Czy przez Amerykanów zapłacisz więcej za dostęp do Internetu?

W USA trwa debata nad tzw. neutralnością Sieci, czyli równoprawnym traktowaniem ruchu w Internecie. Na pierwszy rzut oka wydawać się może, że odgórne ustalenia mające miejsce kilka tysięcy kilometrów stąd nie mają z nami nic wspólnego - błąd. Mogą przyczynić się do wzrostu cen dostępu do Internetu.

FCC - Federalna Komisja Łączności przedstawiła swoje propozycje dotyczące neutralności Sieci. Jak podaje New Your Times , nie każdy jest jednak zadowolony. Kto narzeka najbardziej na nowe regulacje? Dostawcy usług internetowych.

Kwestią regulacji prawnych dostępu do Internetu w USA zajmuje się Federalna Komisja Łączności (FCC). Zasady neutralności Sieci z kolei zakładają, że dostawcy Internetu (ISP) nie mogą wybiórczo traktować ruchu internetowego , ani na własne życzenie blokować dostępu do Sieci wybranym użytkownikom; nie mogą blokować też stron internetowych z legalną treścią. Wydawałoby się to oczywiste, prawda?

Tymczasem dwa lata temu amerykański dostawca usług internetowych Comcast podchodził dość radykalnie do niektórych swoich użytkowników. Te osoby, które dużo korzystały z Sieci (z różnych powodów - na przykład oglądały wiele filmów w serwisach VoD, przesyłały rodzinie obszerne pakiety zdjęć z wakacji w wysokiej rozdzielczości, albo po prostu "piraciły", ściągając pliki z P2P) dość szybko zauważyły spadek transferu danych. Co się stało? Otóż Comcast stwierdził, że generowany przez nie ruch powoduje problemy w sieci i należy go "zwolnić" - nazywało się to "zarządzanie Siecią" . FCC udzieliło wówczas nagany Comcastowi, zabraniając tego rodzaju praktyk.

Dwa lata temu skończyć się mogło na naganie, ponieważ zalecenia FCC miały charakter raczej wskazówek, niż regulacji posiadających moc prawną. Skoro okazało się, że intencje organizacji są jedynie głosem wołającego na puszczy, to FCC postanowiła sformalizować swoje zalecenia.

O co walczy organizacja? O to, by użytkownicy mieli równy, niekontrolowany i nieograniczany dostęp do wszystkich legalnych usług, aplikacji i serwisów internetowych. Firmy i ISP nie mogłyby według własnego uznania zwalniać albo przyspieszać wybranych usług.

Własne propozycje dotyczące neutralności Sieci zaproponowały w sierpniu firmy Google i Verizon (amerykański ISP). W większej części pokrywały się one z tym, co proponuje FCC, ale był też pewien "kruczek" - operatorzy sieci mogliby oferować dodatkowe usługi (na przykład ofertę edukacyjną), które miałyby wyższy priorytet ruchu. Nadzór nad nimi także sprawowałaby Federalna Komisja Łączności. Kolejnym ważnym punktem jest założenie, że sieci bezprzewodowych dotyczyłaby wyłącznie zasada przejrzystości, a monitorujące rozwój Sieci władze corocznie przedstawiałyby stosowny raport Kongresowi. Reakcje były raczej nieprzychylne:

Wywoła to podział "autostrady informacji" na prywatne super-szybkie pasy dla wielkich graczy i wyboiste drogi dla mniejszych podmiotów.

stwierdziła wówczas organizacja Free Press.

Regulacje FCC mają zapobiec właśnie takim "autostradom" dla informacji i usług, za które ktoś zapłacił więcej. W takim razie - to chyba dobra wiadomość, prawda? Zasadniczo tak. Pojawia się teraz jednak realne ryzyko, że dostawcy Internetu podniosą ceny za swoje usługi. Jest to tylko hipoteza, ale za to realna - skoro nie można nawiązywać porozumień z dużym koncernem, który zapłaci za to, żeby jego serwisy znajdowały się na "autostradzie", to może należy podnieść opłaty? Tym bardziej, że rośnie popularność i zapotrzebowanie na serwisy typu VoD i ogólnie streamujące wideo. Generowany przez nie ruch może być duży, co wpłynie znacznie na przepustowość łączy i koszty ich utrzymania.

Propozycje FCC nie mają jeszcze mocy prawnej, więc nie ma co bić na alarm i protestować przeciwko wzrostowi cen. Stajemy jednak przed ciekawym paradoksem - czy płacić więcej za równy i demokratyczny dostęp do Internetu, czy też zgodzić się na niższe ceny, "autostrady informacji" i pełną władzę operatora.

Więcej o: