Spiders Web: Lista Mistewicza

Wybory samorządowe tuż tuż. Co więc robią kandydaci do lokalnych władz? Rzucają się do sieci, koniunkturalnie wyczuwając, że na Twitterze po prostu wypada przed wyborami być. Piszą gęsto i obficie, często w dramatycznym i patriotycznym tonie. Nie łudźmy się - patriotyzm zniknie w dzień po wyborach, podobnie jak zapał kandydatów do mediów społecznościowych, których nie rozumieją.

Zresztą sytuacja się powtarza. Kiedy startował w ostatnich wyborach europarlamentarnych, gwiazdor politycznej sceny - Michał Kamiński z PiS, uaktywnił się na Twitterze . Szybko zdobył 1,5 tys. obserwujących i tweetował często, wdając się w dyskusje z anonimowymi wyborcami. Wkrótce po tym jak został wybrany do Europarlamentu zamilkł. Ostatni tweet datowany na 24 czerwca 2009 r . brzmi: "Wlasnie obejrzalem fajny material na cnn o Henryku VIII. Krol jest na twitterze!" (przyp. red. pisownia oryginalna). Od tego czasu cisza, mimo iż raz po raz obserwujący "szturchają" Kamińskiego na Twitterze zachęcając do wymiany zdań.

Kariera Kamińskiego na Twitterze nie jest odosobnionym przypadkiem; podobne można mnożyć, także przy okazji ostatniej kampanii prezydenckiej. Niestety wszystkie tego typu przypadki wpisują się w niezrozumienie przez polityków tego, czym są media społecznościowe w internecie. Na dodatek psują obraz polskiego Twittera, czy Facebooka.

Lista MistewiczaLista Mistewicza Fot. Twitter

Mimo to, ceniony konsultant marketingu politycznego, Eryk Mistewicz , działający zarówno na rynku polskiego jak i francuskiego świata polityki, wpadł na pomysł, aby kandydatów do funkcji radnych, burmistrzów i prezydentów miast zebrać w jednej liście " Kandydaci w wyborach samorządowych" na Twitterze . Idea szczytna.

Z wielkiej rzeki wpisów na Twitterze (90 mln wpisów dziennie, od 145 mln użytkowników na całym świecie) wyodrębniłem kanał dedykowany wypowiedziom uczestników najbliższej kampanii samorządowej, w której wybranych zostanie ok. 50 tys. radnych w całym kraju, ponad 150 wójtów, 700 burmistrzów i ponad 100 prezydentów miast. To w końcu największa kampania polityczna, z bardzo dużą rywalizacją na jedno miejsce

mówi podniecony dodając, że

taki flux informacyjny generowany wprost przez kandydatów w Polsce jeszcze nie istniał, a przyjął się doskonale podczas ostatnich wyborach regionalnych we Francji czy USA.

Na razie projekt jest średnim sukcesem - na liście Mistewicza udało się zebrać dotychczas 26 kandydatów, których obserwuje 37 osób (stan na 14 października rano). Kandydatów jednak przybędzie gdy będzie zbliżał się termin wyborów. Będzie też zapewne więcej niesionych patriotyczną nutą dyskusji.

Kandydaci mówią o swoich kampaniach, programach, zachowaniach kontrkandydatów i mediów, o emocjach towarzyszących kampanii, a więc tym, czym żyją dzieląc się z innymi uczestnikami kampanii. Uzyskują kanał referencyjny do docierania do mediów centralnych z ich opiniami z kampanii lokalnej, daleko od Warszawy

mówi Mistewicz.

Twitter w Polsce ma dziwny status . Wydawać by się mogło, że to niezwykle wpływowe medium. Często cytowany jest bowiem w mediach tradycyjnych, głównie przez opiniotwórczy TVN24, który lubi rzucić cytatem z Twittera danego polityka, czy komentatora politycznego . Wydaje się jednak, że moda na mikroblogi nie przyjęła się wśród Polaków w takim stopniu jak w Stanach Zjednoczonych, czy choćby wspominanej przez Mistewicza Francji. Po polsku tweetuje zaledwie garstka internautów, a spora część z nich automatycznie zaciąga wpisy z innych serwisów (Blip, czy Facebook) do swojego kokpitu Twittera, praktycznie nigdy tam nie zaglądając.

Nie ma również wśród polskich użytkowników Twittera kultury retweetowania , czyli promowania danych wpisów na Twitterze poprzez ponowne opublikowanie go wraz z informacją o oryginalnym autorze. W skali globalnej 84% tweetów przechodzi bez żadnej reakcji. Można śmiało założyć, że w polskojęzycznym Twitterze współczynnik ten jest powyżej 90%.

To nie może dziwić, gdyż polscy politycy i kandydaci na polityków, którzy w ramach "kampanii" na Twitterze są nowi, nie radzą sobie z prowadzeniem komunikacji w tym kanale. Nie potrafią poprawnie używać funkcji "odpowiedz", "retweetuj", czy "retweetuj z komentarzem". Nie umieją zbudować poprawnej, sensownej i intrygującej wypowiedzi w 140 znakach dozwolonych na Twitterze. Nie linkują do własnych treści poza serwisem Twitter, nie tworzą również aliansów z podobnie myślącymi kandydatami. Puszczają zazwyczaj przepełnione patriotyczno-lokalnym uniesieniem komunikaty, na dodatek bez odpowiedniego kontekstu. W rezultacie całość brzmi miałko, bez składu i ładu, a czasami wręcz komicznie.

Urna wyborczaUrna wyborcza Fot. Gazeta.pl

Inicjatywa Mistewicza jest więc ciekawa nie dlatego, że "służy jako narzędzie budowania grupy wyznawców, aktywistów kampanijnych dzięki temu, że na bieżąco informują o swojej kampanii", ale dlatego, że można zaobserwować (a czasami nieźle się ubawić) jak kandydaci do lokalnych samorządów nieudolnie próbują wchodzić w rejony, o których nie mają pojęcia.

A jeśli chodzi o samą kampanię, to lepiej chyba obserwować niezależnych komentatorów politycznych, którzy Twittera czują i rozumieją. To oni - AzraelK , czy Kataryna lepiej i ciekawiej przeprowadzą zainteresowanych przez wszystkie kolory kampanii samorządowej.

Przemysław Pająk

Na Twitterze jako @przemekspider

Więcej o: