox

Co dalej?

Wszystko wskazuje na to, że coraz więcej danych będziemy przechowywać na serwerach internetowych . Trudno powiedzieć, czy (i kiedy) "chmura" w całości wyprze lokalne magazyny plików - jak chciałby Google. Czy zdołamy aż tak zaufać jednej firmie, by powierzyć jej wszystkie swoje dane? Czy łącza internetowe nadążą?

A może przyszłość należy do rozwiązań takich jak Pogoplug , czyli tanich, prostych w konfiguracji prywatnych serwerów plików? Wymagających pewnych wydatków po stronie użytkownika, ale jednocześnie zapewniających poczucie znacznie większej kontroli. Problem ciągłości dostępu do danych domaga się szybkiego rozwiązania. Coraz bardziej zaawansowane urządzenia mobilne wymuszają zerwanie ze starym modelem przechowywania plików wyłącznie na dysku komputera. Kto wie, może synchronizacja danych okaże się tzw. killer app nadchodzących sieci komórkowych 4-generacji?

Michał Młynarczyk

Więcej o: